Jestem nastolatkiem, nie powinienem o tym rozmawiać.. A, co tam. ;p
Przyznam się, że ostatnimi czasu nie mam zbytniego pociągu do alkoholu. Owszem, lubię wypić w dobrym towarzystwie (nie mylić z uchlaniem się chociaż każdy na to ochotę czasami również ma) i w ogóle, ale nie jest już tak jak kiedyś, że zadowoli mnie byle co. Stałem się trochę wybredny, ale to dobrze. Teraz, jak patrzę na moich kumpli, którzy byle okazyjnie piją po 6, 7 piw i do tego palą fajki robi mi się zwyczajnie dziwnie. Nie wiem czemu? Też bym tak chciał? Może po prostu zdaje mi się, że patrzę na samego siebie i mi wstyd? W ogóle ostatnio nie umiem się z nimi co do tego dogadać. Z paczki moich kumpli tak naprawdę tylko kilku w miarę pozostało normalnych i ciągnie ich do imprez w stylu ‘’grill i piwko’’ a nie ‘’piwko i grill’’ – jeśli rozumiecie co mam na myśli. Inaczej teraz patrzę na to picie, na trybunach, pod namiotem, gdziekolwiek. To chyba dobrze, że trochę zmądrzałem. Żal mi jednak, że niektórzy są jacy są.. Ba.. Czasem wychodzili się przejść tylko jak ‘’piwko będzie’’..
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
To dobrze, że zmądrzałeś, jak sam to ująłeś, im wcześniej się zmądrzeje tym lepiej W tym rzecz, że nie trzeba być abstynentem, ale warto zrozumieć, jak to ładnie powiedziałeś, że lepszy jest "grill i piwko" niż "piwko i grill". Nigdy nie lubiłem moralizować, niech każdy robi to na co ma ochotę, ale prawda jet taka, że w nadmiernym piciu można się trochę zapomnieć, pogubić i nie wyjść na tym dobrze. Na dłuższą metę to działanie autodestrukcyjne. Ale to musi każdy sam zrozumieć.
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
ostatnio 27 letnia siostra mojego Chłopaka wróciła do domu tzn przywieźli ją do domu, a następnie musieli ją wnieść na rękach. Oczywiście wszystko zarzygane, zwykły trup. A miało być to zwykłe wyjście z koleżankami z pracy. Podobno poszły do jakiejgoś menelskiego pubu Mała dziewczynka następnego dnia zaczęła od opowieści o jednym piwie i setce wódki. Potem nagle doszedł tajemniczy pan palący koło niej marihuanę... no cóż jak dla mnie żałosne. Dorosła kobieta. Poza tym to podobno nie pierwszy raz. Ta dziewczynka kiedy jest w domu to piwo znika (bardzo mi się kiedyś podobała jej wypowiedź, że "najgorsze w byciu w ciązy jest nie picie piwa" )
Powtórzę się, ale czuję się jak kosmita, ja naprawde nigdy nie miałam potrzeby dopasowania się so grupy, nie rozumiem Was oraz innych ludzi, jak można się najebać tylko po to aby inni uważali że do nich pasujesz, bo to jest najprościej mówiąc w modzie i imprezy bez tego nie ma. Takie ślepe podążanie za innymi doprowadza mnie do szału, zaraz pójdą zapewne za tym jakieś nie miłe komentarze, ale uważam, iż wiąże się z tym słaby charakter człowieka.
A ja dla odmiany (ech, jak zwykle inny ) powiem, że lubię sobie chlapnąć czasem na jakiejś domówce trochę tego czy owego. Kij z tym, że na drugi dzień łeb pęka, kac morderca spogląda w oczy, a w domu jest totalny bałagan. O ile na dwa pierwsze objawy "choroby poimprezowej" nie wymyślono jeszcze skutecznego sposobu, tak trzeci to nie problem - zawsze, po każdej nasiadówce każdy dorzucał swoją cegiełkę do ogarnięcia domu. Była nawet sytuacja, że zostawiliśmy dom w lepszym stanie, niż go zastaliśmy Ale trzeba mieć odpowiednich ludzi do picia. Picie byle czego z byle kim i byle gdzie jest byle jakie. Ot, jeśli jest domówka, ktoś zaprasza i zastrzega wcześniej, że będzie się tam piło - dlaczego mam nie iść? "Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce". Nie robię z siebie świętego na siłę, jeśli jest okazja do odstresowania się po tygodniu pracy to z niej z chęcią korzystam.
Juli, albo źle wnioskuje, albo alkohol to jest coś z czym masz niemiłe wspomnienia, albo coś co Cię do siebie zraziło. Nie wiem, czy pierwsze czy drugie jest prawdziwe i nie wnikam bo to nie moja sprawa. Jednak prosiłbym o kulturalne i bezsporne rozmowy, święta są.
Powtórzę się, ale czuję się jak kosmita, ja naprawde nigdy nie miałam potrzeby dopasowania się so grupy, nie rozumiem Was...
Odnoszę się do całego akapitu a wkleiłem tylko kawałek bo to w sumie początek i dość sporo przekazu w sobie zawiera.
Picie żeby podpasować się do grupy.. może i tak miewałem, jak byłem młodszy. Tak, to jest głupie bo można normalnie porozmawiać z ludźmi na trzeźwo wcale nie mniej interesująco niżeli po pijaku. Ale tak przeważnie robią młodzi ludzie, nastolatkowie w moim - a nawet młodszym - wieku.
Nie możesz z góry mówić tak jakby picie w ogóle w towarzystwie było złe. Spójrzmy na to też tak, że alkohol trochę rozluźnia człowieka i z tego co wiem to gdyby człowiek wypił sobie kieliszek wina dziennie, czy tam 2 razy w tygodniu do obiadu to by mu nie zaszkodziło. Ba, nawet przyjemniej by się poczuł, rozluźnił. Jeśli oczywiście ktoś nie ma totalnie słabej głowy i po kieliszku nie chodzi po suficie.
Czasem picie w towarzystwie jest dobre, bo pomaga się wkupić. Gdy ktoś jest nieśmiały, małomówny to alkohol zwykle rozluźnia otoczenie jak i samą osobę, która staje się odważniejsza. I znowuż, nie trzeba się zechlać ani zechlać wszystkich dookoła, żeby tak było. Można kulturalnie wypić sobie piwko, 2, 3 (zależy jaką kto ma głowę) tak, żeby mieć humor.
Przecież nie można sprowadzać alkoholu tylko do tego, że chlejemy ile wlezie, ile w nas wejdzie a jak bozia da to jeszcze drugie tyle.
Alkohol jest dla ludzi, którzy znają umiar. Jednak większość czasem mając problemy ucieka się w alkohol. Raz na jakiś czas może to pomóc tylko to się nie może przerodzić w alkoholizm. W końcu dana osoba zrozumie, że ucieczką od problemów nie musi być używka.
Tylko trzeba znać umiar.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Na tym forum ponoć mięsem nie wolno rzucać. Warn, anyone?
Wracając do tematu.
Alkohol jak to alkohol. Jedni za nim nie przepadają i pijąc go robią to na siłę, inni lubią wypić okazyjnie, a jeszcze inni... no sami wiecie. Problem z nadmiernym piciem polega na tym, że ludzie po nim głupieją. Każdy na swój "wyjątkowy" sposób. Jeden robi się agresywny, drugi chleje póki się cały nie zarzyga itd. Osobiście też troche gardze takimi osobami, ale przecież po to człowiek ma rozum, żeby ograniczonych ludzi unikać, prawda? W takim razie nie wiem, o co ta cała dyskusja, zwłaszcza, że z tego co widze, to nikt tutaj menelem raczej nie jest.
SbobekH napisał/a:I znowuż, nie trzeba się zechlać ani zechlać wszystkich dookoła, żeby tak było. Można kulturalnie wypić sobie piwko, 2, 3 (zależy jaką kto ma głowę) tak, żeby mieć humor.
Dobrze to ująłeś. Zazwyczaj pijemy po to żeby coś uczcić, ukoronować to chwilą beztroski, pośmiać się, poczuć ten miły euforyczny stan. Jeśli ktoś wypije za dużo, a wcześniej mu się to nie zdarzało, no cóż trudno, po to się ma kolegów/przyjaciół, którzy zrozumieją i pomogą odprowadzić takiego nieszczęśnika do mieszkania.
Natomiast najgłupsza opinia to taka, którą wydaję osoba kompletnie nie posiadająca doświadczenia z ludźmi w danej sytuacji. Zabawni również wydają mi się wszyscy ci, którzy co najwyżej usłyszeli coś od kogoś, dołożyli do tego odrobine swojej upośledzonej wyobraźni i voila - mamy kolejny zabetonowany pusty łepek, uprzedzony do wszystkiego, co z tymże tematem związane. To jest dopiero "żałosne".
SbobekH napisał/a:Alkohol jest dla ludzi, którzy znają umiar. Jednak większość czasem mając problemy ucieka się w alkohol. Raz na jakiś czas może to pomóc tylko to się nie może przerodzić w alkoholizm. W końcu dana osoba zrozumie, że ucieczką od problemów nie musi być używka.
To już jest zupełnie inny problem. Ucieczka w różnego rodzaju używki, nawyki po traumatycznych wydarzeniach owszem jest swego rodzaju normą, ale nigdy nie pomaga. Bynajmniej nie stwierdzono takich przypadków. Nie zawsze też - o ile w ogóle - człowiek sam zrozumie, że pijąc tylko pogłębia swój smutek i stwarza wokół siebie nowe problemy.
R3DRUM napisał/a:Nie zawsze też - o ile w ogóle - człowiek sam zrozumie, że pijąc tylko pogłębia swój smutek i stwarza wokół siebie nowe problemy.
Co racja to racja. Gdyby tak było nie mielibyśmy na świecie alkoholików. Czyż nie byłoby za pięknie?
R3DRUM napisał/a:po to się ma kolegów/przyjaciół, którzy zrozumieją i pomogą odprowadzić takiego nieszczęśnika do mieszkania.
Właśnie to też jest ważna rzecz w piciu. Żeby wiedzieć z kim się pije i czy ci ludzie w razie potrzeby pomogą, czy wręcz przeciwnie - dołożą swoją cegiełkę abyś był/a pijany/a żeby mogli się z Ciebie pośmiać i mieć ogólną ''zwałę''.
Trzeba wybierać odpowiednie towarzystwo bo od tego też zależy ile pijemy. Nastolatkowie - trzeba przyznać, nie ma co - ślepo podążają w towarzystwie za tymi, którzy mogą najwięcej wypić. Przecież nie mogę być od niego gorszy, nieprawdaż? Z własnego doświadczenia wiem, że tak jest.
Mnie to za bardzo nie spotkało bo zwykle w towarzystwie to ja miałem najbardziej zdatną głowę do picia, także nie musiałem na nikim się wzorować ani upijać się tylko po to by dotrzymać kroku. Z kolei mam kumpla, który raz, że jest starszy, dwa, że alkohol mu szkodzi (wnioskuję po wszystkich przebytych imprezach i tym jak ta osoba na nich kończyła) to i tak zwykle jak się piło to podążał za resztą. Mimo, że potem - lekko mówiąc - zdychał. Teraz chyba już to zrozumiał więc jest ok.
R3DRUM napisał/a:mamy kolejny zabetonowany pusty łepek, uprzedzony do wszystkiego, co z tymże tematem związane. To jest dopiero "żałosne".
Też racja. Wszystko jest dla ludzi (no dobrze, prawie wszystko) tylko to od ludzi zależy jak z tego skorzystają. Przecież jak ktoś wypije piwo, kieliszek wina, kilka drinków na tydzień to nic złego się nie dzieje. Sztuka to móc w każdej chwili to odstawić i nie czuć przykrych konsekwencji.
Tylko łatwo mówić. Presja otoczenia, chęć wkupienia się do grupy, zwykła chęć nachlania (bo takowe coś też istnieje) oraz sterta innych spraw doprowadza do tego, że coś w stylu ''Sztuką jest pić żeby się nie zechlać i nie uzależnić'' traci jakiekolwiek znaczenie.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Żal dla takich ludzi. Niech staną się pijakami i popadną w nałóg - tego im życzę. Żeby ulec presji trzeba być skrajnie żałosnym osobnikiem, który nie ma własnego zdania.
chęć wkupienia się do grupy
Co to za grupa, ja nie mogę. Odemnie dla nich pogarda, jak to śpiewał podajże Peja. Jak można chcieć należeć do grupy, która takich rzeczy bezwzględnie wymaga? Szczerze tego nie rozumiem. Jesli miałbym wybór - zamiast iść się urżnąć posiedział bym przed kompem. Lub pojechał do dziewczyny, co jest sprawą lepszą.
zwykła chęć nachlania
O to to. Otóż każdy czasem ma, lub nie ma zwykłej chęci nachlania się. I to jest całkowicie naturalne. Tak jak mówisz, bobku, trzeba znaleźć ODPOWIEDNIE towarzystwo. Jedni dobiją - inni pomogą. Byłem świadkiem obu sytuacji i zrozumiałem wiele. Oj wiele.
Pierdolić sylwestra. Zostaję w domu i piję razem z nią.
PS. Przepraszam z bluzga. Musiałem ^^
Ostatnio zmieniony przez BMF 24-12-2008, 22:38, w całości zmieniany 1 raz
Wczoraj byłem z towarzystwem, które piło co popadnie - wino, wódka, browary... Jako, że są święta powiedziałem im "nie, dzięki, ja nie chcę". I dalej sobie razem chodziliśmy, rozmawialiśmy i nie było żadnych spięć... Oparłem się presji grupy, jestem twardy
Czy ktoś tutaj gustuję w winach? Czerwone, białe, żółte, czarne itp, itd.. ;p ?
Bo ja sam gdybym miał pójść gdzieś do lepszej restauracji i wybrać do obiadu z moją kochaną jakieś wino to prędzej patrzyłbym na cenę, potem na nazwę i gdyby mi się z czymś skojarzyła to bym to wino wybrał zapewne. Ja osobiście jeśli chodzi o wina to miałem tylko styczność z tymi ''gorszymi'' typu Martini, Canelli (nie wiem jak się pisze, nie bijcie), Marconi. W tańszych dzięki Bogu nie gustowałem i gustować nie zamierzam.
Poza tym macie może jakieś swoje ulubione drinki albo ooo.. stronę z ''przepisami'' na drinki? Kiedyś szukałem czegoś takiego w necie, ale zwykle było to płatne przelewem czy czymś podobnym. Jednakże wiem, że są ludzie, którzy biorą coś z niczego i jak w necie nie ma dla mnie, to oni i tak to znajdą także warto zapytać. ;p
Chociaż przekonałem się, że najlepiej to iść do Empiku i kupić sobie książkę. Minus, że się zachlapie przy pracy, ale jak dla mnie książka to jednak książka. Ooo.. i śmiało możemy powiedzieć, że w tym przypadku bardziej pomaga lektura w postaci kartek papieru niż Internet.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Wiek: 21 Dołączyła: 30 Sie 2007 Posty: 331 Skąd: Karczew
Wysłany: 04-02-2009, 12:09
Wina? Cóż czasem na weselu jakimś lampkę... Ale o nazwę nie pytaj, nie mam zielonego pojęcia.
Generalnie wolę własnej roboty niż kupne. Chociaż może to też dlatego że jeszcze nie było okazji spróbować wina które ma XX lat i w sklepie kosztuje YYY albo i więcej
Ooo i jeszcze grzane wino. To jest dobre jeśli ktoś jest zmarznięty. Nieźle potrafi rozgrzać. Tak samo jak czekolada z rumem (i tu mam na myśli taki napój do picia a nie tabliczke czekolady z nadzieniem rumowym )
I jeszcze przepisy... nie mam pojęcia jak szukałeś ale ja nic płatnego nie znalazłam no ale sprawdziłam tylko dwie pozycje
Nie mniej jednak łapaj: KLIK
Może nie o to Ci chodzi, ale przepis to przepis... Chyba że coś konkretnego planujesz zrobić. Może podaj nazwę wtedy albo czym w razie dysponujesz. To wtedy może coś komuś sie przypomni albo do głowy przyjdzie.
I skoro mowa o przepisach. Macie jakieś ciekawe przepisy na alkohol własnej roboty? Nie wiem, znajomi robią cytrynówkę, pomarańczówkę, porterówkę... Przepisy w ten deseń w każdym razie. Tylko nie interesują mnie z neta, wolałabym już wypróbowane, takie które warto innym polecić
_________________ ...Anioły można zabić niszcząc ich marzenia...
Kiedyś szperałem to natrafiłem na płatny site. Niemniej jednak może teraz jak poszukam raz jeszcze to znajdę coś ciekawego. Chociaż.. i tak przekonałem się do książki bardziej ;p
Domowy, hm. Nie pamiętam, żeby u mnie coś domowego robili. Najłatwiej to swojskie wino chyba zrobić ;p Z jabłków nie jabłków.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Wina? Ja nie gustuję. W domu się czasem pija, ale ja się na tym nie znam, piję co dają Odróżnić to umiem białe od czerwonego i różowego i to wszystko Więc o konkretne nazwy nie pytaj. Ja zresztą wina nie mogę z niczym mieszać, stąd najczęściej wolę wypić inny trunek zamiast.
Drinasy? Wszystko co ma związek z tequilą. Tequila Sunrise, Tequila Bum Bum, Tequila Srebrna/Złota (chociaż to raczej już nie drinki). A poza tym ostatnio piłej mojito (nie wiem jak to się pisze) i całkiem dobre. Bardziej wyszukane - nie znam. Mniej wyszukane - wódka z sokiem
Alkohol własnej roboty? U mnie rodzice czasem coś tam zrobią, ale dla mnie to za mocne.
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
SbobekH napisał/a:Czy ktoś tutaj gustuję w winach? Czerwone, białe, żółte, czarne itp, itd.. ;p ? Bo ja sam gdybym miał pójść gdzieś do lepszej restauracji i wybrać do obiadu...
Do obiadów najbardziej smakuje mi... piwo. Świetnie podkreśla smak niektórych potraw.
Wina nie znosze. No chyba, że takie z bąbelkami. Szampan, tak? :)
no u mnie dziadek i to nie dlatego, że miał jakiś problem tylko trzeba było dla kolegów. teraz nie mamy z nim kontaktu, ale do dzisiaj można odczuć skutki jego działań. Poza tym moja trochę dalsza/ bliższa rodzina... mieszkająca niedaleko Warszawy. nie utrzymujemy z nimi za bardzo kontaktu miedzy innymi przez to. z resztą mam powody żeby się ich wstydzić (wiem, że nie powinnam, bo się nie wybiera, ale jak z balkonu do mnie coś wrzeszczą bo zobaczyli mojego chłopaka to raczej mi głupio ) efekt: moja rodzina składa się z osób z którymi mieszkam i jednej cioci, więc jak ktoś marudzi że znowu musi jechać na święta do babci i będzie tam strasznie dużo ludzi to proszę się zgłosić do mnie po kopa w dupe.
Wiek: 18 Dołączył: 19 Mar 2007 Posty: 349 Skąd: kielce
Wysłany: 03-03-2009, 15:14
Ja gustuje w winach ,oczywiście tych tanich ,a tak na poważnie to kiedyś popijało sie "patyki" i inne kwasy,ale teraz już nie,w ogóle alkoholu nie pijam dużo,może 1 piwo na 2 tygodnie...
Wracając do win,najlepiej lubie domowej roboty są najlepsze,jeszcze jak kwaśne to już w ogóle wypas ,słodkich win nie lubię
Ja tam lubię wypić od czasu do czasu, fajnie się wtedy chodzi , jak przedwczoraj. Swego czasu mówiłem że nigdy nie będę pić alkoholu, aż do wakacjii 2008 roku
_________________ Babble babble bitch bitch
Rebel rebel party party
Sex sex sex and don't forget the violence,
Blah blah blah got your lovey dovey sad-and-lonely. This is the New Shit.
Ostatnio zmieniony przez DArkon 06-03-2009, 02:46, w całości zmieniany 1 raz
Ja raczej stronię od alkoholu. Okazyjnie zdarzy mi się wypic dobre piwo (poniżej Heinekena nie schodzę), ale to musi byc naprawdę dobra okazja. Jakoś po prostu równie dobrze bawię się przy Pepsi, tudzież nektarze bananowym. Zdarzyło mi się 2 razy upic totalnie i skutki uboczne tego nie należały do najprzyjemniejszych, więc postanowiłem ograniczyc tą (tę ?) używkę. Nigdy w sumie nie dostosowywałem się do towarzystwa, ktoś pije - jego sprawa.
_________________ Myśl jak człowiek, który działa, działaj jak człowiek, który myśli.
The time has come, it's quite clear - our Antichrist is almost here!
Ej, warzył kiedyś ktoś z Was piwo:>? Wiem że szansa na to marna, ale sam mam zamiar zacząć i chętnie wyciągnąłbym od kogoś z Was jakieś doświadczenia w tym temacie
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum