Wybierając liceum chciałem iść do klasy o profilu językowym, ale rodzice "przekonali" mnie abym szedł do mat-fiz, który da mi "lepsze perspektywy niż język obcy". Choć język angielski był dla mnie banalny już od najmłodszych lat i to z nim miałem zamiar wiązać swoją przyszłość, to jednak uległem. Trzy lata męczyłem się z matematyką i fizyką tylko po to, aby stwierdzić, że to kompletnie nie jest moja działka. Maturę z matematyki zdawałem rozszerzoną, ale ostatecznie na nic mi się ona nie przydała, zdecydowałem się na angielski. Po prostu w tym czuję się pewnie, dobrze, oraz wiem, iż nie będę miał później problemów z zaliczeniami (zakładając, że będę się uczył kiedy trzeba). Jednak przed podjęciem decyzji brałem pod uwagę także inne warianty, w moim przypadku inne języki. Zastanawiałem się nad filologią szwedzką między innymi. Chodziło o to, aby wybrać kierunek pokrewny, a nie coś z zupełnie innej beczki. Zapewne gdybym zdecydował się iść na politechnikę czy też cokolwiek innego, to musiałbym się nieźle namęczyć aby tylko przeżyć, a tak jestem "na swoim" (języki) i z tym wiążę swoją przyszłość.
Tym samym nie ma sensu kierować się tym co jest aktualnie opłacalne, popularne lub gdzie są wolne miejsca. Moim zdaniem duże znaczenie mają tu zainteresowania i zdolności, więc należy wybrać kierunek, na którym czuć się będzie dobrze, bez późniejszych myśli "na co mi to się przyda w ogóle? jestem w tym beznadziejny/a" itp. Osobiście żałuję dziś, że posłuchałem rodziców skupiając się na przedmiotach ścisłych zamiast humanistycznych. Gdybym język polski zdał na dosłownie kilka punktów więcej to pewnie dostałbym się na bardziej renomowaną uczelnię niż teraz. Choć co prawda większych różnic tak naprawdę nie ma (w dużej części ci sami wykładowcy) to jednak oprócz umiejętności liczy się także papier.
No cóż, toś mnie teraz zaskoczył Suavek, muszę Ci przyznać Z czymś takim sie nie spotkałam jeszcze na studiach. Ale może to też zależy od uczelni.
Nie, zależy od jednostek, uczelnia nie ma nic do tego. Co najwyżej na jednej trafi się na większą ilość takich dziwaków na na innej mniej. Osobiście mam niemałą ilość naprawdę miłych i pomocnych wykładowców/nauczycieli i zaledwie garstkę całości wspominam raczej negatywnie. Prawda jest taka po prostu, że nie każdy ma wrodzone predyspozycje do bycia nauczycielem. Są także tacy, co lubią sobie odreagować trudy życia codziennego na studentach, co też jest zauważalne. Trzeba jednak zacisnąć zęby i jakoś to przetrwać.
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Wiek: 21 Dołączyła: 30 Sie 2007 Posty: 331 Skąd: Karczew
Wysłany: 18-10-2008, 08:11
Suavek napisał/a:Osobiście żałuję dziś, że posłuchałem rodziców skupiając się na przedmiotach ścisłych zamiast humanistycznych.
Wiesz co?? Mnie w LO namówili (zwłaszcza mama, bo tata sie nie wtrącał) żebym nie szła do mat-fizu bo sie nie dostane, albo sobie nie poradzę i poszła do klasy humanistycznej. I też sie kurcze posłuchałam i też tego żałuję Na maturze matma i fizyka i papiery na politechnike. Mama znowu zaczęła śpiewkę że sie nie dostane albo nie poradzę i żebym składała papiery gdzieś indziej. I tym razem już jej nie posłuchałam i nie żałuję. Wyszło na moje i jestem zadowolona.
Mathew napisał/a:A jak to u was wyglądało ? Powiedzieliście: "Będę tym, idę tam i basta" nie mając przy tym planu awaryjnego, a dopiero po ew. "porażce" myśleliście o uczelni innego typu? Czy może od początku byliście przygotowani na kilka opcji, a ja jestem jeszcze nieodpowiedzialnym gnojkiem który musi wziąć się w garść i też zacząć planować?
Wiesz powiem Ci że już jako małe dziecko (bardzo możliwe że to było przedszkole albo początek podstawówki) zakodowałam sobie dwie szkoły i powiedziałam że tam właśnie pójdę. Pierwszą z nich było LO im. K.I.Gałczyńskiego w Otwocku - szkoła którą skończyłam, drugą natomiast Politechnika Warszawska Na politechnice jest o tyle dobrze że wybierasz kierunek główny + 4 zastępcze (w razie jakbyś sie nie dostał na ten pierwszy). I tam zaraz od dnia rejestracji jesteś na 5 listach (chyba że wybierzesz mniej). Potem jest przeliczanie procent na punkty i listy osób które sie zakwalifikowały Z tym że jeśli dostaniesz sie na 2-3 kierunki to zawsze zapisują Cie na liste kierunku który był wyżej jak w hierarchii którą podałeś. Więc warto wybrać wszystkie pięć.
Jeśli chodzi o inne uczelnie składałam papiery na SGGW (tylko dlatego że mama uważała że sie nie dostane i powinnam mieć w razie jakieś "zabezpieczenie"). I tu można było wybrać tylko jeden kierunek. Ostatecznie na PW sie dostałam a na SGGW mnie nie chcieli
Jeśli bym sie nie dostała to raczej bym nie szukała innej uczelni na siłę. Ograniczyłabym sie do zrobienia kursy florystycznego żeby móc pomóc mamie w sklepie lub poszukać pracy w podobnej branży. Do tego napisałabym podanie do mojego LO że chce zdawać maturę po raz drugi (pięć lat mi na to przysługuje ) i po zdaniu matury próbowałabym znowu dostać sie na PW.
Więc wydaje mi sie że musisz dowiedzieć sie jak wygląda rejestracja na uczelni do której chcesz iść. I dobrze przemyśleć decyzje jeśli wybrać będzie można tylko jeden kierunek w razie jeśli wybrać będzie można tylko jeden
_________________ ...Anioły można zabić niszcząc ich marzenia...
Mathew napisał/a:A jak to u was wyglądało ? Powiedzieliście: "Będę tym, idę tam i basta" nie mając przy tym planu awaryjnego, a dopiero po ew. "porażce" myśleliście o uczelni innego typu? Czy może od początku byliście przygotowani na kilka opcji, a ja jestem jeszcze nieodpowiedzialnym gnojkiem który musi wziąć się w garść i też zacząć planować?
Pomijając fakt, że co roku miałem inną wizję na swoją przyszłość, to raczej wersja 'Będę tym i tym i basta'. Stwierdziłem, że nie ma sensu walić gdzieś awaryjnie, bo mi szkoda płacić dodatkowe 85 zł za kierunek na który nie chcę iść. Plan aczkolwiek bardzo awaryjny miałem - albo iść na Polibudę na jakiś kierunek gdzie był niedobór, albo do wyższej szkoły czegoś tam (chyba bankowej). Wcielać go w życie jednak nie musiałem
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Suavek napisał/a:Osobiście żałuję dziś, że posłuchałem rodziców skupiając się na przedmiotach ścisłych zamiast humanistycznych.
Aruna napisał/a:Wiesz co?? Mnie w LO namówili (zwłaszcza mama, bo tata sie nie wtrącał) żebym nie szła do mat-fizu bo sie nie dostane, albo sobie nie poradzę i poszła do klasy humanistycznej. I też sie kurcze posłuchałam i też tego żałuję Na maturze matma i fizyka i papiery na politechnike. Mama znowu zaczęła śpiewkę że sie nie dostane albo nie poradzę i żebym składała papiery gdzieś indziej. I tym razem już jej nie posłuchałam i nie żałuję. Wyszło na moje i jestem zadowolona.
To ja mam chyba szczęście do rodziców . Zawsze popierali moje decyzje i jak tylko mogli, pomagali w ich realizacji .Dlatego jak na razie wszystko idzie po mojej myśli. Oceny i punkty z testu gimnazjalnego, pozwoliły mi na dostanie się do wymarzonego liceum, na odpowiedni profil. No i nikt mi nie pierdzielił, że to zły wybór.
Aruna napisał/a:Wiesz powiem Ci że już jako małe dziecko (bardzo możliwe że to było przedszkole albo początek podstawówki) zakodowałam sobie dwie szkoły i powiedziałam że tam właśnie pójdę.
Wow, to już konkrety . Moje "myślenie przyszłościowe" w przedszkolu i na początku podstawówki, ograniczało się do zawodu pilota F16 . Dopiero pod koniec 3 klasy zacząłem poważniej myśleć o mojej dalszej drodze kształcenia. Wtedy wybrałem tą jedną, przy której ciągle trwam... Puki co z pozytywnym skutkiem
Więc wydaje mi sie że musisz dowiedzieć sie jak wygląda rejestracja na uczelni do której chcesz iść. I dobrze przemyśleć decyzje jeśli wybrać będzie można tylko jeden kierunek w razie jeśli wybrać będzie można tylko jeden
Na "mojej" uczelni do wyboru jest kilka kierunków... Tylko, że każdy z nich to zupełnie inna bajka, a ja jestem wyspecjalizowany tylko w jednym (no może w trzech, ale nie w tak dużym stopniu jak w tym jednym )
Ostatnio zmieniony przez Mathew 18-10-2008, 12:24, w całości zmieniany 1 raz
Jaki był wasz najgorszy przedmiot w szkole?
Bo ja szczerze mówiąc aktualnie nie przepadam totalnie za chemią i mam problemy z fizyką jeśli chodzi o bardziej skomplikowane zadania. Sama ogółem fizyka, jak nauczyciel mi tłumaczy wydaje się prosta, ale jeśli idzie o zadania i o wykombinowanie czegoś samemu to zdarza mi się ciężko przez to przechodzić.
A przestałem lubić zdeczka matmę bo mam straszliwie po.. dziwną facetkę, która nie umie zapanować nad klasą, weźmie jakiegoś łebka do tablicy, drugi podyktuje mu całe zadanie i dostanie 5. Sam w gimnazjum lubiłem matmę i kręciło mnie bawienie się z cyferkami, ale to co teraz widzę u tej nauczycielki przechodzi moje granice wyobraźni.
A tak w ogóle jeśli chodzi o wybór szkoły.. trafiłem tak naprawdę na chybił trafił. Nie chciałem iść do LO bo nic bym nie miał po tym a uczyć się dalej.. sam nie wiem. Po technikum również mogę się dokształcać. Zresztą dobrze będzie jeśli uda mi się i będę miał ten papierek technika - będę z siebie dumny. Na razie.. nie jest źle, ale zobaczymy jak dalej - słyszałem, że ciężko elektronikom, oj ciężko.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Ja najbardziej nie lubię angielskiego i biologi. Co do tego pierwszego to ogólnie język mi się podoba jednak z takim nauczycielem jak mój to wszystko staje się głupie i trudne. Nauczyciela mam Araba(pochodzi z Algierii) który zna polski na poziomie 5-cio letniego dziecka. Jak piszemy sprawdzian( średnio 2 razy na semestr) to wystawia z niego trzy oceny, nie pyta, nie robi kartkówek .
A co do biologi to też w pewnym stopniu chodzi o nauczyciela. Mam ok 60-cio letnią babkę która 40 min uzupełnia dziennik, a 5 min zadaje co będzie na kartkówce za tydzień.
A co do fizyki, chemii i matematyki to nie narzekam.
Najgorzej ofcoz było z matmą i chemią... Ofcoz, bo gdyby było inaczej to byłbym teraz na prawdziwych studiach, ale co zrobić skoro umiejętności ku tym przedmiotom było brak i nie ukrywam że chęci takoż. Ale może zasiłek kiedyś dam rade przeliczyć
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
Ostatnio zmieniony przez coffiee 23-03-2009, 21:03, w całości zmieniany 1 raz
Oj tak, tak, matematyka ssała, ssie i nic nie zapowiada żeby ssać przestała (nie wiem jak napiszę maturę z tego gówna). Natomiast chemia i fizyka są jednymi z moich ulubionych przedmiotów. Chociaż jeszcze 2 lata temu nie lubiłem ich prawie tak samo jak matematyki.
Co Wy od matmy chcecie, ona wcale nie taka straszna była. Ja jakoś w liceum miałem opory żeby się biologii uczyć. A biorąc pod uwagę żenujący poziom (dziękuję serdecznie naszej pani profesor, szczerze ) miałbym spore problemy gdyby był ten poizom normalny.
Poza tym nie trawię, nie trawiłem i nie będę trawił fizyki. Dlatego też nie poszedłem na politechnikę. Ale to akurat nie moja wina, bo w życiu miałem tylko jednego nauczyciela od fizyki który potrafił coś wyjaśnić, w liceum uczył nas przez rok. Ale wtedy było już za późno. Inna sprawa, że jak ktoś na prawdę jest dobry z fizyki, to nie uczy w szkole.
Devil napisał/a:Co do tego pierwszego to ogólnie język mi się podoba jednak z takim nauczycielem jak mój to wszystko staje się głupie i trudne. Nauczyciela mam Araba(pochodzi z Algierii) który zna polski na poziomie 5-cio letniego dziecka. Jak piszemy sprawdzian( średnio 2 razy na semestr) to wystawia z niego trzy oceny, nie pyta, nie robi kartkówek .
Zakładam że robi on za kogoś w stylu native speakera? Moim zdaniem to dobre rozwiązanie, można sobie speaking i listening podciągnąć. On zresztą ma znać angieslki, a nie polski
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
mimo że w liceum miałam z matmy, fizyki i chemi tragiczne oceny to z czystego lenistwa i mimo mojej złej sytuacji lubiłam te przedmioty. w gimnazjum matma była moja ulubioną i miałam najwięcej zajęć w klasie (bo kazali nam wybrać w ramach odchamiania szkoły dodatkowe godziny jakiegoś przedmiotu do nauki ). więc chodziłam oczywiście na normalne zajęcia, dodatkowe i jeszcze robiłam zadania dla chętnych. ale test gimnazjalny uwaliłam, a teoretycznie miałam go napisać z części ścisłej najlepiej w gim (prywatna = mało osób).
fizyka szłą mi najlepiej w klasie w gim, a z chemi też nie byłam najgorsza (chodzi mi o okres przedlicealny) z resztą w lo, uczyłam się tylko od czasu do czasu angielskiego i nic więcej, stąd moje problemy.
jak wychodziłam po odebraniu matury z liceum to cieszyłam się że już nigdy tam nie wrócę. teraz minęło pół roku i nadal nie podobają mi się studia (ogółem), a jak widzę kogoś z mojej byłej klasy to naprawdę się cieszę (mimo że oni tego nie podzielają )
chociaż...udało mi się polubić rosyjski, mimo śmiertelnej nudy na zajęciach.
a teraz jestem po debacie o której wspominałam kiedyś i zrobiłam z siebie przed jakimiś 100 osobami wstyd, więc jeszcze bardziej nie mam ochoty tam się pojawiać.
Ostatnio zmieniony przez Juli 24-03-2009, 19:51, w całości zmieniany 1 raz
Też przez długi czas chciałem iść znów do liceum, teraz już mi na studiach lepiej, znalazłem powody, żeby chodzić na uczelnię chętnie Może u Ciebie też tak będzie
Co do debaty, to głowa do góry, nie wyobrażam sobie co byś musiała zrobić, żebyś nie chciała się pokazywać na uczelni. Sama debata była już 'dziwnym' pomysłem, więc skąd miałaś wiedzieć jak ją zrobić? Poza tym nie sądzę, żebyś wypadła najgorzej ze wszystkich którzy tą debatę robili? Bo z tego co pamiętam, to nie Ty jedna to musiałaś zrobić?
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
no więc ok 130 osób musiało opracować różne podtematy i wypowiedzieć się przed wszystkimi przez mikrofon. wcześniej zostaliśmy podzieleni na partie, których zdanie mieliśmy wyrażać i bronić - ja byłam w UPR.
a moim tematem była demokratyzacja Białorusi.
oto co znalazłam na ten temat http://www.youtube.com/watch?v=XpA50tuaxs4
więc powiedziałam nie chcemy demokracji ale najpierw opisałam wady tego systemu. w czasie mojej wypowiedzi najpierw mi powiedziano że nie na temat, a potem przerwano,bo stwierdzono, że to bez sensu. no cóż jestem głupia. następnie inni moi koledzy z różnych partii mogli zadawać pytania. mi zadano jedno na które odmówiłam odp, a potem zapytano mnie czy wogóle wyrażam zgodę na jakiekolwiek pytania a ja nic nie powiedziałam tylko się skuliłam i pokręciłam głową, że nie.
poza tym przed samym wyjściem popłakałam się i nie chciałam iść mówić przez mikrofon, ale 2 osoby namówiły żebym jednak poszła i powiedziała byle co, bo inaczej będę miała problem z zaliczeniem roku.
więc zrobiłam z siebie kretynkę... jak zwykle.
Faktycznie z tego co piszesz za różowo nie wypadło, ale ja jestem przyzwyczajony do innego patrzenia na osoby które stresują się publicznymi wystąpieniami. Może dlatego, że sam się do nich zaliczam, chociaż z tym u mnie ostatnio poprawa. Tak więc z mojego punktu widzenia zrobić z siebie kretynkę można, owszem, ale to trzeba się już takim urodzić. Osoby myślące racjonalnie raczej nie będą Cię oceniać przez pryzmat jakiejś prezentacji. Więc chyba najlepiej tą prezentacje zlać i o niej zapomnieć
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Najgorzej denerwuje mnie szczerze mówiąc to, że wiem - ucz się, będziesz miał dobrą pracę, utrzymasz Kobietę i dzieci, będziesz miał lepsze możliwości. Tylko jak przychodzi co do czego.. a może później, a se zagram, a to łatwe to jutro z rana się pouczę.
Arrrgh! Nie lubię siebie za to. Może dlatego, że co do szkoły to nikt nigdy mnie krótko nie trzymał w stylu - ucz się i już! tylko miałem wolną rękę.
W sumie to dobrze bo sam się nauczę w końcu, że warto się edukować a tak gdyby mi ktoś wmuszał to jeszcze bym się obrzydził.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Interesowałoby was gdyby jakiś koleś opowiadał przez 10 min o największym wieżowcu świata ?
Mam do zrobienia prezentacje (temat dowolny) na Wok i chciałbym wiedzieć, czy szersza widownia nie przytnie komara kiedy będę mówił o czymś takim
wielkie rzeczy są zawsze interesujące a to takie ważne czy pójdą spać ? odwal swoje. ja mam prezentacje z angielskiego o zaburzeniach odżywiania i mimo że mam same dziewczyny w grupie to słuchając ich wypowiedzi nie sądzę żeby ktokolwiek mnie sluchał. tak jak nie sądzę żebym była zainteresowana zapowiedzianą prezentacją koleżanki o jej podróżach po górach.
Kwestia myślę nie tematu, a sposobu prezentacji. Chociaż tak jak Juli myślę że to nie takie istotne czy Cię słuchają czy nie, tym bardziej kiedy słuchać Cie mają raczej dlatego że muszą, a nie że chcą.
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Ej no, zapomnieliśmy w tym roku o naszych maturzystach Tradycji już zadość się nie stanie, tym razem nikt nie będzie życzył Wam powodzenia tu na forum, ale pochwalcie się chociaż na jakie kierunki składaliście i gdzie :>? Bo zakładam, że są wśród nas maturzyści :>?
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
A ja wręcz odwrotnie. Nie dość, że na samej maturze za wiele stresu dla mnie nie było (poza ustnymi), to w dodatku dzisiaj wychodzę z założenia, że na taką geografię, to bym się dwa dni wcześniej zdążył nauczyć Chociaż egzaminy na studiach też nie byłyby tak straszne, gdyby nie ich natężenie
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Teraz kiedy jestem już na studiach dochodze do wniosku że czasy szkoły to najpiękniejsze chwile w życiu... Tyle wspomnień... Pierwsze miłości pierwsze szlugi i alko... Te duchowe wzloty i upadki, bijatyki po szkole, mecze rozegrane na boisku, kłótnie z rodzicami... Wtedy wydawało się to wsystko piekłem ale naprawdę dla takich chwil warto żyć...
hmmm w sumie też chętnie wróciłabym do liceum, mimo że wydawało mi się straszne. Z dwojga złego między studiami, a lo wybieram to drugie. Najlepiej zdać mature i powtórzyć 3 klase
Chociaż jeżeli to były moje najlepsze chwile to czas się zadeptać, szczególnie w perspektywie ostatnich dni, dzięki którym zobaczyłam przyszłość Powróciłam duchem do mojego osobistego Silent Hill w mojej głowie, co było ostatnią rzeczą jaką sobie życzyłam.
Ostatnio zmieniony przez Juli 24-06-2009, 01:19, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum