Środek nocy. Czas gdy wszystkie normalne dzieci już śpią. Tak przynajmniej by się zdawało. Gdzieś w bliżej nieokreślonej lokacji USA Harry Mason jedzie ze swoją córeczką Cheryl na wakacje. Jednak z pewnych powodów powoli zaczyna tego żałować...
Cheryl: Tata, daleko jeszcze?
Harry: Tak...
...
Cheryl: Tata, daleko jeszcze?
Harry: Tak...
...
Cheryl: Tata, daleko jeszcze?
Harry: Tak...
...
Cheryl: Tata...
Harry: TAK!! DALEKO JESZCZE!!
Cheryl: ...daj cukierka...
Harry: Nie...
Cheryl: Daaaaaaajjjj...
Harry: Nie.
Cheryl: Beeeeeeeeeeeeeeeee!!!!
Harry: Oj... dobra... weź sobie...
Cheryl: A tata...
Harry: Co...?
Cheryl: A daleko jeszcze?
Harry: AAAAAARRRRGGGGHHHHHHH!!
W tym właśnie momencie ich samochód wyprzedził policyjny motocykl. Osoba na nim spojrzała na Harrego.
Harry: Kurwa... jadę za szybko...?
Cheryl: Co tatuś powiedziałeś?
Harry: Idź spać...
Cheryl: A daleko jeszcze...?
Harry: Patrz, ptaszek.
Cheryl: Gdzie?
W tym momencie Harry korzystając z okazji trzepnął Cheryl w łeb.
Harry: Idź spać...
Jednak gdy tylko z powrotem spojrzał na jezdnie zobaczył na drodze jakąś posturę. Gdy tylko samochód się zbliżył dostrzegł postać młodej dziewczyny. Samochód kierował się prosto na nią.
Harry: KURWAAAA!!
Cheryl: Tata... dzisiaj mógłbyś sobie darować... szczególnie o tej porze...
Harry szybko wcisnął na hamulec próbując zjechać z drogi. Jednak samochód wymknął mu się spod kontroli. Mijając dziewczynę uderzyli w barierkę i auto potoczyło się w dół wzgórza...
* * * * *
Samochód znalazł się na ulicy jakiegoś miasteczka. Był jednak na tyle zniszczony, że nie nadawał się do jakiegokolwiek użytku. Harry właśnie dochodził do siebie...
Harry: Hmrrmm... mamo, nie chce iść do szkoły... hę... co?!
W tym momencie mężczyzna gwałtownie zerwał się z fotela uderzając głową o kierownicę. Odgłos klaksonu rozległ się na całą ulicę.
Harry: Kurwa... [trzymając się za głowę]
Szybkim ruchem chwycił za klamkę od drzwi i wyszedł z samochodu. Widoczność ograniczała bardzo gęsta mgła. W dodatku padał śnieg.
Harry: Śnieg? Gdzie ja trafiłem, na Alaskę...? [rozglądając się dookoła]
Harry’ego nagle naszła dziwna myśl, że o czymś zapomniał.
Harry: Hmm... chyba o czymś zapomniałem...
Pogrążył się w zadumie:
Harry: Dum, dum, dum, dum...
Po czym wykrzyknął:
Harry: Cheryl!!
Szybko podbiegł do samochodu. Jednak córeczki nie było w środku.
Harry: A ona gdzie... cholera... I cukierki zabrała!!
Nie myśląc długo szybko rozgląda się po okolicy. Znajdował się w jakimś miasteczku. Ulice były jednak opuszczone. Powoli oddalał się od samochodu z nadzieją znalezienia ukochanej Cheryl:
Harry: Cholera no... cukierki zabrała...
Po chwili jednak Harry usłyszał jakieś dźwięki. Niczym kroki. Przebiegł uliczkę dalej. We mgle ukazała mu się sylwetka Cheryl.
Harry: Cheryl? Is that... ekhm... czy to Cheryl?
Podbiegł kawałek bliżej. Kilkanaście metrów od niego stała Cheryl, która jednak po chwili zaczęła gdzieś iść.
Harry: Dokąd idziesz? Chodź no tu, już!
Dziewczynka jednak jakby nie słyszała ojca. Chód przerodził się w bieg, jej postura zaczęła zanikać we mgle.
Harry: Ej! Stój!
Harry nie wiedział jak to się dzieje, ale mimo faktu, że biegł ile sił w nogach nie mógł dogonić córeczki. Uciekła w jakąś małą alejkę gdzie znajdowały się garaże.
Harry: O kurwaaaa!!
I wyrżnął w ścianę... Mógł jedynie usłyszeć dźwięk zamykanych obok drzwi od płotu. Gdy tylko podniósł się z ziemi poszedł w tym samym kierunku gdzie zdawało się poszła Cheryl. Jednak po przejściu na drugą stronę ponownie zaliczył bliskie spotkanie z ziemią. Poślizgnął się na czymś co z wyglądu przypominało psa po kontakcie z ciężarówką.
Harry: No ja pierdole... co to ma być... zaplecze McDonalda? [wyciera buta o ziemię]
Zapuszczając się coraz bardziej w głąb ciasnej uliczki zaczęło robić się coraz ciemniej, aż w końcu widoczność była minimalna.
Harry: Co się dzieje? Robi się coraz ciemniej...
Sięgnął do kieszeni wyjmując zapalniczkę.
Harry: Dobrze, że mam to...
Z drugiej kieszeni wyjął papierosa zapalając go i chowając zapalniczkę do kieszeni.
Harry: Tego mi było trzeba... [zaciąga się dymem z papierosa] Tylko gdzie ja znajdę jakieś światło...? Hmm...
Porzucając wszelkie nadzieje postanowił iść dalej na oślep, aż w końcu doszedł do końca uliczki. Jedyne co mógł dojrzeć to walające się wszędzie kawałki mięsa oraz wiszące na ścianie coś, co z wyglądu przypominało człowieka.
Harry: Tak... bez wątpienia jest to McDonald...
W pobliżu dało się słyszeć dziwny dźwięk.
[SQUEAK ]
Odwracając się Harry zauważył dziwne postacie zbliżające się do niego. Miały na oko jakiś metr wzrostu, z wyglądu budziły skojarzenia z dziećmi. Jednak bardziej przypominały jakieś potworki. W rękach trzymały noże.
Harry: Hmm... koledzy, nie widzieliście tutaj może małej dziewczynki? Krótkie czarne włosy?
Potworki zbliżały się ciągle do Harry’ego wystawiając w jego stronę noże.
Harry: Rozumiem przez to, że nie... | Fuck...
* * * * *
Harry: Nie! Nie! Zostawcie mnie! Nie! Aaaaaa!
Harry gwałtownie zerwał się z pozycji leżącej. Spostrzegł, że znajduje się w jakimś lokalu lub barze a sam siedzi na kanapie.
Harry: To był tylko sen...? – pomyślał.
W tym momencie z drugiego końca pomieszczenia zaczęła się zbliżać do niego jakaś osoba. Po chwili oczom Harry’ego ukazała się zgrabna i atrakcyjna policjantka o długich blond włosach.
Harry: Nie... ja chyba teraz śnię... – pomyślał ponownie i ponownie padł na kanapę pół przytomny.
Cybil: Hej! Dobrze się czujesz?
Harry: Mrmrmrmr...
Policjantka podeszła bliżej i schyliła się nad nim.
Cybil: Wszystko w porządku? Hej!! [krzyknęła mu do ucha]
Na ten okrzyk Harry zareagował ponownie gwałtownie zrywając się z kanapy, niechcący rzucając się na policjantkę, która opadła na ziemię pod ciężarem Harry’ego. Głowa mężczyzny spoczęła na biuście kobiety.
Harry: Mmmmmm... [leży na kobiecie]
Cybil: Co ty robisz? Zejdź ze mnie!
Harry: Mmmmmm... duże... miękkie... jędrne... mlask mlask... mmmmm...
Cybil: A spadaj ty zboczeńcu!
W tym momencie Harry otrzymał dość bolesnego kopniaka w czułe miejsce.
Harry: Łojezuchryste!! – krzyknął Harry trzymając się w wiadomym miejscu.
Policjantka tymczasem wstała otrzepując swoje zgrabne nogi... eee... to jest spodnie, z kurzu.
Harry: Co ty robisz! Chcesz abym umarł?!
Cybil: Sam się o to prosiłeś.
Harry usiadł na krześle, nadal trzymając się w czułym miejscu. Cybil usiadła przy barze.
Cybil: Jak się czujesz?
Harry: Jakby przejechała mnie ciężarówka... Ale było warto...
Cybil: Co to ma znaczyć?!
Harry: Nic, nic... [gapiąc się na jej biust]
Cybil: Co ty za jeden? Może mi powiesz co tu się wydarzyło?
Harry: Co tam będziemy gadać o mnie. Porozmawiajmy o Tobie...
Cybil: Albo mi powiesz albo wsadzę ci ten pistolet w dupę...
Harry: Hmm...
Cybil: I pociągnę za spust...
Harry: Harry Mason! 32 lata! Wdowiec! Dopiero tu przybyłem, nie mam pojęcia co się dzieje!
Cybil: Uh-huh...
Harry: Widziałaś może małą dziewczynkę? Siedem lat, krótkie czarne włosy... Moja córka.
Cybil: Niestety.
Harry: A ty kim jesteś?
Cybil: Cybil Bennet.
Harry: Oficer Policji?
Cybil: Co? Nie... ja pracuję tutaj.
Harry: Jak to?
Cybil: Widzisz tę rurę?
Harry: Więc... ty jesteś...?
Cybil: Uh-huh...
Tutaj Harry próbuje zbierać swój język z podłogi.
Harry: A pistolet?
Cybil: Na wodę. Jedno z akcesoriów, czasem przydatne w pracy. Chcesz to sobie weź [rzuca mu pistolet]
Cybil: Więc jak to z twoją córką?
Harry: Z kim...? [gapiąc się na jej biust]
Cybil: Twoja córka. Zaginęła?
Harry: A chrzanić ją. Tego... co robisz dziś wieczorem?
Cybil: Nie powinieneś jej szukać? [bez wzruszenia]
Harry: Ale się uparła no...
Cybil: Zabieram się stąd. Może uda mi się wezwać jakąś pomoc. Uważaj na siebie, tu jest niebezpiecznie.
Harry: Co to w ogóle za miejsce? Co tu się dzieje?
Cybil: Silent Hill. A co się dzieje to sama chciałabym wiedzieć.
Harry: Silent Hill...? No to dobiłem do celu...
Cybil: Może się jeszcze zobaczymy. [wychodzi]
Harry: Mam nadzieje [ze złośliwym uśmiechem]
Harry wziął kilka głębokich oddechów po czym rozejrzał się dookoła baru.
Harry: Co my tu mamy... nóż do masła, energy drink, mapa miasteczka, paczka kondomów. O, ciasteczko! Hmm... myślę, że mogę już iść...
Już miał opuścić lokal gdy usłyszał jakieś dziwne skwierczenie. Spojrzał na stół gdzie znajdowało się małe czerwone radyjko.
Harry: Huh? Radio?
Gdy Harry podszedł do stołu usłyszał po lewej dosyć głośne uderzenie. Coś uderzyło w szybę lokalu i rozpaćkało się na niej.
Harry: Co to jest?! [patrząc na coś co przypomina przerośniętego ptaka... a właściwie to co z niego pozostało]
Radio przestało skwierczeć. Harry nie mógł za nic w świecie ponownie go uruchomić, ale postanowił mimo wszystko je zabrać.
Harry: No pieprzony badziew... [patrzy na napis „made in mozambik”]
Harry opuścił lokal i rozejrzał się dookoła. Cisza. Ciągle mgła i nadal nie wiadomo dlaczego padał śnieg.
Harry: Cheryl... gdzie ty jesteś...?
C.D.(nie)N.
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Ostatnio zmieniony przez Suavek 07-10-2008, 23:35, w całości zmieniany 1 raz
hehehehehehehe zarombiste opowiadanko mam nadzieje, ze reszta bendzie ruwniesz dobra jak wpadne na jakis dobry pomysł to ci wyśle .
_________________ Never Say Never, Because This Is...
Bartol [Usunięty]
Wysłany: 26-03-2005, 01:49
Hehe dobre dobre!!! Testy typu "Łojezuchryste" rozwalają. Pomysł świetny. Ja niestety nie posiadam takich zdolności nadczym ubolewam, więc pomóc Ci nie zdołam
ja nie lubie jak ludzie z Silent Hill robią jakieś komedie... no ale, nie wyszlo tak zle
_________________ Jeśli znudził ci się Silent Hill....?
Zapraszam na moją stronę www.projectzero.republika.pl
I CAN SEE THINGS WHAT OTHER PEOPLE CAN'T SEE......
Metratron napisał/a:styl trochę drętwy i brak ci wprawy
No i właśnie w tym tkwi problem w napisaniu kolejnej części, bo o ile początek miał sporo dialogów to dalej musiałbym się skupić na opisie sytuacji (zwiedzanie, opisywanie tego co Harry widzi itp) gdyż dialogi będą żadko. I muszę to trochę przemyśleć...
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Jak najbardziej pozytywnym ,bardzo lubię jego skecze (Facet jest częstym gościem HBO na stojaka),najbardziej podobny jest właśnie motyw z przypominaniem.
Nie są to może wyszukane dowcipy ,ale jak dla mnie O.K.
_________________ "Bombs are flying.
People are dying.
Children are crying, politicians are lying, too.
Cancer is killing.
Texaco's spilling.
The whole world's gone to hell, but how are you?"
Suavku czy jest jakaś minimalna szansa, że postanowisz to dokończyć? Czy też stworzyć coś nowego na podobę tego? Czy masz jeszcze kontakt z tym kolegą, który Ci pomagał? Czy najzwyczajniej doszczętnie zdziadziałeś Nam na tym forum i nie masz już tej krzty zapału?
Bo co jak co, ale przydałaby mi się dawka tak dobrego humoru..
No i jest to jedno z najczęściej przeglądanych opowiadań
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum