Moja siostra wyszła z tego samego założenia kserując książkę od fizyki. Książka w księgarni kosztowała 20.50zł a ona za xero zapłaciła 25zł
Wiesz, jeśli książka nie jest droga lub też uważam, że przyda mi się do czegoś więcej to robię rozeznanie i kupuję. Ale na moim kierunku niestety muszę mieć dość sporo naprawdę drogich książek (średnio 60-80zł sztuka) przez które normalnie bym zbankrutował. Dam za ksero powiedzmy 15zł w przypadku jakiejś grubej i tyle. Jest mi ona potrzebna do poprawnej nauki i ukończenia kierunku więc nikt się nie czepia. Nie kupiłbym jej tak czy inaczej - jeśli nie skserował to wypożyczył, więc nie widzę różnicy - wydawca i tak nic nie zyskuje/traci.
Różnica jak też wcześniej zaznaczyłem polega na tym, że towary o które jest tyle zamieszania to dobra luksusowe, zbędne człowiekowi, dlatego o nie jest więcej szumu niż o inne rzeczy.
Tak samo jak wspominałem, gdybyśmy mieli zaznaczać i wymieniać wszystkie rzeczy nielegalne, pirackie, niepoprawne itp. itd. to nasze codzienne życie zmieniłoby się diametralnie a sami stalibyśmy się jakimiś robotami. Bo mogę tutaj podać nawet banalny przykład przechodzenia na czerwonym świetle - kto tego nie robi?
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Suavek napisał/a:Ale nie porównuj tego do rzeczy materialnych tego samego rodzaju. Weź pod uwagę fakt, że 'piracąc' zdobywasz tylko część poszukiwanego materiału, tj. marną płytkę z danymi, jakieś pliki mp3, kartki papieru z kopią książki itp. - nie masz żadnych pudełek, ładnych kolorowych okładek czy chgw czego jeszcze. To jest podstawowy błąd porównywanie piractwa do życia codziennego (vide kradzież samochodów itp.). Jedzenie jest niezbędne do życia a jak nie masz funduszy to zamiast kupić bułkę pójdziesz i sobie na jagody
Masz w tym trochę racji, ale jednak nie nazywałbym kserowania książki do nauki (podręcznika) nie-piraceniem. A to że mamy marną kopię, powoduje (w przypadku podręczników) że oryginału już nie kupimy, czyli traci autor/wydawnictwo.
Ale zgadzam się, że porównywanie piracenia do kradzieży samochodu itp. jest dość kulawe. Chociaż z tymi jagodami i muzyką, to muzyki możesz sobie za darmo w radio posłuchać, nikt nie zmusza do kupowania płyt
Suavek napisał/a:W końcu ten sam plik można ściągać od kilku użytkowników i żaden tak naprawdę nie wysłał go w całości (...) Udostępniam zaledwie plik .temp, który sam w sobie jest bezużyteczny. Osobiście nie mam zwyczaju udostępniać ściągniętych rzeczy
Zależy od programu, bo np. DC ++ wymaga udostępniania całych plików. Ale nad tym się nie ma co rozwodzić
Suavek napisał/a:Różnica jak też wcześniej zaznaczyłem polega na tym, że towary o które jest tyle zamieszania to dobra luksusowe, zbędne człowiekowi, dlatego o nie jest więcej szumu niż o inne rzeczy.
A ja nadal uważam swoje, że szum jest dlatego, że wytwórnie fonograficzne, filmowe itp. mają większe zyski, a co za tym idzie większą siłę przebicia niż tacy wydawcy podręczników, czy innych książek. Wyjątkiem z książek jest chyba Harry Potter, gdzie tłumaczów mieli ponoć ścigać...
Suavek napisał/a:Bo mogę tutaj podać nawet banalny przykład przechodzenia na czerwonym świetle - kto tego nie robi?
Ja
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Ostatnio dopiero co poruszaliśmy ten temat z kumplami.
Na forach internetowych przykład:
pojawia się news o wyjściu nowej płyty The Prodigy. Koleś pisze, że jest fanem i na pewno zaraz ściągnie tą płytę. Drugi mu odpowiada, że jeśli byłby fanem to by ją kupił! I co z Ciebie za fan!!!111oneon1!!
Moim zdaniem to bezsensu. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Na półce u mnie stoi około 20 książek, ze 3 oryginalne płyty z muzyką i ze 2 filmy. Żadnej gry poza tymi z gazet. Czy uważam siebie za złodzieja takich firm jak Konami itd.? Czy uważam, że ich okradam? W pewnym sensie tak. Jednakże czy myślicie, że gdyby moje fundusze nie były większe, nie utrzymywałbym tylko siebie mieszkając z rodzicami pod jednym dachem mając te dwadzieścia lat na karku to nie kupiłbym sobie oryginalnej płytki? Oryginalnej gry? Raczej bym kupił.
Moje myślenie jako nastolatka (bo to w końcu my piractwo kochamy) jest takie.
Kurcze.. Kupiłbym sobie SH2. Szukam na Allegro, mam już odłożoną kasę, pytam ludzi co i jak mam kupić by było dobrze. Jestem już nakręcony, już bym najlepiej kupował. Ale wtedy.. łapie się za głowę i kurcze.. stary, nie lepiej kupić sobie spodnie? Nie lepiej zabrać kobietę na pizzę? Nie lepiej w ogóle się gdzieś wybrać?
Tak, to jest zwykłe myślenie każdego, ale..
Moim zdaniem bezsensem jest kupowanie płyt CD z muzyką jeśli chodzi o ''korzyści''. Oczywiście, chciałbym mieć na półce kilka płyt moich ulubionych wykonawców, ale dla mnie jest to bezużyteczne jeśli chodzi o używanie. Z płyty CD specjalnie musiałbym sobie kopiować tą muzę na kompa i ją przerabiać na MP3, co nie wiem czy zawsze wychodzi tak jakby się chciało. A tak? Ściągam sobie album, wrzucam na MP3 i jestem happy bo mogę z tą muzyką na uszach od razu wyruszyć w drogę lub zgrać ją kumplowi na CD w formacie MP3 żeby sobie posłuchał w samochodzie. Wymiana, normalna wymiana.
Wiem, że mógłbym ruszyć dupę i się w to pobawić, ale prawda jest taka, że nie jest to wygodne. Ani trochę.
Tak jest ze sporą ilością rzeczy. To samo wkurza mnie cholernie z grami. Kupię grę za te 60 złotych np. i gram, gram w ten oryginał, ale po czasie i tak jestem zmuszony go przegrać bo płyta nabierze tylu ładnych rysek, że nie będę jej w stanie odtworzyć. Tak czy tak kopiujesz. Rozumiem, że zapłaciłeś, rozumiem, że pomogłeś firmie. Ale i tak robisz to samo po jakimś odstępie czasu.
Jeśli chodzi ogółem o wszystkie filmy, MP3, muzykę to żeby nadążać z kupowaniem tego to naprawdę musiałbym się nieźle napocić i brać codziennie kilka godzin więcej w pracy. Weźmy głupią serię Pro Evolution Soccer, w którą lubię sobie popykać. Ciągle wychodzi coś nowego, prędzej chyba niż co roku wręcz. Przez cały ten rok przewija się z 10 wykonawców, których płyty bym kupił (na ten przykład Enigma, którego płyty niektóre kosztują 100 złotych), 20 filmów, które bym kupił oraz jeszcze masa innych rzeczy. Nie powiecie mi, że jesteście w stanie wszystko wykupić.
Drugą sprawą są Ebaye, Allegra i inne tego typu maniany. Jednakże faktem jest to, że często nie ma tego co byśmy chcieli albo po prostu nie spełnia naszych oczekiwań.
Nie mówię, że piractwo jest cool, że ciesze się okradając pewne firmy i wykonawców. Ale z drugiej strony piractwo ma też swoje plusy - oczywiste, że największe dla piratującego a nie dla piratowanego. Temat rzeka można by powiedzieć. Lecz czy jest to plaga naszych czasów? Plaga, którą da się zwalczyć? Wątpię. Choćby nie wiem jakie środki przedsięwzięto szary Kowalski i jego szary Internet ściąga do woli co popadnie.
Co mnie zawsze zastanawiało? Jakie właśnie środki są używane wobec tych piratujących i ilu ludzi dzisiaj ma dylemat gdy klika przycisk DOWNLOAD..
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Ja szczerze mówiąc za czasów PS2 piraciłem do oporu. Brałem, co się dało, tylko po to żeby mieć. Żeby pokazać, żeby zagrać pół godziny i odłożyć. Dzisiaj jest inaczej - wychowałem się na piractwie, a teraz na półce mam same oryginalne gry na X0 i konsoli nie zamierzam przerabiać. Co do muzyki i filmów - nie będę się usprawiedliwiał, ściągam. Tylko dlatego, że żeby kupić film/muzykę musiałbym jechać do Szczecina, bo na mojej wiosce gryfickiej nie ma sklepów z muzyką czy filmami. Przykre...
Ja też jestem wstrętnym małym piratem, ale jak każdy mam swoje usprawiedliwienie - ściagam to, za co i tak bym nie zapłaciła. Są takie gry które po prostu trzeba mieć ślicznie w pudełku na półce - a są takie w które zagra się raz i rzuci w kąt. I tu właśnie z pomocą przychodzą torrenty i emule - pozwalają przetestować grę by uchronić przed niepotrzebnym a dla mnie jednak sporym wydatkiem. Osobną kwestią są też gry, których zwyczajnie nie dostanę w sklepie czy nawet na allegro - jakiś czas temu miałam tak choćby z "Tormentem" - moja ukochana gra sprzed lat, straszliwie chciałam zagrać, byłam gotowa wydać sporo kasy - ale nie było go w żadnym, ale to żadnym sklepie, nawet internetowym i na żadnej aukcji...
Ściagam filmy - bo wiem, że obejrzę je tylko raz czy dwa i kupowanie DVD jest bez sensu. A do wypożyczalni musiałabym pokonywać pół miasta, tylko po to żeby dowiedzieć się, że akurat filmu nie mają na składzie... Nie wiem jak to działa, ale o ile jestem w stanie robić tak co miesiąc z książkami z biblioteki, tak dla filmu dupy nie ruszę.
Oj, gdyby nie piractwo, to miałabym trudne dylematy z częstymi złymi wyborami - czy nowa sukienka, czy nowe UMD...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum