| FAQ |  Szukaj |  Użytkownicy |  Grupy |  Download | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości |
  Użytkownik: Hasło:

Poprzedni temat «» Następny temat
Ku chwale Imperium!
Autor Wiadomość
BMF 


Wiek: 18
Dołączył: 13 Lut 2007
Posty: 177
Skąd: ul. Porażki Mordoru 2/54
Wysłany: 11-07-2008, 18:29   Ku chwale Imperium!

Jakoś tak mnie niedawno naszło, aby napisać coś w stylu fantasy, co traktuje jedynie wątek ludzie kontra ludzie... Czytając różne opowiadania (np. sławny Wiedźmin ^^) doszedłem do wniosku, że to Imperium jest zawsze złe, Imperium musi się rozrastać i Imperium musi atakować. Zdobywać, podbijać. A główni bohaterowie stoją naprzeciw i z uporem walczą z o wiele silniejszym wrogiem... Zastanawialiście się, jakby to wyglądało z drugiej strony? Zapraszam do lektury:

Ku chwale Imperium! cz. 1

- Dlaczego my tak właściwie walczymy?
- Nie wiesz? Kto jak kto, ale Gwardzista Imperialny powinien to wiedzieć najlepiej.
Chwila milczenia.
- No chyba już wiem.
- Daeron... Proszę, nie rób sobie już jaj...
- Zamknij się, Ar’feinel. Jestem bardzo śmieszny, prawda Arinel?
- Jasne jasne.
Zapadła chwila milczenia. Daeron wyjął końcówkę miecza z dogasającego ogniska i spojrzał na rozżarzony, mieniący się pomarańczem metal.
Ar’feinel leżał pod drzewem w pozycji odwrotnej niż wszelkie normy dobrego smaku nakazywały, to znaczy, z nogami opartymi o drzewo a głową na ziemi. Ostrzył drobny patyczek za pomocą małego, prostego sztyletu który zawsze nosił przy sobie. Jego długie blond włosy rozrzucone były na ziemi w nieładzie.
- Chyba jest już wystarczająco gorące – powiedział Daeron dotykając leciutko rozgrzanego ostrza.
- Włóż to spowrotem. Ruszamy dopiero za kilka minut. Zdąży przygasnąć – powiedziała Arinel, siedząca do tej pory na drzewie. Tym samym pod którym leżał Ar’feinel. Była dosyć ładną kobietą jak na standardy Imperialne, nawet należało by dodać, że bardzo ładną. Ze swoimi długimi, czerwonymi włosami z jaśniejącą grzywką i drobną posturą ciała nadawała by się bardziej na wybieg modelek niźli na kolejną krwawą kampanię prowadzoną przez Imperium. Kiedyś była na modelkę szkolona, jednak przez dziesięć lat jakie przesłużyła w Armii Xantejskiej i siedem w Gwardii Imperialnej, gdy jej państwo zostało podbite i spalone, zatraciła całkowicie swoją niewinność i skromność. Siedziała okrakiem na dużej gałęzi i gryzła zielone jabłko, głośno mlaskając. Daeron spoglądał na nią z uśmiechem. Niby niechlujna, a jednak słodka. Niby wulgarna, a jednak miła. Niby nie dająca sobą pomiatać, a jednak sympatyczna i otwarta na ludzi. Pełna sprzeczności, jak każda kobieta. Prawdziwa wojowniczka z dalekiej Xantei.
Ar’feinel strzepał z twarzy zakrzywione opiłki drewna i z dumą spojrzał na idealnie zaostrzony przez niego patyczek. Ten człowiek pochodził z Cesarstwa Wschodu, które od wieków istnieje w Świętym Sojuszu z Imperium Zachodu – ojczyzną Daerona.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy? – powiedziała miękkim głosem Arinel.
- Nom – potwierdził Daeron, grzebiąc mieczem w sypiącym iskrami ognisku. – Byłaś słodka jak zawsze. Mała, wystraszona, brudna od krwi dziewczynka. Jeden z wielu jeńców wojennych przybyłych po tym, jak mój ojciec rozgromił wasze siły pod Otodoppą.
- Nie taka znów wystraszona.
- Masz rację – zaśmiał się szczerze Daeron. – Ugryzłaś mnie wtedy w rękę, a ja ci tylko próbowałem pomóc wstać.
- Świetnie się prezentowałeś w czarnej zbroi Imperium. Nadal się w niej świetnie prezentujesz – uśmiechnęła się dziewczyna. – Chciałam cię poderwać. Wiesz, w Xantei to kobiety od zawsze podrywały mężczyzn. To kobiety były głową rodziny, to kobiety zajmowały się domem. Facet miał tylko przynieść pieniądze i być twardym mieczem w łóżku. Gdyby nie warunki fizyczne, kobiety by stanowiły większość w armii.
- Muszę przyznać – odezwał się Ar’feinel. – Gdy pierwszy raz walczyłem z Czarnymi Wronami, elitą z Xantei, myślałem, ze nie walczę z człowiekiem, ale jakimś demonem, elfem albo mutantem. Szybkość, zwinność i siła, to emanowało od tego tańczącego niby płomień ciała. A to była kobieta.
- Nie przesadzaj, przyjacielu – powiedziała dziewczyna.
- No i miała doskonałe „warunki” – palnął blondyn po czym oberwał ogryzkiem w glowę.
-Xantea upadła, stała się lennikiem Świętego Sojuszu, a tony niewolników miały zostać przerobione na fanatycznych najemników walczących w pierwszych liniach. Tak zwane mięso armatnie – Daeron westchnął. – Można i tak. – Spojrzał na Arinel. – Tam cię znalazłem. Wśród nich.
- I sprawiłeś, że cię pokochałam.
- Hyhy – wyszczerzył zęby. – Ma się ten urok – tym razem w powietrzu świsnął kawałek odłamanej kory.
- Wal się – skwitowała.
- Ostra jak zawsze – zaśmiał się Ar’feinel.
Z oddali dobiegł ich uszom przytłumiony odgłos burzy. Przytłumiony, gardłowy grzmot przetoczył się przez las i pognał na południe, ku kolejnemu celu Imperium. Drzewa przechyliły się, zatrzeszczały, zaszumiały. Przez liście przedarły się pierwsze kropelki deszczu. Jedna z nich spadła na rozżarzone ostrze, zaskwierczała i wyparowała błyskawicznie, wznosząc się spowrotem do atmosfery.
- Zaczyna padać – powiedział Daeron.
- Powinniśmy ruszać – powiedział jego przyjaciel.
- Jeszcze nie – ziewnęła Arninel. – Musimy poczekać na posiłki z Górnego Królestwa. Ci łucznicy są nam potrzebni.
- Górne Królestwo... Ostatnie z królestw północnych, które trzymało się najdłużej. Jednak upadło.
- Ale to Cesarstwo wbiło swój sztandar w stolicy – powiedział Ar’feinel.
- Może.
- Nie „może”, tylko na pewno! – Ar’feinel przetarł srebrne karwasze. – Mój brat tam był. W ostatniej bitwie.
- Dobra. To Cesarstwo zdobyło Górne Królestwo. Zadowolnyś?
- Jak nigdy dotąd. Pamiętasz, co było potem?
- Oczywiście. Oczy Sojuszu zwróciły się na południe! Ku barbarzyńskim krajom! Gdzie, według Imperium, dalej modlą się do świętych dębów i jedzą bez sztućców.
- Oj przestań z tym Imperialnym bełkotem – skrzywiła się Arinel. – Xantea była niby takim samym „barbarzyńskim krajem północy”, lecz po podbiciu okazało się! O! Oni jednak mają bardzo rozwiniętą kulturę i fajne obyczaje! Ech, nie znoszę takiego pieprzenia. Pieprzony Imperator! Pieprzony Cesarz! Wpajają ludziom gówna przez nich wysrywane, a ci fanatycy idą w szaleńczy bój, zarzynając wszystko co żyje.
- Ciszej. Wjeżdżanie na Nieśmiertelnego Imperatora nie jest dobrym pomysłem. Jeśli wojsko by to usłyszało, już byś była nabita na pal – powiedział Daeron.
- Kuszące – zaśmiała się.
- Moi ludzie by ją powiesili, wszakże kara nie może być przyjemnością!
Trójka przyjaciół wybuchła śmiechem.
Po krótkiej chwili Daeron ponownie zaczął rozmowę.
- Myślisz, że kraje południa są cywilizowane?
- Oczywiście! – krzyknęła dziewczyna. – Przecież przeciw komu szykujemy się do bitwy? Nie dość, że stworzyli armie, to jeszcze wszystkie potrafiły się zjednoczyć w obliczu niebezpieczeństwa. Połączyć siły przeciw najeźdźcom. To niechybnie świadczy o nieprzeciętnej inteligencji. Robią wszystko dla dobra państwa.
- Xantea też robiła to dla dobra państwa i poddanych. A czy teraz żyje im się lepiej?
- Dlatego też jestem tutaj z wami. Ludziom w moim państwie żyje się lepiej. Są szczęśliwi. A z wdzięczności dla was walczymy razem.
- Dwa tysiące Czarnych Wron... Nieźle... – skwitował Ar’feinel. Wstał, przeciągnął się po czym poprawił czerwona pelerynę na plecach i sprawdził, czy miecz łatwo wydobywa się z pochwy. – Co mówią nasi szpicle? Ile zbrojnych zastąpiło nam drogę?
- Dziesięć tysięcy rycerzy z Daemwed. Osiem tysięcy konnych z wyżyny Nuig. Dwadzieścia pięć tysięcy tarczowników z Sellend. Ośmiuset łuczników i dwustu kuszników z Okurand i dwa tysiące krasnoludów z Gór Niebieskich. – wyrecytował Daeron. - Elfy na szczęście nie biorą udziału w bitwie.
- I dobrze. Może długousi zrozumieli, że przed naszą zbrojną potęgą nie ma szans – Ar’feinel ziewnął i oparł się o drzewo. – A ile my mamy?
- Ty mi powiedz.
- Trzynaście pancernych hufców z Cesarskim godłem na sztandarach jest gotowych do walki.
- Armia Imperium liczy dziesięć tysięcy ciężkiej jazdy i pięć tysięcy piechoty. Dodajmy do tego Dwa tysiące Czarnych Wron i trzytysięczne posiłki idące do nas od Górnego Królestwa.
- Prosty rachunek daje nam – powiedziała podnieconym głosem Arinel. – Trzydzieści trzy tysiące wojowników.
- Kontra czterdzieści sześć tysięcy hord południa – skończył Ar’feinel. – Żałosna przewaga.
- Nie bądź taki pewny siebie. Ty osiem tysięcy konnych bardzo mnie niepokoi – powiedział poważnie Daeron.
- Mamy przecież Czarne Wrony. Do zabicia takiej dziewczyny potrzeba czterdziestu ludzi, albo kilku paladynów. Nie mają szans, powiedzmy sobie jasno.
- Wiem, że nie maja szans – powiedział czarnowłosy Gwardzista Imperialny, po czym podszedł do Ar’feinela i położył mu rękę na ramieniu. – Ale bitwa lubi rządzić się własnymi prawami. Bitwa potrafi być nieprzewidywalna i niejednokrotnie odwracać się od zwycięzców dupą. – Daeron puścił ramię przyjaciela, podszedł i wyrwał swój miecz z ogniska. – Nie wiem jak potoczy się ta bitwa, ale wiem jedno. Wiem, że musimy walczyć tak jak walczymy zawsze. Musimy przeć do przodu, gromić wroga i pokazać mu co znaczy wyjść naprzeciw Świętemu Sojuszowi – uniósł miecz i spojrzał na świecące żelazo. Wpatrywał się długo. Arinel zeskoczyła. – Chodźmy po nich – szepnął.
 
 
 
Sietra 
Administrator


Wiek: 24
Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 2056
Skąd: Silent Hill
Wysłany: 12-07-2008, 09:25   

Ciekawie się zaczyna. Ale szczerze mówiąc, pogubiłem się kto jest kto ;P Może na przyszłość lepiej by opisać ich historie?
_________________
Have you seen a little girl around here?
 
 
 
BMF 


Wiek: 18
Dołączył: 13 Lut 2007
Posty: 177
Skąd: ul. Porażki Mordoru 2/54
Wysłany: 12-07-2008, 12:25   

Myślę, że wszystkiego co jest potrzebne dowiadujemy się z ich rozmowy ;] Dokładniejsza historia nie jest potrzebna.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti
Modified by Devlock for Silent Hill Town Center
Powered by Silent Hill Fever
- manga