nie, baranek jak sama nazwa wskazuje ma takie lekko zakręcone futerko, tak jakby trwałą miałam kiedyś rozetkę, pamiętam że przez 3 dni płakałam jak zdechła
no pewnie angorka, ale w sklepie mówili "baranek". Mój chłopak taką ma, ale jakoś nie chce się przyznać, że nazywa się Pan Fufuś (zgadnijcie, kto wymyślił imię :p )
no rasowe świnki ogólnie kosztują powyżej 150 zł, a w "Kakadu", czy jak sie zwie ten sklep wszystkie są po ok 50 zł- miedzy innymi Pan Fufuś, którego od dzisiaj nie lubię, bo jak go karmiłam to mi pobrudził moją ulubioną bluzę
No tak właśnie słyszałem,że po tyle stoją Ale chyba warte.A co do pobrudzenia,miałem tak samo tylko ze spodniami 3 razy musiały być prane żeby porządnie zeszło,a co za tym idzie,3 razy szybciej zblakły No coś za coś,bo i tak kocham te małe stworki
_________________ "Only the good die young
All the evil seem to live forever"
Zwierzęta mają swój temat, to i rośliny mogą mieć:)
Macie jakieś swoje roślinki, czy może więdną Wam nawet sztuczne kwiaty? Marzycie może żeby sobie jakąś sprawić? Może macie problem i potrzebujecie pomocy? Wszystko to w tym temacie.
Jak już założyłem temat, to wypadało by zacząć
Więc jeśli chodzi o mnie, to o dziwo nie więdną mi rośliny, jeśli mi na nich zależy. Jak byłem mniejszy, to hodowałem kaktusy Bardzo wdzięczne rośliny, podlejesz raz na ruski rok i masz spokój Z czasem ich podlewanie przejęła mama, a ja stwierdziłem, że wyhoduję cytrynę z nasiona. Zasiałem, czekałem, czekałem, czekałem... i nic. Mówi się trudno, pomyślałem i do tej samej doniczki wsadziłem jakieś inne rośliny. Ku mojemu zdziwieniu wyrosła... cytryna Drzewko to mam do dzisiaj, teraz ma już chyba ponad 5 lat,a owoców jeszcze nie dała skubana
Obecnie mam nową pasję w dziedzinie roślin - owadożerne. Zacząłem w zeszłym roku w maju, od muchołówki. Rewelacyjna roślina, przez wakacje nie miałem żadnych owadów w pokoju W związku z tym kupiłem sobie nasionka rosiczki i wysiałem. Wyrosło mi ich pełno i teraz, gdy rozsadziłem je po raz drugi mam ponad 10 roślin owadożernych na parapecie (w tym kilka muchołówek malutkich, które też rozsadziłem) Oczywiście taka ich ilość mi jest zbędna więc się ich próbuję pozbyć sprzedając znajomym A zarobione $ planuję przeznaczyć na kolejną muchożerną - dzbanecznik
To tyle o moich roślinach, jak mi ich mniej zostanie, to może wrzucę tu jakieś ich foto
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
dziwny temat
ja nigdy nie wiem, co jest na moim parapecie, Babcia przychodzi i coś zawsze stawia, teraz jak spojrzałam w prawo to zauważyłam że mam wazon i coś sztucznego, różowego, ale nie mogę się dopatrzeć, bo zaslania mi firanka W pokoju mam mnóstwo zasuszonych róż, które dostałam (nawet dzisiaj) od mojego Chłopaka z okazji miesięcznicy
No u mnie to trochę tego jest w pokoju A więc tak,mam 2 takie duże,nie pamiętam nazwy,wiem,że jedna to domowa palma,potem mam taką małą roślinkę,ale też nazwy nie pamiętam,no i jeszcze na szafce stoi mały kaktusik
_________________ "Only the good die young
All the evil seem to live forever"
Ja chyba nigdy w swoim pokoju nie miałem żadnej roślinki, czy to kaktusa, czy to palmy, czy to czegoś tam.
Czuje się gorszy..
Ale pamiętam, że mój pradziadek miał kiedyś jakieś w doniczkach na dole, ale.. Czy one były sztuczne, czy prawdziwe? :think: Nie jestem pewien Ale było ich może ze 6
No i może jeszcze kiedyś jakieś wisiały w pokoju u mamy jak byłem mniejszy, ale to też nie wiem - chyba raczej sztuczne
Shinigami napisał/a:edyne rośliny jakie mogą przetrwać w tych ciężkich warunkach
Zależy co masz na myśli przez 'ciężkie warunki'
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Nie no, ja myślę, że dziwny znaczy oryginalny, czyli że fajny :>
Juli napisał/a:kaktusy są straszne, jak byłam mała to złapalam jednego całą dłonią
Też miałem kiedyś taką przygodę - stałem przy parapecie, chyba się o firanę zahaczył i jak zaczął spadać, to odruchowo chciałem złapać. miałem później kolce w całych dłoniach.
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Wiek: 21 Dołączyła: 30 Sie 2007 Posty: 331 Skąd: Karczew
Wysłany: 22-03-2008, 23:08
No to u mnie trochę zasuszonych kwiatów (głównie róże).
A na parapecie Hoja (można również pisać Hoya). Roślinka pnąca się.
O tak kwitnie:
Ponoć jest to roślinka która kwitnie bardzo rzadko i ciężko jest ją pielęgnować żeby zakwitła. Nie wiem ile w tym prawdy bo u mnie kwitnie jak głupia przez cały rok na okrągło. Nie zdąży jednych pączków zgubić a pojawiają sie następne
_________________ ...Anioły można zabić niszcząc ich marzenia...
Wiek: 21 Dołączył: 08 Maj 2007 Posty: 104 Skąd: Szczecin
Wysłany: 28-03-2008, 20:57
U mnie jak u shinigami, wszystko co kiedykolwiek stało u mnie na parapecie i nie było kaktusem zazwyczaj kończyło jako smętny, uschnięty badyl
Ale kaktusów mam za to całą kolekcję
Jak już przy zielsku jesteśmy to opowiem o moim dzisiejszym znalezisku.
Otóż robiłem porządki za szafą i pośród różnego rodzaju śmiecia, natrafiłem na małego kaktusa, którego wrzuciłem tam 10 lat temu . Najlepsze jest to, że przez ten cały czas był odcięty od światła i zatknięty w zakrętce z plasteliną, a wygląda tak jakby dopiero co wyrósł ! Naprawdę niesamowite rośliny.
Od ponad 8 lat chowam w domu stworzenie, zajmujące się głównie jedzeniem, spaniem i jedzeniem . Pomimo małego wzrostu i tuszy jest dość silny i mobilny (jak byłem mały zaprzęgałem go do sanek *) Poza tym to bardzo inteligentny zwierzak, do czego (prawdopodobnie) przyczyniła się niezwykła mieszanka wilczura i jamnika - z przewagą tego drugiego . Oto mój pies :
Mathew napisał/a:Otóż robiłem porządki za szafą i pośród różnego rodzaju śmiecia, natrafiłem na małego kaktusa, którego wrzuciłem tam 10 lat temu .
To już chyba na pustyni miałby lepsze warunki Ale widać od razu, że twardy zawodnik
Mathew napisał/a:Od ponad 8 lat chowam w domu stworzenie, zajmujące się głównie jedzeniem, spaniem i jedzeniem
Już myślałem, że mówisz o kocie jakimś Bo psy jednak chyba są bardziej funkcjonalne :> Chociaż ja tam i tak za nimi nie przepadam Koty rulzzz Ale Twój zwierzak się zdaje być niezaczepny, czyli pewnie bym go polubił
A teraz Panie i Panowie moja parapetowa armia:
Mój ulubieniec:
I mucha nie siada
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
4 koty w domu.. 3 kotki.. 1 mały, który jeszcze nie wiadomo jaką ma płeć.. Do tego mam jeszcze 2 psy.. I Ty mi mówisz ''Koty rullzzz" ? :p
To jak już zacytowałem to napiszę coś od siebie
Jeden z moich psów to Maks - zmieszanie owczarka niemieckiego i dobermana. Najbardziej szalony pies jakiego mieliśmy chyba. Nie podam liczby, która obrazowałaby ile razy musieliśmy przestawiać budę, zmieniać ogrodzenie, dobudowywać coś aby on nie uciekał. Taka skoczna bestia, że normalnie szok. W dodatku potrafi przeskoczyć u mnie na podwórku przez płot na ulicę z takiej górki gdzie mam rozkopane.
Drugi mój pies to Lori - suka rasy kundelek. Na starość zrobiła się taka wredna, że załatwia się w przedpokoju (a wtedy się prawie tam przewracam), zżera żarcie kotom, wypuści się ją na dwór to po załatwieniu spraw (czasem gdzieś po 3 minutach) zaczyna szczekać i robi to tak długo aż ją wpuścisz. Ba! Kiedyś stała i szczekała u mojego wujka pod oknem (bo mieszka na parterze) przez 7 godzin! To się dopiero nazywa... Nie, sam nie wiem jak to nazwać.
Teraz koty.
Sharky - najstarsza kotka, znaleziona przed sklepem a imię odziedziczyła po wokalistce The Prodigy. Najinteligentniejsza kotka w domu.
Mała aka Małpa - córka Sharky, najbardziej szalona kotka w domu, która z wiekiem się zaczyna uspokajać. Ostatnio mój ojczym był z nią u weterynarza i pani weterynarz próbowała jej zrobić zastrzyk aby nie mogła mieć dzieci (na 3 miesiące to jest) a moja kotka rzecz jasna próbowała ją ugryźć Pani weterynarz powiedziała, że nie widziała groźniejszego kota.
Felcia (na początku była Felkiem, ale się dowiedzieliśmy, że to kotka) - zabrana przez moją mamę z zakładu gdzie pracuje. Miała chore jedno oko, które jej wyleczyliśmy. Po Małej kolejna szalona kotka. Dość, że jak była mała to ssała cycka od mojej suki Lori to ostatnio wlazła między dachówki i o 24 trza było ją ściągać stamtąd.
Mam też malutkiego rudego kota, który ma jakieś 3 tygodnie chyba. O nim (albo o matko! o niej) na razie za dużo powiedzieć nie mogę
No to tyle moich wypocin i jak widzicie nie mogę się nudzić u siebie.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
A mnie tam te koty zaczynają denerwować. Szczególnie ich okres dojrzewania jest męczący jak zaczynają wariować. 2 z 3 kotek u mnie to przechodziły a jedna nadal to przechodzi. Latają po tym domu, miauczą tak, że się człowiek budzi, drapią tymi paruzami po czym się da.. Ech, a najbardziej to mnie wkurza to, że wszędzie są włosy. Odkurzę w jeden dzień, otworzę drzwi na przedpokój i już mi naleci kłaków pełno. Jeszcze jak pies gubi swoje to już w ogóle.
Ja tam bym chciał mieć nadal swojego pierwszego psa - Maks'a - rasy bernardyn. W ogóle jakoś psy tej rasy mnie urzekają.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
SbobekH napisał/a:Szczególnie ich okres dojrzewania jest męczący jak zaczynają wariować. 2 z 3 kotek u mnie to przechodziły a jedna nadal to przechodzi. Latają po tym domu, miauczą tak, że się człowiek budzi, drapią tymi paruzami po czym się da..
Na to jedna rada jest - sterylizacja... Ja swoją kotkę wysterylizowałem (w sensie weterynarz to zrobił ) i teraz mam spokój Bo jak one wyją, to jest na prawdę irytujące...
SbobekH napisał/a:Ja tam bym chciał mieć nadal swojego pierwszego psa - Maks'a - rasy bernardyn. W ogóle jakoś psy tej rasy mnie urzekają.
Przeiceż one jedzą tony mięsa dziennie!:P I jak się na Ciebie rzuci, to prawie jak niedźwiedź
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Ta tyle, że niekoniecznie chodzi o to, że mają ''chcicę'' tylko po prostu tak się zachowują.
Moja najstarsza kotka np. też nie jest wypuszczana z domu bo została matką , ale zachowuje się normalniej. No może poza ciągłą chęcią do głaskania
pawcio napisał/a:Przeiceż one jedzą tony mięsa dziennie!:P I jak się na Ciebie rzuci, to prawie jak niedźwiedź
No a wyobraź sobie jakbyś miał takiego na podwórku i ktoś chciałby Ci wejść.
Ja tam jestem oczarowany tymi psami. A wiem, że silne bo jak miałem Maks'a to się z nim bawiłem często. Takiego psa mieć to coś. W dodatku jak nauczysz go posłuszeństwa to już w ogóle super wygląda jak idzie koleś z takim wielkim psiakiem przy nodze a który jest mu posłuszny. Na Osiedlu właśnie mam takiego wielkiego bernardyna co sięga swojemu panu gdzieś tak w okolicach bioder i chodzi z nim normalnie na smyczy. Fakt, że na jesieni jakby Ci taki po pobycie na dworze wleciał do mieszkania to sprzątałbyś z kilka miesięcy, ale to też kwestia wychowania swojego pupila.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
BMF napisał/a:Swoją drogą koty są fałszywe. Piesek się przytuli i poliże po twarzy, a kot nażre się i pójdzie, ale to już kwestia offtopicu
Takiego stwierdzenia nie mogę zostawić bez komentarza Moim zdaniem teza, że koty są fałszywe jest wypowiadana chyba tylko przez osoby, które kota na własność nigdy nie miały, a widują je najczęściej na podwórku. Bo jasne, kot który nigdy nie mieszkał z ludźmi 'nażre się i pójdzie', bo raz że ludzi się boi, a jeśli się nie boi, to i tak nie są mu do szczęścia potrzebni. Z psami dzikimi jest zresztą podobnie.
Stąd też skupię się tylko na kotach, które można określić mianem domowych. Nikt mi nie wmówi, że taki kot 'nażre się i pójdzie'. Miałem przez swoje życie 4 koty i żaden do tego schematu nie pasował. Owszem kot jest (imo) stworzeniem na tyle inteligentym, że sam wie co chce robić, [a nie jak pies który wyuczy się pewnych schematów (w stylu przyjdź, siad, poliż itp.) ] więc czasem może nie chcieć siedzieć na kolanach, gdy 'właściciel' ma na to ochotę. Aczkolwiek kot też potrafi okazać wdzięczność, czy przywiązanie do człowieka. I bzdurą niebywałą jest mówienie, że kot się do miejsca przywiązuje. Mój kot zdecydowanie jest przywiązany do domowników, o czym może świadczyć jego uporczywość we włażeniu mi na kolana (ostatnio nawet łaził za mną z pokoju do pokoju, co było aż irytujące )
Tak więc nie zgadzam się, że kot się nażre i pójdzie. A nawet jeśli, to lepiej że się nażre i pójdzie, niż jakby się miał nażreć i Cię zagryźć :]
Oczywiście dyskusje o wyższości kotów nad psami i na odwrót są bezcelowe, ale co tam
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum