21 Listopad 2009 00:18
Nawigacja
Artykuły
Galeria
Szukaj
Kategorie i artykuły
Silent Hill
Bossowie
Bronie
Historia
Kody
Lokacje
Next Fear
Postaci
Potwory
Przedmioty
Ranking
Recenzja
Sekrety
Silent Hill Official...
Solucja
Soundtrack
Teorie
Wersja PC
Wstęp
Zakończenia

Silent Hill 2
Bossowie
Bronie
Historia
Kody
Lokacje
Next Fear
Postaci
Potwory
Przedmioty
Ranking
Recenzja
Różnice
Sekrety
Solucja
Solucja - Born From ...
Soundtrack
Teorie
Wstęp
Zakończenia

Silent Hill 3
Bossowie
Bronie
Historia
Kody
Lokacje
Next Fear
Postaci
Potwory
Przedmioty
Ranking
Recenzja
Różnice
Sekrety
Solucja
Soundtrack
Teorie
Wstęp
Zakończenia

Silent Hill 4: The Room
Bossowie
Bronie
Historia
Lokacje
Next Fear
Postaci
Potwory
Przedmioty
Ranking
Recenzja
Różnice
Sekrety
Solucja
Soundtrack
Teorie
Wstęp
Zakończenia

Recenzja
W roku 1999 firma Konami, znana z takich hitów jak chociażby „Metal Gear Solid”, kończy pracę nad swoim pierwszym horrorem. „Silent Hill”, bo tak gra się nazywa, została wydana na konsolę "Sony Playstation" i bardzo szybko zyskała sobie przychylność graczy, recenzentów przez których została okrzyknięta horrorem wszechczasów. Dlaczego? Czy gra rzeczywiście była tak dobra? Właśnie tu mam zamiar na to odpowiedzieć.

Przyznam się, że sam bardzo lubię „Silent Hill” i miło wspominam chwile z nią spędzone. Zaczynajmy. „Silent Hill” jest grą akcji ukazaną w perspektywie trzeciej osoby, oznacza to, że głównego bohatera widzimy zza pleców. Fabuła gry na pierwszy rzut oka jest prosta. Harry Mason wraz z córką Cheryl, jadą na wakacje, w czasie jazdy, przed kołami samochodu pojawia się młoda dziewczyna. Niestety prędkość samochodu jest zbyt duża, więc Harry gwałtownie skręca, mijając dziewczynę o centymetry. Samochód w dużą prędkością wypada z drogi i uderza w balustradę otaczająca tytułowe miasto. Gdy Harry odzyskuje przytomność spostrzega, że Cheryl zniknęła, zmartwionym ojciec zaczyna poszukiwania. Nie myślcie jednak, że na tym koniec, gdyż fabuła jest złożona, a droga do odnalezienia córki daleka.. Co jeszcze zapewniło tej grze tytuł najlepszego horroru? Komani w grze zamieściło kilka bardzo trafnych i budujących atmosferę elementów. Pierwszym z nich jest zwykłe kieszonkowe radio, niby nic specjalnego, ale to właśnie ono wydaje z siebie przeraźliwy szumu, kiedy coś złego znajduje się w jego zasięgu. Jest to bardzo ekscytujące. A dlaczego? Kolejnymi elementami trafnie budującymi atmosferę jest ciemność i mgła. Jak się pewnie domyślacie ograniczają one widoczność.

Jedyną rzeczą, która może ją zwiększyć jest nie wielka latarka, której zasięg jest niestety ograniczony. Właśnie wtedy naszym jedynym „informatorem” o tym co dzieje się kilka metrów dalej jest radio. A przed jakim złem nas ono informuje? Oczywiście przed potworami. Potwory w „Silent Hill” już na dobre zapisały się w pamięci graczy. Psy obdarte ze skóry, potwory przypominające pterodaktyle czy ludzie zawładnięci przez złe moce, to tylko przedsionek tego co nas czeka. Przejdźmy teraz do samego miasta. Z wyglądu jest to zwykłe amerykańskie miasteczko, średniej wielkości. I wszystko było by w porządku, gdyby nie kilka szczegółów, pierwszym z nich jest brak mieszkańców, drugim śnieg (gdyż w czasie gry mamy lato), oraz alternatywna wersja miasta. Co to takiego? Już wyjaśniam. „Silent Hill” jest miastem które posiadającym dwie osobowości, łagodną, czyli taką jaką widzimy na co dzień, oraz złą, czyli taką, do której nawet diabeł nie zachodzi. Oczywiście wersja alternatywna pełna jest wcześniej wspomnianych potworów, ale nie tylko. Wygląd alternatywnego miasta jest przerażający, wszędzie jest ciemno, ściany pokryte są krwią, zamiast podłogi czy asfaltu stąpamy po pokrytej krwią i rdzą siatce, przez którą widać pracujące w szaleńczym tępie maszyny, czy porozrzucane ludzkie zwłoki.

Oprócz potworów na swej drodze spotkamy także osoby, które z jakiegoś powodu zostały w tym chorym miejscu. Postacie te także starają się znaleźć drogę wyjścia lub spróbować logiczne wyjaśnić zaistniałą sytuację. Choć nie wszystkie. Z czasem widać jak bardzo złożonymi są charakterami oraz poznajemy ich prawdziwe zamiary.

Przejdźmy teraz do spraw technicznych. Jak wspomniałem „Silent Hill” został wydany na konsolę Play Station. Ale graficznie gra robi pozytywne wrażenie. Co prawda grafika nie jest tak ładna jak w „Resident Evil” ale w porównaniu do niego, większość obiektów w „Silent Hill” jest wykonana w trzech wymiarach. Oznacza to że tła nie są statyczne i możemy dojrzeć je ze wszystkich stron. Poziom grafiki stoi na wysokim poziomie i możemy dostrzec dużo szczegółów, jak chociażby książki w szafkach, napisy na ścianach czy topniejący śnieg na asfalcie. Jednak największą zaletą gry jest dźwięk, gdyż to właśnie on jest niezbędny do stworzenia tego niesamowitego klimatu. Konami do stworzenia dźwięków zatrudniło Akirę Yamaokę. Przyznam, że wcześniej nie słyszałem tego nazwiska, ani nie wiem czym Konami się kierowało wybierając go na to stanowisko, ale muszę powiedzieć, że wybór ten był jak najbardziej trafny. Weźmy chociaż pod uwagę muzykę. Jest ona poskładana z kilku dźwięków, jak: trzaski, szmery czy krzyki, jednak są one ułożone w taki sposób, że tworzą pewien rytm, który w połączeniu z kilkoma innymi dźwiękami daje coś na wzór muzyki. Nie chodzi mi o to, że brzmi to okropnie, ale o to, że idealnie pasuje do świata zrodzonego w głowie panów z Konami. Nie raz dźwięki nas zaskakują, gdyż są nagłe i niespodziewane. Na przykład wchodzimy do pustego pomieszczenia z oknem, nie ma tu nic godnego uwagi, więc wychodzimy, ale przed samymi drzwiami słyszymy, że ktoś tłucze szybę, odwracamy się w pośpiechu ,lecz nie widzimy nic co mogło by nas niepokoić. Ale pomimo tego serce wali nam jak młot. Zapomniałbym powiedzieć coś o arsenale, z którego korzystamy. Jest on dobrze dobrany do gry tego typu, do walki z potworami będziemy mogli wykorzystać stalową rurę, pistolet, czy strzelbę. Oczywiście, każda broń posiada swoje parametry i inaczej się jej używa. Kończąc dodam tylko, że „Silent Hill” oferuje nam nie jedno, nie dwa, lecz pięć zakończeń, dźwięki czemu kilka razy będziemy mogli delektować się ukończeniem gry. Podsumowując, w roku 1999, w dziedzinie survival horrorów dokonała się istna rewolucja. Otrzymaliśmy jedną z najstraszniejszych gier w historii. Doskonały klimat, potęgowany przez niesamowity dźwięk oraz niesamowicie złożone charaktery sprawiają, że „Silent Hill” stał się nie tylko wzorem dla innych horrorów, ale także przez wiele osób (w tym przeze mnie) uznawany jest grę wręcz kultową. Niedawno gra doczekała się wersji na PC, dzięki czemu posiadacze komputerów, będą mogli zwiedzić ulice „Silent Hill”.













Plusy:

-klimat, klimat, klimat
-grafika
-niesamowite dźwięki i muzyka
-pełna niespodzianek fabuła.
Minusy:

-drobne błędy
Wymagania (wersja PC):

procesor 500MHz;
128MB RAM;
karta graficzna z 32MB
Grafika: 9
Dźwięk: 9
Grywalność: 10
Ogólnie: 10




Sietra




Harry Mason - zmęczony życiem człowiek, który większość wolnego czasu spędzał w pracy, ograniczający kontakty z córką do niezbędnego minnimum. Mimo szczerej miłości do dziewczynki Harry nie mógł pozwolić sobie na spędzanie z nią tyle czasu, ile by chciał. Ale dziś z tym koniec - urlop za pasem, toteż Harry i Cheryl spędzą ze sobą więcej czasu. Kochający ojciec nie miał większego dylematu, gdzie chciałby spędzić wymarzony weekend z córeczką. Miasteczko Silent Hill było idealnym miejscem na oderwanie się od szarej rzeczywistości i gwarantował miłe spędzenie czasu. Prowadząc samochód ze śpiącą Cheryl obok snuł plany wynagrodzenia małej brak wolnego czasu przez te wszystkie lata. Wszystko było idealnie zaplanowane… dopóki przed samochód nie wybiegła młoda dziewuszka. Harry próbował ominąć postać, ale było już za późno - w mroku nocy słychać było jedynie krzyk pasażerów samochodu, dźwięk giętej blachy i rozwalanej barierki, która miała za zadanie chronić przed spadnięciem samochodu w dół. Miała… Po upadku pojazdu nastąpiła ciemność. Gdy po jakimś czasie Harry oprzytomniał zauważył, że miejsce, w którym siedziała Cheryl jest puste. Nie namyślając się długo nasz bohater wychodzi z samochodu, by znaleźć córkę. Ze zdziwieniem stwierdza, że w środku lata w miasteczku jest kompletnie głucho, pusto i w dodatku pada… śnieg?

Tak właśnie - z lekką dozą mojej inwencji twórczej - zaczyna się gra, która pokazała twórcom serii Resident Evil, co oznacza pojęcie “horror”. Team Silent na zawsze wpisało się w historię elektronicznej rozrywki dostarczając graczom chyba najbardziej klimatyczną pozycję na pierwszą konsolę Sony. Wydana w roku 1999 przez Konami gra stała się niemalże obiektem kultu w oczach fanów. Dla wielu z nich słowa “Silent Hill” do dzisiaj stanowią synonim psychologicznego horroru, w którym dominuje strach. Nie hordy przeciwników, zagrywki typu “BU!” (chociaż i takie się znajdą, jednak w śladowych ilościach), krew, ręka, noga i mózg na ścianie. Ta gra doskonale radzi sobie bez tego typu zabiegów, które użyte raz, drugi i trzeci już nie emanują tą samą siłą. W pierwszym Silent Hill strach po prostu towarzyszy graczowi. Jest gdzieś obok niego, można niemal odczuć jego namacalną obecność. Pamiętam, gdy nieświadomy tego, jakie chore obrazy zafunduje mi Ciche Wzgórze, grałem sobie spokojnie po ciemaku w nieurządzonym jeszcze pomieszczeniu (obecnie domowy składzik). Wiecie, nienaoliwione drzwi, totalny bałagan, a pośród tego wszystkiego ja, PSOne i telewizor. Heh… do dzisiaj mam awersję do składzika i jeśli tylko mogę - staram się tam nie chodzić bez potrzeby.

To, co stanowi o sile pierwszej części wybitnej sagi Konami to niesamowity klimat, potęgowany dodatkowo przez niezwykle bogatą symbolikę, jaką autorzy wrzucili do gry. Cholernie umiejętne żonglowanie motywem dwóch światów (pierwszy - nasz, ten zza okna, drugi - brudny, zakrwawiony, w którym zamiast podłóg dominuje stalowa siatka pokryta na przemian rdzą i krwią) i intrygującą fabułą. Początkowo gracz jest totalnie zagubiony, niczym główny bohater. Poszukując córki możemy po raz pierwszy doświadczyć okropieństw, jakie nawiedzają alternatywną rzeczywistość tego miasteczka. Zwłoki przykryte białą płachtą, wąska i nieoświetlona (tak, w tym tytule naszym najlepszym kompanem jest latarka lub zapalniczka) ścieżka krwi, na końcu której znajduje się ciało rozwieszone na siatce, obdarte ze skóry… W świetle zapalniczki, którą dzierży Harry, daje to naprawdę mocny efekt. Co jest dalej? Większość z Was już to wie, ale nie będę spoilował. Powiem tylko, że to, co można zobaczyć w alejce jest słabe w porównaniu z tym, co zafundowali nam twórcy gry w dalszych jej momentach… Można popuścić w pampersa (którego aplikację przed włączeniem konsoli gorąco polecam), zapewniam. Żadna inna gra na pierwsze PlayStation nie ma takiego klimatu, jak ten tytuł. I tego zdania będę się trzymał do samego końca.

Muzyka - w Silent Hill mamy do czynienia z dziwną mieszanką dźwięków, które ktoś posklejał w całośc. Szczęki łańcuchów, dziwne bulgoty, ciche szepty - to wszystko brzmi tak przerażająco, jest używane w tak trafnie dobranym kontekście, że jeszcze długo po wyłączeniu konsoli Gracz odczuwa lęki i ma stany paranoidalne. Są też piękne kompozycje Akiry Yamaoki (polecam przetrząsnąć internet w poszukiwaniu twórczości muzycznej tego pana), których nie da się zapomnieć. Gra pod tym względem do dzisiaj pozostaje w czołówce mojej małej, prywatnej listy najlepiej udźwiękowionych gier wszech czasów. Wszystko, co widzimy na ekranie w jakiś tajemniczy sposób współgra z naszym zmysłem słuchu, chociaż teoretycznie nie powinno. I to chyba najmocniejszy aspekt otoczki związanej z tym tytułem, nie pozwalający spać po nocach nawet największym twardzielom - dźwięki, które towarzyszą przemierzaniu Silent Hill. A wiecie, który z nich jest najbardziej przerażający? Cisza… Gdy słychać tylko odgłosy kroków postaci. Moment, w którym wszystko zamiera… Teoretyczny komfort psychiczny, jaki miało przynieść całkowite zlikwidowanie muzyki w pewnych momentach odniosło zgoła odmienny skutek, niszczący resztki mojego poczucia bezpieczeństwa. Od strony audio pierwszy SH nie ma do dzisiaj czego się wstydzić, a niektóre gry z “ery HD” nie mają nawet namiastki tego, co ma tytuł Konami.

Fabularnie jest… niejasno. To jeden z tych nielicznych tytułów, o których pisano dosłownie terabajty tekstu na przeróżnych forach internetowych, w magazynach czy rozmaitych książkach (bo i takiej seria się doczekała - Lost Memories to prawdziwa biblia fanów serii), a i tak do końca nie jest pewne, która wersja jest słuszna. Zarys przedstawionej tutaj historii przedstawiłem w pierwszym akapicie, jednak jest to tylko zalążek do czegoś poważniejszego, głębszego i na swój sposób mistycznego. Miasteczko spowite tajemnicą, kultyści, mglista historia narkotyku “Biała Dalia”, a pośród tego wszystkiego nasz bohater i jego córka. Jak to wszystko się razem zazębia? Sprawdźcie sami, ja zdradzę jedynie, że historia ma aż pięć zakończeń, zależnych od naszych poczynań podczas gry właściwej. Warto się pomęczyć i sprawdzić je wszystkie - są tego warte.

Odwlekałem ten moment najdłużej, jak tylko mogłem, ale w końcu muszę to napisać - grafika w tej grze jest obecnie brzydka. Już dziesięć lat temu nie wzbudzała zachwytu, a rozwijające się niesamowicie szybko technologie graficzne tylko obnażyły niedoskonałości pierwszego Silent Hill. I tutaj mały paradoks - moim zdaniem jest to w pewnym sensie plus tej gry, powodujący, że to, co widzimy musimy nadrabiać i tak już pracującą na najwyższych obrotach wyobraźnią. Zdaję sobie jednak sprawę, że pokazanie tej gry koledze wiąże się z ogromną dawką śmiechu ze strony tego drugiego. Cóż, niewierni są wszędzie, ale Samael czuwa…

Słowo na niedzielę? W tego klasyka musi zagrać każdy wielbiciel konsolowych horrorów. Nie wspomniałem o wielu istotnych aspektach tej produkcji, gdyż nie chcę psuć niespodzianek tym, którzy Silent Hill dopiero skończą. Musicie odkryć je sami, w ciemnym pokoju, najlepiej ze słuchawkami na uszach. Gwarantuję, że nic nie będzie już takie samo jak wcześniej, a na szkolne szafki będziecie patrzeć z zupełnie innej perspektywy, niż dotychczas. Ten tytuł to perełka, warta każdej ceny.


Komentarze
#1 | bambosze_babuni dnia 23 sierpień 2009 20:47
obawiam się, że ktoś tu się zagalopował z tą wysoką oceną jeśli chodzi o grafikę. tekstury się okrutnie zestarzały i aż bolą w oczy. kiedyś się zachwycałem grą, klimatem, grafiką, ale dzisiaj odpaliłem kolejny raz na konsoli i brzydota aż rzuciła się na oczy. na szczęście pozostał wciąż fenomenalny klimat ogólnego zaszczucia, bo graficznie to z dzisiejszej perspektywy bardzo słabo. mam kolegę, który nie przeszedł gry, doszedł do szkoły i dał sobie spokój właśnie z powodu tekstur, na które nie mógł dłużej patrzeć.
#2 | Devlock dnia 24 sierpień 2009 00:02
Niby masz rację, ale zauważ, że recenzja Sietry została napisana w 2003 roku, może nawet wcześniej (to już wie tylko sam Sietra ;) ).
#3 | BKCypher69 dnia 08 wrzesień 2009 13:46
Zależy kto co lubi Panowie. Ja właśnie zaczynam przygodę z tym niezwykłym survival horrorem i zacząłem właśnie od jedynki. Mi np. wystarczy klimat i dobra fabuła. Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Przetłumacz stronę

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Copyright © 2003-2009 Silent Hill Town Center