| FAQ |  Szukaj |  Użytkownicy |  Grupy |  Download | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości |
  Użytkownik: Hasło:

Poprzedni temat «» Następny temat
Recenzje płyt
Autor Wiadomość
Pyramid Head 

Wiek: 19
Dołączył: 20 Maj 2005
Posty: 53
Skąd: Labirynth
Wysłany: 21-05-2005, 12:47   Recenzje płyt

No więc ten tego...
W tym dziale zamieszczamy recenzje naszych ulubionych płyt.
Więc pozwólcie że wrzucę tu swoje recki z innych forów, niedługo z pewnością napiszę coś nowego :wink:
Na razie trzy do jednego posta, bo upchać to wszystko tutaj... Strasznie długi post by się zrobił :twisted:

---
RAGE AGAINST THE MACHINE

RAGE AGAINST THE MACHINE – Jeden z najważniejszych zespołów lat 90, który zapoczątkował gatunek muzyki zwany numetalem. Złożony z Zacka de la Rochy (Wokalista, śpiewał wcześniej w hardcorowym zespole INSIDE OUT – Nawet mam ich płytkę), Toma Morello (Gitarzysta), Brada Wilka (Perkusista) oraz Tima Commerfolda (Basista) wyznaczył kierunek wielu współczesnym zespołom, jednak nie mogą się równać oni z RATMem.
Ich pierwszą płytkę noszącą taką samą nazwę jak zespół uważam za najlepszą z ich dyskografii. Połączenie metalu z lekką elektronika wyszło im tu wspaniale!
No cóż, może opiszę kawałek po kawałku…

1. BOMBTRACK – Świetne wprowadzenie w klimat pierwszej płyty. Słuchając refrenu ("Burn, burn, yes you gonna burn!") masz przed oczyma ciężki nalot bombowy oraz uliczne zamieszki, gdzie jako środki perswazji używane są koktajle Mołotowa. W momencie gdy Zack wydaje głośny ryk (Bojowy?), wyobrażasz sobie człowieka płonącego żywcem. Ogólnie, dobry kawałek.
OCENA: 8/10

2. KILLING IN THE NAME – Klasyka! Jeden z najlepszych kawałków na tym albumie. Już od pierwszych sekund słyszysz ciężkie brzmienia gitary i perkusji, do których po kilkunastu sekundach dołącza wokal de la Rochy. Wraz z pierwszymi słowami ("Killing in the name of!...") zmienia się nieco tempo utworu. Interpretuję ten kawałek jako bunt pojedyńczej jednostki przeciw totalnej kontroli w państwach totalitarnych (Wpierw słyszymy słowa "Now you do what they told ya, now your under control" a pod koniec utworu "Fuck you I won't do what you tell me")
OCENA: 10/10

3. TAKE THE POWER BACK – Cóż, sam tytuł mówi wszystko - Musimy odzyskać władzę! W rzeczywistości wolność którą posiadasz nie jest nawet w połowie PRAWDZIWĄ wolnością – Tyle że rząd i władze chcą żebyś tak myślał – To przekazanie tego utworu.
OCENA: 8/10

4. SETTLE FOR NOTHING – Najspokojniejszy kawałek na płytce, co nie oznacza że w ogóle jest spokojny. Po prostu występują tam momenty, w których instrumenty grają nieco lżej, no i Zack się tak strasznie nie drze. Interpretuję ten kawałek jako myśli człowieka siedzącego w ciemnej celi, pozbawionego nadziei, oddzielonego od rodziny, uważającego, że jest w beznadziejnej sytuacji – Niewykluczone że tekst ten nawiązuje do przeżyć de la Rochy (Tak się przynajmniej domyślam)
OCENA: 7/10

5. BULLET IN THE HEAD – Cóż ja mogę powiedzieć o tym kawałku? O ile 3/5 tego utworu jest dosyć spokojne jak na RATMowy styl, to końcówka jest hmm… Ostra! Kompozycję tą interpretuję jako zaślepianie człowieka przez rząd i mówienie mu kłamstw prosto w twarz – Pakują ci kulę w prosto w łeb ("They said it was blue, when the blood was red, that's is how you got a bullet blasted through your head", "Ya standin' in line, believin' the lies, ya bowin' down to the flag, ya got a fuckin' bullet in ya head")
OCENA: 8/10

6. KNOW YOUR ENEMY – Kolejny świetny kawałek na płycie. Podobnie jak w utworze numer 2 po kilkunastu sekundach zmienia się tempo (Tym razem na nieco szybsze). No cóż, nie wiem dokładnie co napisać o tym, jak ten utwór interpretuję – Z tego co zrozumiałem to wydaje mi się, że symbolizuje kres cierpliwości ludzi żyjących pod kontrolą i presją (Wywoływaną przez gliniarzy, polityków itp.). A ostatnie słowa de la Rochy są - moim zdaniem - stuprocentową prawdą ("Yes I know my enemies, they are the teachers who taught me to fight me, compromise, conformity, assimulation, submission, ignorance, hypocrisy, brutality, the elite, all of which are American dreams")Aha, występuje tu gościnnie Maunard James Keenan, wokalista TOOL.
OCENA: 10/10

7. WAKE UP – Kolejny kawałek, który uważam za prawdziwą perełkę. Już sam tytuł sprawia, że wiesz jakie będzie jego przesłanie – „Obudź się!”. A chodzi tu o obudzenie się z gówna, jakim jest dzisiejszy świat – Wielki śmietnik pełen kłamstw i cierpienia – Musisz się obudzić żeby zobaczyć prawdę, bowiem rząd uśpił cię i wizja świata w twoich oczach jest niezgodna z tym, jak jest naprawdę. Co mogę jeszcze powiedzieć o tym utworze… Uważam że jest wspaniały „od stóp do głów”, a końcówka… Po prostu rozwala! A, no i poza tym pojawił się w napisach końcowych filmu MATRIX
OCENA: 10/10

8. FISTFUL OF STEEL – Moim zdaniem kawałek dobry, ale nie nadzwyczajny – Tempo jest dosyć spokojne, ale w niektórych momentach przyśpiesza. Może być.
OCENA: 7/10

9. TOWNSHIP REBELLION – "Why stand on a silent platform, fight the war, fuck the norm!" – Uważam że słowa te najlepiej oddają charakter tego świetnego utworu. Jeden z lepszych na płytce. Najbardziej spodobały mi się: Kilkunastosekundowa gitarowa solówka zaczynająca się gdzieś w drugiej minucie utworu oraz zmiana charakteru na ostrzejszy (Poprzedzona rykiem Zacka). No i oczywiście nie można zapomnieć o słowach "When ignorance reigns, life is lost" – Ignorancja jest problemem ponadczasowym.
OCENA: 9/10

10. FREEDOM – Wspaniałe zakończenie dla wspaniałego albumu – Po równo występują tu momenty spokojne oraz takie, gdzie zespół daje czadu. Właśnie te czadowe momenty przeważają o ocenie FREEDOMa – Tego się nie da opisać, to trzeba usłyszeć!!!
A poza tym pamiętajcie – "Anger is a gift"
OCENA: 10/10

Mam nadzieję że ta krótka (?) recenzja zachęciła Was do kupienia tej płytki, bądź chociaż odsłuchania któregoś z kawałków. Jeśli jesteście fanami ostrych brzmień, świetnych pomysłów oraz mocnego wokalu – Jest to album właśnie dla was.

OCENA: 10/10

---
SANITARIUM

Wpierw może wyjaśnię niewtajemniczonym co to music rip. Jest to muzyka wycięta z gry. A są na to różne sposoby – Na grach pecetowych trzeba użyć jakichś programów żeby pogrzebać w plikach z danymi (DRAGON UNPACKER, NOVA SOFTWARE EXTRACTOR itp.), z gier konsolowych zgrywa się ją jakimiś specjalnymi metodami… Ale dobra co ja będę was zanudzał… W końcu to ma być recka muzyki a nie artykuł o ripowaniu jej z gier

Większość na tym forum z pewnością słyszała o SANITARIUM, ale i tak wypada wyjaśnić co to takiego.
Intro mówi nam niewiele - Widać gościa co jedzie w nocy samochodem, po chwili ekran ściemnia się, słychać wypadek, jakąś rozmowę, dźwięki alarmu… Bohater budzi się w szpitalu psychiatrycznym, w którym sytuacja wymknęła się z pod kontroli - Twoim pierwszym celem jest ucieczka z tego miejsca a potem… Tego nawet nie wie główny bohater, który nie pamięta nawet swojego imienia. Musisz dowiedzieć się co się stało, oraz o co w tym wszystkim chodzi…

Za ścieżkę dźwiękową odpowiadają dwie osoby - Stephen Bennett i James C. McMenamy. Uważam, że udało im się stworzyć bardzo klimatyczną, pasującą do chorego nastroju oprawę muzyczną. Niestety, sam grałem w wersję okrojoną bez filmów i muzyki (Do ściągnięcia ze strony Underdogs - http://www.the-underdogs.org/ ), a w końcu, żeby mieć jak najlepsze wrażenia z SAMEJ muzyki, warto wpierw zagrać w grę – Słuchając potem utworów skojarzy się je z danymi lokacjami i momentami.

No ale dobra, opiszę tę muzykę nieco bardziej szczegółowo. Już pierwszy utwór wprowadza nas w klimat – Wita nas demoniczny głos „Sanitarium", po czym słyszymy mieszankę pianina oraz różnych psychodelicznych śmiechów i jęków. Utwór Main Menu jest dłuższą wersją pierwszego kawałka – Tyle że pianino zastąpiono tu chórem oraz wywalono te wszelkie jęki i smiechy - Przez to wychodzi jeszcze smutniejsza mieszanka.

A jeśli chodzi o kawałki towarzyszące nam podczas gry… Na początku mogę napisać że dobrze pasują do miejsc, które odwiedzimy.
Zwiedzając pierwszą lokację słyszymy mieszankę szumów i nieco strasznych dźwięków, wywołujących lekkie napięcie u gracza. Natomiast spacerując po miasteczku zdeformowanych dzieci, w podkładzie muzycznym można wyczuć smutek i pustkę – Zarówno tego nieprzyjemnego miejsca jak i dusz dzieci. No ale występują też utwory nieco hmm… Lightowe jak na klimat tej gry – Za przykład mogę podać muzykę z kościoła – Zagrane na organach kawałki wytwarzają przyjemną atmosferę, będącą jakby odpoczynkiem od tych wszystkich okropieństw.

Nieco inna niż reszta jest muzyka z cyrku. Występują tu aż cztery utwory – Pierwszy podczas ogólnego zwiedzania lokacji, drugi w wielkim namiocie, trzeci na plaży, a czwarty w domu strachów. Szczerze mówiąc spodziewałem się tu bardziej demonicznej muzyki pełnej szatańskich zdeformowanych śmiechów (Podobnych do tych z pierwszego kawałka), ale ponieważ cyrkowa atmosfera w porównaniu z poprzednimi – Nieprzyjemnymi – lokacjami jest tu nieco lżejsza (Mimo że w wodzie dookoła pływają ciała z rozprutymi brzuchami), więc podkład muzyczny też jest nieco łagodniejszy – Taka lunaparkowa muzyczka ubarwiona lekką toną psychodeli.l

Dwa następne kawałki – The Cave i The Mansion stawiają bardziej na atmosferę miejsca, a nie atmosferę grozy – Drugi utwór jest nieco smutny, wywołuje lekkie uczucie przygnębienia.

Pięć kawałków z The Gauntlet nawiązuje do wcześniej odwiedzonych lokacji – Miasteczka dzieci, cyrku, szpitala psychiatrycznego, azteckiej wioski oraz do ula. Natomiast jeden z ostatnich kawałków – Morgan’s Last Game zaliczyłbym do psychodelicznych i całkiem przyjemnych w słuchaniu, ale niestety, jest za krótki (Niecała minuta) oraz uważam, że mogliby wstawić tu nieco więcej chorych dźwięków, żeby go polepszyć. No, i tak zostały mi jeszcze dwa utwory – Credits oraz Ending ~ Final Credits – O tym pierwszym nie potrzebuję się szerzej wypowiadać, ale w drugim natomiast słyszymy różne dialogi tworzące sympatyczny, nieco jajcarski miszmasz.

Podsumowując uważam że kompozytorzy dobrze wykonali swoją robotę, ale nie jest to muzyka, którą zapamiętasz na długo – W końcu została stworzona żeby budować klimat, a nie żeby fani muzyki z gier (Do jakich ja się zaliczam) słuchali ją jak jakiejś rewelacyjnej płytki.

PS. Ripa tego znalazłem na jednym z eftepów, jednak nie mogę podać tu namiarów, sami chyba wiecie dlaczego
PS2. Na ripie były jeszcze pliki MP3 będące wycięciem podkładu dźwiękowego z filmików, więc nie poddaję ich ocenie oraz nie wliczam na tracklistę podaną poniżej.
PS3. Nie wspomniałem tu o wszystkich utworach – Jeśli pytacie się o powód to uważam, że i tak już dużo napisałem o muzyce, która powinna być oceniana pod kątem tego jak pasuje do gry, a nie jak słucha się jej jako oddzielny soundtrack
PS4. Utwory od 8 do 11 są muzyczkami, granymi z płyt gramofonowych w biurze doktora Morgana.

OCENA: 7/10

SPIS UTWORÓW:
1. Sanitarium – 0:58
2. Menu Screen – 1:17
3. Asylum ~ Tower Cells – 3:02
4. The Innocenty Abandoned – 2:18
5. St. Michael’s Chuch – 0:42
6. Jeddah’s Pumpkin Patch – 0:56
7. Mother – 1:04
8. Donner Party Waltz – 0:53
9. Rockabilly Swing Thing – 0:50
10. Bella Donna in A-Flat – 0:59
11. The Ballad of Captain Dick – 0:54
12. Chapel – 0:42
13. Courtyard – 1:38
14. Circus of Fools – 1:52
15. The Big Tent – 0:33
16. Freak Beach – 2:05
17. House of Horrors – 1:03
18. The Cave – 1:26
19. The Mansion – 1:49
20. Laboratory – 2:02
21. The Hive – 2:57
22. Morgue and Cemetery – 1:34
23. Lost Village – 2:06
24. The Maze – 1:20
25. The Gauntlet – Children Section – 1:05
26. The Gauntlet – Circus Section – 1:00
27. The Gauntlet – Asylum Section – 0:48
28. The Gauntlet – Aztec Section – 0:59
29. The Gauntlet – Hive Section – 1:01
30. Morgan’s Last Game – 0:54
31. Credits – 0:48
32. Ending ~ Final Credits – 3:03

--- 44:38 ---

---
SESSION 9

UWAGA: RECENZJA ZAWIERA TROSZKĘ SPOILERÓW DOTYCZĄCYCH FILMU!!!

AUTORZY:
- Climax Golden Twins
- Early Modulations (Utwór 12)
- Lou Barlow (Utwór Choke Chain nie uwzględniony na ścieżce dźwiękowej)

Oprócz „normalnej” muzyki lubię także soundtracki. Mogę słuchać praktycznie każdego stylu, byleby dana ścieżka dźwiękowa nie była monotonna i w jakiś sposób „przyciągała” moje uszy.

Jeśli chodzi o muzykę filmową to za bardzo za nią nie przepadam. Przede wszystkim żeby mieć pełną przyjemność ze słuchania jej należy zaliczyć cały film – Wtedy przed oczyma stoją sceny którym muzyka ta towarzyszyła.

Często oglądając jakiś film nie za bardzo zwracałem uwagę na lecący podkład muzyczny – Po prostu skomponowano go tak, żeby stapiał się z akcją i nie odciągał uwagi widza od filmu. Muzyka z filmu SESSION 9 też świetnie stapiała się z akcją – Jednak spodobała mi się i zapragnąłem mieć ją jako oddzielny soundtrack. Ten jednak był trudny do zdobycia…

Ale w końcu po długim czasie poszukiwań odnalazłem ścieżkę dźwiękową. Cieszyłem się bardzo.

Po pierwsze, nie jest to taka muzyka w stylu „Aaa… Puszczę sobie to na chwilkę” - Żeby mieć przyjemność ze słuchania trzeba najpierw wytworzyć sobie odpowiedni klimat – Ja zrobiłem to poprzez obejrzenie filmu DRABINA JAKUBOWA (Swoją drogą film jeszcze bardziej psychodeliczny niż SESSION 9)

Po drugie (To chyba każdy wie) – Zanim zabierzesz się za słuchanie tego soundtracka obejrzyj film. Bez wcześniejszego poznania „perypetii” Gordona i jego pracowników w szpitalu psychiatrycznym Danvers nie odczujesz tego wyjątkowego klimatu.

OK., teraz napiszę co nieco o samej muzyce.

Płytkę rozpoczyna cztero i półminutowy utworek A Few Simple Up and Down Jerks. Na początku słyszymy ciche zgrzyty i trzaski oraz delikatne i nieco niepokojące dźwięki fortepianu, a po kilkunastu sekundach kilka urywających się szybko jęków – Od razu przed oczyma staje nam wózek inwalidzki pokazany w pierwszej scenie filmu. Utwór tworzy lekko niepokojący klimat, ale nie „wykręca” mózgu od razu. No, może kilkunastosekundowa końcówka jest nieco psychodeliczna, no ale to w końcu ostatnie kilkanaście sekund utworu…

Następny - Hobbes Theme – Jest jakby podzielony na dwie części. W pierwszej połowie leci spokojna (Z lekką nutą napięcia) muzyka, która towarzyszyła w wielu scenach, gdy pracownicy HAZMAT ELIMINATION C.O wykonywali swoją pracę, bądź odpoczywali poza budynkiem szpitala. Druga część utworu to spokojna, lekka gra na fortepianie z domieszką różnych „szumopodobnych” dźwięków.

Noon About Noon – Ten kawałek jest już nieco psychodeliczny – Ilość shizujących dźwięków wzrasta co kilkadziesiąt sekund. Pod koniec jest jednak nieco spokojniej – Głośniejsze dźwięki ściszają się, zaczyna się kolejny utwór (I Live in the Gut) po czym w tle słychać niepokojący, tworzący nieprzyjemny nastrój podkład muzyczny – Został on wykorzystany w scenie nocnej wycieczki po szpitalu (Nie mówię o piwnicznej podróży Hanka) – Tu jednak jest jego dłuższa wersja, w której dodatkowe dźwięki dołączają do podkładu dopiero gdzieś w czwartej minucie (Sam utwór trwa sześć minut).

Następny, zdecydowanie krótszy kawałek – Mortified Pride – to cichsza wersja drugiej części utworu drugiego… Tylko tyle mogę o nim powiedzieć.

Natomiast szósty utwór, Exit Plan już od pierwszych sekund jest nieprzyjemny, to samo mogę powiedzieć o reszcie tego, co słyszymy w tym dwuminutowym kawałku – W pewnym sensie mogę nazwać go przeciwieństwem Noon About Noon – Wraz z upływem czasu ilość shizujących dźwięków zmniejsza się.

I Want To Talk To Amy – Najkrótszy (1:13) kawałek to muzyka z piwnicy szpitala – Równie psychodeliczna co poprzedni utwór oraz z taką samą końcówką co muzyka tytułowa (Dosłownie).

O następnych trzech kawałkach wypowiem się niewiele bo za bardzo nie ma o czym w nich mówić – I Saw You to coś w rodzaj powtórki utworu szóstego z nieco innymi dźwiękami drugoplanowymi (Nie wiedziałem jak to określić). W czasie trwania Ward A podobnie jak utwór I Live In the Gut słychać głównie przez większość czasu, równie niepokojący co z tamtego kawałka podkład muzyczny. W Seclusion słyszymy na początku taki sam fortepian co w utworze drugim, jednak w pięćdziesiątej sekundzie zostaje on zastąpiony mieszaninami różnych dźwięków.

Jedenasty utwór – Disappointed Expectations jest najdłuższy z albumu – Dziesięć i pół minuty. Jest to muzyka ze scen, kiedy cała ekipa popadła w szaleństwo w poszukiwaniu Hanka, natomiast pod koniec leci podkład z ostatnich kilkunastu sekund filmu, kiedy podziwialiśmy szpital psychiatryczny w pełnej okazałości.

Ostatni utwór ze ścieżki dźwiękowej i jednocześnie najlepszy – Piece for Tape Recorder, jest autorstwem EARLY MODULATIONS. Muzyka towarzysząca ostatnim scenom filmu jest równie psychodeliczna co końcówka – Ci którzy widzieli SESSION 9 wiedzą już, że to najbardziej poshizowany kawałek na tej płytce. A dokładniej – Jest to mieszanina różnorodnych, przerażających dźwięków, o różnych tonacjach i wysokościach.

W tym miejscu mógłbym zakończyć pisanie o samej muzyce, ale nabazgram co nieco o utworze z napisów końcowych – Choke Chain z albumu Winning Losers autorstwa Lou Barlowa. Jest to ładny i jednocześnie smutny kawałek zagrany w całości na gitarze – Idealnie łączy się z nastrojem ostatnich scen. Szkoda że nie uwzględniono go na ścieżce dźwiękowej (W mojej wersji którą ściągnąłem na szczęście był obecny).

Soundtrack ten jest piękny oraz psychodeliczny zarazem. Autorzy wspaniale połączyli w nim najróżniejsze dźwięki tworząc mieszankę, która trafi w gusta miłośników dark-ambientu. Oczywiście, tak jak mówiłem we wstępie, zalicz film zanim zaczniesz słuchać ścieżki dźwiękowej.

OCENA: 9/10


SPIS UTWORÓW:
1. A Few Simple U pand Down Jerks – 4:36
2. Hobbes Theme – 2:10
3. Noon, About Noon – 5:06
4. I Live in the Gut – 6:12
5. Mortified Pride – 1:41
6. Exit Plan – 2:14
7. I Want to Talk to Amy – 1:13
8. I Saw You – 2:01
9. Ward A – 5:56
10. Seclusion – 3:26
11. Disappointed Expectations – 10:39
12. Piece for Tape Recorder – 5:44

--- 51:04 ---

---
Ufffffffffffff...
Na razie to by było na tyle :shock:
Więc, czekam na wasze komentarze i recenzje :D
 
 
 
CherylTownshend 


Wiek: 20
Dołączyła: 28 Kwi 2005
Posty: 159
Skąd: znienacka
Wysłany: 21-05-2005, 13:41   

Naprawde niezła recenzja :) . Fajnie piszesz. Może bym napisala cos swojego ale nie wiem czy bede miala sile napisac recenzje do wszystkich utworow SOADu, czy chocby tylko jednej plyty. Czasochłonne to, może kiedys sie za to zabiore :) .
_________________
"They've come to witness the Beginning. The rebirth of Paradise, despoiled by mankind"
 
 
 
Mr. X 


Wiek: 18
Dołączył: 06 Lut 2005
Posty: 263
Skąd: Hell
Wysłany: 21-05-2005, 16:40   

:shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock: :shock:
Pierwszy raz widze żeby ktoś robił recęzje płyty. A co do samej recęzji to fajna i szczegułowa nawet i mi się podobała. Twoja recęzja 10/10:P
_________________
Never Say Never, Because This Is...
 
 
 
Bartol
[Usunięty]

Wysłany: 21-05-2005, 17:21   

No Piramid Head podzielam Twoje zdanie na temat albumu Rage Against The Machine. To jedna z tych płyt, do których mam duży sentyment. Moja ulubiona nuta: "Killing In The Name"
Ciekawy temat. Możliwe, że wkrótce też coś napisze :P
 
 
Sietra 
Administrator


Wiek: 24
Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 2056
Skąd: Silent Hill
Wysłany: 21-05-2005, 18:29   

Nie czytam recenzji Session 9, bo jeszcze nie widziałem, ale skoro ma notę 9/10 to muszę obejrzeć

[ Dodano: 2005-05-21, 19:42 ]
A tak wogóle, to czy ktoś widział topic o The Jacket?
_________________
Have you seen a little girl around here?
 
 
 
Westb 


Dołączył: 07 Maj 2005
Posty: 56
Wysłany: 21-05-2005, 19:31   

RATM RZĄDZI

taka jest prawda i nic tego nie zmieni, a myślałem że tylko ja slucham tego cudownego, przepięknego, kochanego.......itd itd itd :mrgreen:


Killing in the name of!!!!

Niech ktoś napisze swoje spostrzeżenia na temat Soad- Chop suey, albo B.Y.O.B, chce sie wymienić zdaniami :mrgreen:
 
 
CherylTownshend 


Wiek: 20
Dołączyła: 28 Kwi 2005
Posty: 159
Skąd: znienacka
Wysłany: 21-05-2005, 22:44   

Prosze Westb :) :
No to napisze o SOAD - Chop Suey! Mega krotko, mega zwiezle :)
Czasem tekst nasuwa skojarzenia, jakby to byl dialog Chrystusa z Bogiem. Choćby słowa: "self-rightous suicide", albo "Father Into Your Hands I Commend My Spirit"-to są słowa wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu.
2 interpretacja: Członkowie zespołu są Ormianami i sa bardzo zżyci ze swoim narodem. Można tu znalezc nawiazanie do ludobojstwa w Armenii chyba w 1915 roku. Np słowa: "Grab a brush and put a little makeup", "Hide the scars to fade away the shakeup". Czyli że Turcy umyli ręce od tego 'wybryku' i nie przyznawali sie do niego przez długi czas, przyznali sie dopiero wtedy jak mieli wejsc do Unii Europejskiej. No i jeszcze jest taka opcja, ze Ormianie zgineli w imię Boga (Turcy ich chcieli na sile nawrocic na muzulmanstwo) , ktory w ich odczuciu ich opuscil. Stad slowa: "Why have you forsaken me".
No i wreszcie Chop Suey to jest zarcie dla biednych, zrobione z resztek. Tu to nie wiem jaki to ma z piosenka zwiazek :)
A no i jeszcze cuś: ta piosenka miala sie nazywac na poczatku "Suicide". Poźniej zmieniono tytuł na obecny.
Dla mnie to jest piekna piosenka, moja ulubiona. Swietny klimat, na przemian czesci spokojniejsze i ostre. Glebokie znaczenie, piekny spiew, dwuglosy, po prostu cudo :D .
_________________
"They've come to witness the Beginning. The rebirth of Paradise, despoiled by mankind"
Ostatnio zmieniony przez CherylTownshend 22-05-2005, 18:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Westb 


Dołączył: 07 Maj 2005
Posty: 56
Wysłany: 22-05-2005, 11:54   

No właśnie można to interpretować na kilka sposobów. Jest w każdym refrenie wzmianka o maskowaniu się, zakrywaniu jakiejś zbrodni, czegoś paskudnego - jak to napisane w piosence,blizny. Chop suey- w wolnym tłumaczeniu to siekany por :lol: chop- siekany, suey - z chińskiego por

Nie wiem co to ma do wydarzeń opisanych przez Ciebie, widocznie niewtajemniczony jestem :D
 
 
CherylTownshend 


Wiek: 20
Dołączyła: 28 Kwi 2005
Posty: 159
Skąd: znienacka
Wysłany: 22-05-2005, 19:04   

Mi sie wydaje że właśnie tymi wspomnianymi przez Ciebie bliznami są zbrodnie dokonane przez Turków, gdzieś się z taka interpretacją spotkałam. Zresztą SOADowcy często mówią o tym właśnie ludobójstwie Ormian, w wielu wywiadach. Aha, i gdzieś wylukałam takie słowa Darona o tej piosence: "Ta piosenka jest o tym jak ludzie postrzegają śmierć. Jeżeli np umrę na raka ludzie będą mówili "Biedny Daron!", ale jeżeli umrę z przedawkowania narkotyków to wtedy będą mówić "No cóż, sam to sobie zrobił". Ludzie nie zdają sobie sprawy że obie te sytuacje są identyczne. Chorzy ludzie nie powinni być sądzeni, tylko leczeni."
A, i taka ciekawostka: na początku utworu ktoś cicho mówi: "We're rolling Suicide". Ja tego nie słyszałam, ale czytałam o tym.
Raczej nie sądze że przesłaniem tej piosenki jest: "Droga zbuntowana młodziezy, słuchajcie mamusi i jedzcie siekany por i zieleninki, bo to zdrowe i pożywne" :lol: .
_________________
"They've come to witness the Beginning. The rebirth of Paradise, despoiled by mankind"
 
 
 
coffiee 


Wiek: 22
Dołączył: 09 Kwi 2005
Posty: 512
Skąd: Wish House
Wysłany: 24-05-2005, 12:27   

RAGE AGAINST THE MACHINE – Jeden z najważniejszych zespołów lat 90, który zapoczątkował gatunek muzyki zwany numetalem
Wydaje mi się że RATM to zespół hard core'owy, a napisanie że to nu metal to niezły policzek dla tej wybitnej i jednej z moich ulubionych kapeli. Bo nu metal to shit, gdzie gitarzysta nie umie solówki zagrać, a reszta zespołu sprawia wrażenie pedziów w obwisłych porach, z których jeden gra na jakimś hip-hopowym sprzęcie do skreczów, a drugi robi za chórek np. Linkin Park.
_________________
'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
 
 
 
Suavek 


Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 776
Wysłany: 24-05-2005, 12:45   

Wiecie... nie abym się czepiał, ale topic wyraźnie nazywa się "recenzję płyt", ale od dyskusji o muzyce mamy osobny topic... tak więc zapraszam ;>
_________________
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
 
 
coffiee 


Wiek: 22
Dołączył: 09 Kwi 2005
Posty: 512
Skąd: Wish House
Wysłany: 25-05-2005, 11:36   

Albo na tym forum wprowadzono zakaz pisania komentarzy (na temat!) do czyichś postów, albo Suavek ma jakieś zaburzenia :? Jedno z dwóch...
_________________
'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
 
 
 
Suavek 


Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 776
Wysłany: 25-05-2005, 13:01   

Komentarze do recenzji owszem, ale dyskusje i opinie na temat zespołów i muzyki to już gdzie indziej - o to mi chodzi, aby nie zrobiły się dwa takie przypadkiem. Równie dobrze możemy też oba tematy połączyć, co by recenzje płyt muzycznych były w topicu z muzyką a nie w fanarcie... Jak tam wolicie.

Ale może faktycznie mam jakieś zaburzenia... nie zaprzeczam.
_________________
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
 
 
Pyramid Head 

Wiek: 19
Dołączył: 20 Maj 2005
Posty: 53
Skąd: Labirynth
Wysłany: 27-05-2005, 16:32   

Ponieważ nabrałem nastroju i ochoty, wrzucam pozostałe trzy recki, co wyszły spod mojej ręki :wink: Wszystkie JUDAS PRIEST, wszystkie napisane jakiś czas temu. Pierwsza recka trafiła w wersji "zremasterowanej" - Wcześniej pisałem ją na szybko na forum JP, ale ten "remaster" też jest tak na szybko :lol: Więc sory za wszelkie błędy ;)

---

JUDAS PRIEST - SAD WINGS OF DESTINY



"Smutne skrzydła przeznaczenia" - Pierwsza PRAWDZIWIE priestowa płyta. O wydany w 1974 roku rock n' rollowy debiut o dobrze dobranej do stylu nazwie ROCKA ROLLA było albumem nie mającym z judaszami prawie nic wspólnego (Co nie znaczy że złym), to SWOD jest hard-rockiem pokazującym, jaki kierunek JUDAS PRIEST sobie obrało.
No ale dosyć tego wstępu, przejdźmy do recenzji wg. zasady "track by track"

1. Ofiara zmian
Smutna piosenka o człowieku co popadł w pijaństwo, ponieważ rzuciła go kobieta. Może pod względem brzmieniowym nie wyciska łez, ale tekst... Łez też nie wyciska ale jest smutny Razz . Najbardziej podobającymi mi się tu rzeczami są - Gitarowe riffy oraz styl śpiewu Halforda, gdy wypowiada słowa "You bin' foolin'..." - Pełne agresji i nienawiści do świata. No i nie zapomnijmy o ostatnich minutach, kiedy piosenka jest spokojna.
OCENA: 9/10

2. Rozpruwacz
Piosenka o Kubie Rozpruwaczu. Najlepiej mogę opisać ją w taki sposób. Założmy że instrumenty to ostre noże, a wokal Halforda to skóra. W piosence tej noże rozdziera skórę. A mówiąc po ludzku - Kultowy kawałek.
OCENA: 9/10

3. Człowiek oszukujący marzenia - Oszust

Wpierw, ładna, długa i smutna trwająca 5 minut ballada przechodząca w pewnym momencie w świetny rockowy kawałek. No i jeszcze po tym wszystkim lekkie gitarowe outro powraca klimatami do pierwszej części.
OCENA: 8/10

4. Preludium
Jedyny instrumentalny utwór na płycie - Bębny na początku tworzą lekkie napięcie, po czym dochodzi pianino. Uważam że gdyby na tej płytce nie było VICTIM OF CHANGES, kawałek idealnie nadawałby się na intro płyty. No ale tak, jest intrem następnego utworu, o nazwie...
OCENA: 7/10

5. Tyran
Kolejny kawałek z cyklu KULTOWE. Parę sekund nieco psychodelicznej gitary, po czym wszystko się rozkręca - Utwór jest pełen energii, a wspaniały wokal Roba uzupełnia na fulla ten "słoik miodu". No i jeszcze zakończenie - Kapitalne wręcz! Mój ulubiony utwór na tej płytce.

OCENA: 10/10

6. Ludobójstwo
Wpierw, kawałek ten jakoś nie przypadł mi do gustu, mimo niezłego rytmu, "współpracy" instrumentów, momentu w którym głos Halforda brzmi jak głos diabła oraz kilkusekundowej elektronicznej wstawki. Ale przekonałem się do niego w miarę czasu. Gdyby nie było tego utworu, na płytce brakowałoby czegoś ważnego i nie byłby to zwykły wypełniacz.
OCENA: 7/10

7. Epitafium
Najspokojniejszy utwór - Jedynym instrumentem jest tu pianino, Halford wspaniale naśladuje głos anioła. Jednak brakuje mi tu jakiegoś ładnego outra - Głównego motywu na pianinie trwającego gdzieś z minutkę, a potem powoli ściszającego się.
OCENA: 8/10

8. Wyspa dominacji
Ostrrra końcowka Po pierwszym przesłuchaniu płyty nie pasowała mi trochę, ale po dłuższej "znajomości" uznałem, że jako outro do płytki jest świetne - No i jeszcze ten głos gdy Halford śpiewa refren... Cool kawałek
OCENA: 9/10

OGÓLNA OCENA PŁYTKI: 9/10

SPIS UTWORÓW:
01 - Victim Of Changes
02 - The Ripper
03 - Dreamer Deceiver
04 - Deceiver
05 - Prelude
06 - Tyrant
07 - Genocide
08 - Epitaph
09 - Island Of Domination

---

JUDAS PRIEST - STAINED CLASS



Hmm... Jak by tu zacząć recenzję tego dzieła... No dobra, bez jakichś tam kombinacji powiem że płyta ta nie jest do słuchania tak „ot co”/”na szybko” (Zapuszczanie ją sobie jako kolejną muzykę do rozwalania itp.). Słuchanie tej płytki na szybko jest jak pałaszowanie wykwintnego dania niczym hot-doga z baru fast-food.
A tak „technicznie” – Jest to płyta wydana w 1978. Można go nazwać kontynuacją poprzedniej płyty JUDAS PRIEST – Sin After Sin. Gatunek – Heavy-metal – Jednak nie taki jaki znamy ze współczesności. Może właśnie dlatego jest to płytka przeznaczona dla „smakoszy”?
No ale dobra, pora przejrzeć płytę od muzyki strony.

Już pierwszy kawałek – Exciter jest rozpędzoną, buchającą energią maszyną – Jak na te czasy, pędzi bez litości. Niezaprzeczalne plusy tego utworu to gitarki będące iskierkami i małymi płomyczkami, mającymi wzniecić ogień, w postaci „królewskiej” solówki gdzieś w połowie trzeciej minuty. Nie zapomnijmy także o świetnym i chwytliwym refrenie („Stand by for Exciter, salvation is his task! Stand by for Exciter, salvation bids to ask!”).

Następne dwa kawałki – White Heat, Red Hot, Better By You, Better Than Me (Cover SPOOKY TOOTH) moim zdaniem są swoistymi „podgrzewaczami” mającymi przygotować nas na resztę płytki – Nie mówię że są to wypełniacze – Nie pędzą tak jak pierwszy utwór, ale rozgrzewają atmosferę – Dzięki takiemu rozgrzewaniu jesteśmy przygotowani na przyjęcie następnych kawałków bez żadnych oporów.

Teraz pora na utwór tytułowy. Czad, energia, moc zawarte są w tym średnio szybkim utworku – Ten kawałek to dowód że muzyka nie musi pędzić by być zajebista.

Invader rozpoczyna się elektronicznymi dźwiękami, po czym słyszymy muzykę przepełniona przyjemnymi riffami i perkusją – Gitara zeszła tu lekko na drugi plan. Sama piosenka traktuje o ludziach przygotowujących się na inwazję, planujących jej odparcie tak by nikt z nich nie ucierpiał – Tylko najeźdźcy. Dla niektórych może być lekko monotonny – Dla mnie jest przyjemny.

Później mamy kolejny wspaniały, czadowy, powolny utwór – Saints in Hell. W pewnym momencie (Dokładniej w drugiej minucie) mogę znaleźć lekkie podobieństwo muzyczne do „Sinnera” (Kawałek z poprzedniej płyty) – Zwłaszcza moment śpiewania „We are saints in hell, we’re going down into the fire”. Sama piosenka traktuje o świętych którzy poszli do piekła, o ich ocalenie toczyła się krwawa bitwa.

Rozpoczynający się krzykiem Savage jest nieco szybszy niż poprzedni. Treść jest o współczesnych ludziach zaludniających dżunglę poprzez mordowanie i wyrzucanie jej mieszkańców z ich domu – Bez powodu. Dochodzimy do wniosku, że dzikusem jest tak naprawdę współczesny człowiek.

Teraz pora na prawdziwy majstersztyk – Piosenka obok której NIE MOŻNA przejść obojętnie – Beyond the Realms of Death. Smutna od początku do końca. Jej tekst można interpretować na wiele różnych sposobów. Jest podzielona na szybsze i wolniejsze momenty idealnie do siebie pasujące. Osobiście odczuwam pełną przyjemność z tej piosenki słuchając ją TYLKO w tym wykonaniu – Na płytach koncertowych czy coverach innych zespołów nie ma w pełni swojej duszy. Geniuszu tej piosenki nie da się opisać – Trzeba samemu usłyszeć.

Na koniec mamy jeszcze wspaniały rockowy kawałek wieńczący dzieło - Heroes End. Zadaje tutaj pytanie, dlaczego trzeba umrzeć by być w pełni docenionym bohaterem. Legenda zaczyna się dopiero po śmierci, ale jest jeszcze tyle rzeczy niedopowiedzianych. Kawałek przypomina mi dwa wcześniej wspomniane rozgrzewacze – Tak samo płonie gitarą, jednak w nieco szybszym tempie. A ostatnie sekundy tego kawałka... Po prostu mistrzowskie outro!

Nie zapomnijmy jeszcze o bonusach... Akustyczna ballada Fire Burns Below nieco odstaje klimatem od płytki – Dziełem jej nazwać nie mogę, jednak ma wiele świetnych elementów – Riffy oraz przede wszystkim solówka. Ale jako „finałówka” też dobrze by się sprawdzała. O Better By You, Better Than Me w wersji live mogę powiedzieć tylko... Że jest to Better Than You, Better Than Me zagrane na żywo ze spartoloną i śmieszną końcowką.

Słowem końca... Genialna płytka. Tak jak wcześniej wspomniałem potrzeba trochę czasu by się do niej przekonać, jednak nie jest to czas stracony.

OCENA: 10/10

SPIS UTWORÓW:
1. Exciter
2. White Heat, Red Hot
3. Better By You, Better Than Me
4. Stained Class
5. Invader
6. Saints in Hell
7. Savage
8. Beyond the Realms of Death
9. Heroes End
10. Fire Burns Below (Utwór bonusowy)
11. Better By, You Better Than Me - Live (Utwór bonusowy)

---

DEMOLITION



Moja pierwsza reakcja, gdy usłyszałem parę kawałków z płytki – What the fuck is that?!!
Najzwyczajniej mnie zatkało. Już po odsłuchaniu tych kilku utworów wiedziałem, że album ten będzie najgorszym z dyskografii JUDAS PRIEST. Teraz zapoznałem się z nim nieco dokładniej, ale... Status w moim osobistym rankingu się nie zmienił.
Jest to heavy metal połączony z industrialem i elektroniką. Ze starym stylem JP nie ma nic wspólnego. Stworzono tu cybernetyczno-piekielno zdehumanizowany klimat. Z pewnością JP chciało by był bardzo odczuwalny. Jednak wyszło im to średnio – Co prawda „klimę” czuć, ale nie w takim stopniu w jakim byśmy chcieli. Nawet okładka wyszła nijaka – Zwykle widniały na nich najróżniejsze postacie pobudzające wyobraźnię a tutaj... Tylko srebrny napis DEMOLITION na czerwono-czarnym tle. No, ale dobra, nie okładki są najważniejsze, przejdźmy więc do samej muzyki.

Machine Man, otwierający płytę kawałek jest moim zdaniem najlepszym utworem z tej płyty. Intro kojarzące się z odpalaniem morderczej maszyny dobrze wprowadza w klimat rozwalanki, będącą pracującym na pełnych obrotach silnikiem, znajdującym się na granicy przegrzania – Gitary i perkusja. Nie zapomnijmy także o procesorze z zaprogramowaną funkcją niszczenia wszystkiego, co się rusza – Wokal i tekst. Utwór aż prosiłby się o teledysk przedstawiający brutalny wyścig maszyn podążających do mety za wszelką cenę. Natomiast następna kompozycja One On One – Rozpoczynająca się dziwnym kilkusekundowym elektronicznym wstępem – nadawałaby się do zilustrowania walki cyborgów – Może nie tak agresywnych i szybkich, co człowiek maszyna. Walczyliby oni z taktyką i ostrożnością, nie oszczędzając jednak siły w trakcie ataków. A przekładając to na „normalny” język – Kawałek nieco wolniejszy, ale z większą ilością elektroniki.

Następne trzy utwory są swoistą podróżą poprzez najgorsze ludzkie odczucia. Odrzucenie – Hell is Home. Gniew – Jekyll and Hyde. Smutek po stracie kogoś bliskiego – Close to You.
Pierwszy ma nieco mroczny, klimat, jednak gdyby jeszcze lekko go „dociągnęli” wyszłoby wspaniale – Czuć tu lekki niedosyt, mimo że utwór trwa ponad sześć minut.
Drugi... Gdyby nie dorzucono tak dużo syntezatorów bardzo udziwniających ten utwór wyszedłby prawdziwie „gniewny” kawałek. A tak, przesadna ilość wyżej wymienionych urządzeń tłumi złość tutaj zawartą.
Natomiast Close to You w moim odczuciu jest... Nudny, pseudo-smutny, wręcz „rozpaćkany”. Uważam że to wina elektroniki – Nawet niewielka jej ilość może psuć cel który miał być tu osiągnięty (Wywołanie uczucia zagubienia, braku bliskiej osoby itp.). Jednym słowem – Efekt końcowy minął się z zamierzeniami.

Kolejne pięć utworów są natomiast „rozwalankami”.
Devil Digger... Przyjemnie się tego słucha. Ma ciekawą gitarową solówkę zaczynającą się gdzieś w połowie drugiej minuty. Poza tym nałożono ciekawe elektroniczne efekty na głos Rippera.
Bloodsuckers – Za tym utworem nie przepadam. Nie mówię żeby mnie odrzucał, ale jakoś do mnie nie trafia. Gdybym miał coś z niego wyrzucić, byłby to moment gdy Tim zaczyna śpiewać „As the day drew close to hand...” skończywszy na „Now who's to blame for that?!” – Naprawdę niepotrzebny mi taki pseudo-budulec „krwiopijczego” klimatu.
In Between – Przeplatanka mocniejszych i łagodniejszych momentów... Skąd ja to znam? Kompozycja budzi lekkie skojarzenia z Hell is Home za sprawą nieco podobnej gitary. Ogólnie – Może być.
Feed On Me – Z tego co zrozumiałem czytając tekst mowa tu o umierających ludziach oraz o żywicielu pomagającym im przeżyć. Umierający są łowcami nagród (O czym świadczy chociażby fragment: “Some would call them mercenary, but they always knew the pain, inevitably far outweights the gain”). Uważam że jest to najlepszy utwór z tej piątki – Świetne intro, wokal, klimat oraz ten „atak elektroniki” gdzieś w połowie trzeciej minuty. Mniam!
Subterfuge – Pierwsze wrażenia były nad wyraz pozytywne (Gitary...), jednak po dłuższym słuchaniu nudzi – Jest najzwyczajniej monotonny – Zarówno wokalnie jak i instrumentalnie.

Powoli zbliżamy się do „klimatów finałowych”. Lost and Found – Mogę powiedzieć, że kawałek ten symbolizuje kolejne uczucie, jednak tym razem pozytywne – Nadzieję.
Równie dobrze można nazwać ten utwór „I’ve Found a Exit From Hell”. A jeśli chodzi o sprawy czysto formalne – Oceniam go na czwórkę (W szkolnej skali ocen).
Cyberface natomiast jest chyba największą porażką tego albumu. Pseudo-straszne intro jest wstępem do rzeźni bez duszy. Po prostu kupa próbująca być czymś wielkim jak na swoje klimaty.
Dobrze że utwór zamykający płytę – Metal Messiah nie był stylizowany na jakąś epicką „finałówkę” – W tych warunkach mogłoby to wyjść tragiczne. Na szczęście mamy ostrą naparzaninę z domieszką podrasowanych elektroniką chórów. Nie zapominajmy także o klimatycznej końcówce, gdzie ilość chórów osiąga apogeum.

Właściwie w tym momencie mógłbym zakończyć recenzję, ale nie zapomnijmy o bonusowych kawałkach – What’s My Name obecnej na japońskiej edycji płyty, oraz dwóch starych utworach JUDAS PRIEST przemodelowanych na styl DEMOLITION – Green Manalishi (HELL BENT THE LEATHER) i Rapid Fire (BRITISH STEEL) pojawiających się w australijskiej wersji DEMOLKI. Japoński bonus track ma wręcz idiotyczny tekst w stylu „Kiedyś to ty byłeś silniejszy od nas, ale role się odwróciły”. Brzmieniowo wypada całkiem całkiem. Natomiast dwóch australijskich bonusowych kawałków nie ma co opisywać... Mogę dodać tylko, że wersje z tej płyty nawet do pięt nie dorastają oryginalnym.

Słowem końca: Panowie z JUDAS PRIEST przekombinowali i nie wyszło im to na dobre. Na szczęście porażką ta płyta nie jest. Ogólny poziom ma jednak nie za wysoki, natomiast w pewnych momentach podwyższa go parę świetnych kawałków. Gdyby nie one, ocena spadłaby co najmniej o dwa oczka w dół.

OCENA: 6/10

SPIS UTWORÓW:
01. Machine Man
02. One on One
03. Hell Is Home
04. Jekyll and Hyde
05. Close to You
06. Devil Digger
07. Bloodsuckers
08. In Between
09. Feed on Me
10. Subterfuge
11. Lost and Found
12. Cyberface
13. Metal Messiah
What's My Name (Japoński utwór bonusowy)
Rapid Fire (Australijski utwór bonusowy)
The Green Manalishi (Australijski utwór bonusowy)

---
No i to na razie wszystkie moje recki. Ale nie (? :lol: ) martwcie się, niedługo napiszę jakieś nowe :twisted:
Na razie oceniajcie te i piszcie własne! :D
 
 
 
Bartol
[Usunięty]

Wysłany: 29-05-2005, 21:40   

No no widać, że PH słucha bardzo dobrej muzy. JP to bardzo fajna kapela, szanuje ją. Demolition nie słyszałem, ale widze, że niewiele starciłem.

PS. Kurna chciałem też wrzucic jakąś reckę, ale przy tych pisanych przez PH, będzie strasznie biedna. Muszę ją doszlifować :P
 
 
CherylTownshend 


Wiek: 20
Dołączyła: 28 Kwi 2005
Posty: 159
Skąd: znienacka
Wysłany: 29-05-2005, 21:50   

Oh no i PH co ja mam powiedziec? Jak zwykle swietnie :D . A Ty Bartol wrzucaj wrzucaj! Nie martw sie tym ze PH swietnie pisze! Ja chce poczytac jak jeszcze inni pisza, sama daru do pisania recenzji raczej nie mam, juz lepiej interpretacje mi wychodza :) . Heh, szkoda...
_________________
"They've come to witness the Beginning. The rebirth of Paradise, despoiled by mankind"
 
 
 
Vallentine 


Wiek: 20
Dołączył: 28 Gru 2006
Posty: 359
Skąd: Monopolwe 24h
Wysłany: 29-01-2007, 20:44   

OK, teraz moja kolej 8) Słowami wstępu zrecenzuje jedną z najlepszych płyt jakie kiedykolwiek cieszyły moje uszy. Moge śmiało stwierdzić, ze nikt tego nie zna i nikomu się pewnie nie spodoba, ale... Hmph... Who knows. Tak czy owak z gatunku jest to absolutny best, stawiam go dosłownie kroczek za płyta Finch z 2002 roku, mianowcie debiutanckim "What It Is To burn", ale tylko dlatego, ze do tej drugiej mam za duży sentyment.



A THORN FOR EVERY HEART - THINGS AREN'T SO BEAUTIFUL NOW

Tracki:
1. 99 With An Anchor
2. February
3. A Night To Remember, A Morning To Forget
4. Next of Kin
5. The Prediction
6. Street Car
7. Summer So Bleak
8. Pretty When You Cry
9. Things Aren't So Beautiful Now (Part I)
10. Things Aren't So Beautiful Now (Part II)

Płyta oficjalnie wydana na Jesieni 2004 roku w rzeczywistości ukazała się ponad rok wcześniej, z początku jako wydawnictwo prywatne. Od czego zacząć? Rok 2003 był okresem swietnosci dla EMO (emotional punk), powstawały najlepsze z zespołów, nie było tyle komercyjnego i pozerskiego śmiecia co teraz. ATFEH generalnie albo się kocha, albo nie zna. Nie odnieśli dużego sukcesu, mało kto ich zna, zwłaszcza przy dzisiejszym wylewie smiecia pokroju From First To Last. Nie odnieśli sukcesu nie dlatego, ze im się nie należy, ale dlatego, ze im na tym nie zależało. I wciąż nie zależy.

Płyta jest niesłychanie krótka (niewiele ponad pół godziny) i w zasadzie jest to jej jedyna wada (o ile komukolwiek to przeszkadza, mi to tam wisi). Zaledwie czteroosobowy zespół i dziesięć krótkich piosenek przesyła nam potężna dawkę bólu, tęsknoty, beznadziejności, rozstań i odrzucenia; ale też nadziei, godzenia sie ze światem i naprawiania tego, co popsute. Muzyka jest zadziorna, chwilami surowa, ale niesłychanie melodyjna; każda piosenka składa sie z serii genialnych przejść, słodko-ostrych riffów, śmiało mogących zostać rozwinietymi na zupełnie inne kawałki. Cała płyta przesycona jest pomysłami, przekazem, daje sporo do myślenia.

Słowa, tak często spychane na bok przez same instrumenty powinny zostać wydane jako osobny tomik poezji. Teksty są po prostu arcydziełem, ATFEH powtarzają jedynie refreny; Zarówno w zwykłym śpiewie, jak i typowym dla gatunku "screamo", całosć idealnei się ze soba komponuje, kiedy wokal staje się wyższy, muzyka tez robi się słodsza, kiedy pora na krzyk, krzyczy także perkusja i krzyczą mocniejsze riffy. Wszytko współgra jak w jakiejś filharmonii albo drogiej operze. Wracając do tekstów, poruszane tematy ukazane są po prostu pięknie, szczególnie rozstanie, tęsknota i ostatecznosć ukazane przez zmarłego odwiedzającego w szpitalu dla obłąkanych swoją osamotnioną miłość na samym końcu albumu.

Nie będę opisywał każdej piosenki z osobna, bo wszystkie sa siebie warte, zresztą Things Aren't... jest jak ładny kwiat - i płatek ładnie wygląda, ale najładniej wygląda kielich ze wszystkimi płatkami. Aczkolwiek na szczegolną uwage zasługują tytułowe "kwiaty", z czego ostatnia (Part II) jest leciutko lepsza od poprzedniej. Obie poruszają ten sam temat i mają podobny wydźwięk, ale rzeczywiscie - prezentują coś troche innego. pierwsza jest jakby wstępem, oczekiwaniem przed wielkim finałem,jakim jest część druga. Najlepsze melodie i najwspanialszy tekst z całej płyty; nic lepszego nie mogłoby zwieńczyć tak udanego albumu.

Cóż... ATFH nie zapominają o garstce swych fanów, i od czterech lat przygotowywują nowe CD. Nie sądzę, zeby pobili swój debiut, bo tego już się lepiej zrobić nie da. Przez pół godziny można nauczyc się więcej niż przez trzy lata życia; nie oczekuje, ze tez to zrozumiecie, ale myślę, ze warto poswięcic tej płycie choćby jeden wieczór i dac porwać wirowi uczuć i emocji. Nie wiem nawet jaką dać skalę, bo nie moge dać wiecej niż jej 100%, wiec...

Moja ocena: 10/10
_________________
ZłyWzórPrzyczynyGaf
 
 
nitro 


Wiek: 22
Dołączył: 11 Lip 2005
Posty: 141
Skąd: Słupsk
Wysłany: 08-02-2007, 01:53   

O, a ja tez fan byly ratmu, mimo ze dzis tylko rap
Apropos, ratm reaktywuje sie w te wakacje :) zack ponoc wroci. Nic tylko czekac na goracy material. Aa, ja mam swoje ocenki hehe
1. BOMBTRACK OCENA: 9/10
2. KILLING IN THE NAMEOCENA: 8/10
3. TAKE THE POWER BACK – OCENA: 7/10
4. SETTLE FOR NOTHING – OCENA: 6/10
5. BULLET IN THE HEAD – OCENA: 10/10
6. KNOW YOUR ENEMY – . OCENA: 8/10
7. WAKE UP OCENA: 9/10
8. FISTFUL OF STEEL OCENA: 7/10
9. TOWNSHIP REBELLION OCENA: 7/10
10. FREEDOM OCENA: 10/10
ocena ogolna z 9 na 10..
p.s. ostatnio widzialem w empiku evil empire... za ...45 zl... szczeka opada, nawet elvis jest tanszy.. [;
_________________
"Wiesz, byłem tam gdzie Anioł szepcze w ucho, swą otuchą,
porwał mój ląd, lecz jak kustosz strzegłem swój krąg..."
 
 
 
Vallentine 


Wiek: 20
Dołączył: 28 Gru 2006
Posty: 359
Skąd: Monopolwe 24h
Wysłany: 08-02-2007, 01:58   

Super, Zack porzuci wyzwalanie uciśnionych misi Koala w Australijskim buszu! Qrde, kiedyś miałem ich dwie plyty, własnie Self-Titled i Battle for Los-Angeles, bardzo mi się spodobały... Jakos tak nie przepadam JUŻ za takim funko-metalem czy co to jest, ale cholernie szanuje cała ekipę z de la Rocą na czele.
_________________
ZłyWzórPrzyczynyGaf
 
 
nitro 


Wiek: 22
Dołączył: 11 Lip 2005
Posty: 141
Skąd: Słupsk
Wysłany: 09-02-2007, 13:48   

hehe to jest mieszanka 'punkrocku z hiphopem' jak w teleexpresie uslyszalem ; ]
_________________
"Wiesz, byłem tam gdzie Anioł szepcze w ucho, swą otuchą,
porwał mój ląd, lecz jak kustosz strzegłem swój krąg..."
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti
Modified by Devlock for Silent Hill Town Center
Powered by Silent Hill Fever
- recenzje anime