Jak i obiecałem...teraz podam wam parę wierszy, z mojej małej kolekcji (wierszy??!! )
Święty(nie)
Jestem święty! Nie? Święty! Tak!
Kocham zwierzęta! Strzelam do zwierząt!
Kocham je lecz na wspak!
Bo jestem święty! Nie! Święty! Tak!
Bo ja lubię kościół! Bo to krucjata nienawiści!
Krwi rzeki niewiernych, obyczaj morduje obyczaj!
Kocham heretyków! Są jak zwierzęta! Kocham ich zabijać! Marzenie pokoju się ziści!
Taki jestem ja, taki mój kapłan ma zwyczaj.
Święty, odznaczony przez świętych!
Misjonarze wyjdą na góry!
Ludzie nie zaznani z wiarą, śmiercią okrzykniętych!
Chrześcijaństwo tworzy przed nimi życia mury!
Bo czarnej skórze krew szatana spływa!
Bo białej krew łagodna...
Ale jak tu tępić gdy się diabeł ukrywa!
Krew białego zawsze będzie nie zmieszana dorodna!
Czasami zastanawia mnie fakt czy dobrze czynię!
Gdy te wszystkie dzieci z policzkami brzytwą ciętymi!
Gdy to wszystko czarne zamykam w czarne skrzynie!
Nie! Nie robię tego sam! Robię to ze świętymi!
Bo to wiara jest ważna!
Krzywo nań spojrzy heretyk!
Każda ta ręka odważna!
Zostanie ścięta nie przestrzegając etyk!
A ja zostanę znowu Świętym(nie)
I Bóg mi wynagrodzi moje cierpienie!
Bo ludzi zbawiam gryząc ich pięty!
I czekam samotnie na niebo wstąpienie!
Dalej:
Zły(niski)dobry Staruszek
Małe dziecko ciągnie smycz po podłodze,
Łańcuchy huśtawek tną powietrze z wrzaskiem,
Istota się panoszy w głodu, trwodze,
Buciki jeszcze przez chwilę, miotały się z piaskiem,
Łańcuchy jeszcze tańczyły, pełne przestrzeni,
Będą tańczyć zwalniając czasami,
Coś rozbłysło w kolorze czerwieni,
Coś zalśniło w słońcu, skończonymi latami,
krótkimi...krótkimi...krótkimi...
Podwórze ucichło, zalane szkarłatem,
Huśtawka już tylko wiatrem poruszana,
Sztywna rączka po ziemi ciągnięta, z zabawkowym gratem,
Muszą się dobrze ukryć, więc będą błądzić aż do rana,
Biografia dziecka na czwartej stronie zakończona,
Łańcuchy znów bujane rękami,
W czarnej chatce, cisza niezmącona,
Piasek znów sypie się na boki...odgarniany nowiutkimi nogami.
Nocne Morze
Gdzie słychać szum morski,
Blaskiem latarni złocony, spychany.
Gdzie piaskowe wydmy przysłaniają troski,
Gdzie umysłowe, a nie fizyczne goją się rany...
Spokojem rytmicznym fal uderza o uszy,
Nic się nie śpieszy, a piasek wita śmiało,
Nic się nie dzieje, ciszy nie kruszy,
Żywe istoty są, ale jest ich mało...
Blask światła uderza o skały nie ginąc w ich ciele,
Wpadając w fale spokojne, rozświetla i gasi świecę plażową,
Chodź drgnięć jest wiele,
Nic nie rozdziera ciszy, głośną, nerwową mową.
To wszystko tak piękne, nie skażone niczym...
Chronione przez Anioła w morzu skąpanego,
Lecz gdy do sześciu odliczy...
Nikt nie ujrzy już Morza Nocnego...
Aborcja
Mamusia nie miała zamiaru cię zabić,
Lecz to wszystko takie skomplikowane było,
Twoją śmiercią chciała siebie samą wybawić,
Na krótką chwilę jej ulżyło...
Ugrzęzłeś w miejscu zwanym „głowa”,
Czekałeś cicho, cierpliwie,
Teraz byłeś pamiątką, uciekła gdzieś twa fizyczna połowa,
Rodzina cię pielęgnowała właściwie.
Ta chwila, wreszcie matka twoja cię znalazła,
Razem ze łzami starała odrzucić,
Niestety niemożliwym by twoja forma w jej myślach zgasła,
Musisz zostać, nie możesz wrócić.
Może kiedyś, gdy zniknie twojej Matki życie,
A wtedy znikniesz pchany przez tajemnicę,
I gdzieś z dala od jej umysły, ukrycie,
Usiądziesz z tatusiem i będziesz wyznaczał na dywanie swoją własną ulicę...
Kurde no poprostu super.... Gratulacje artyzmu i nakłanieam cię do dalszedgo pisania
Najbardziej mi się podobał wiersz "Zły(niski)dobry Staruszek " te wseępki o łańcuhach aż sh mi zaleciało
_________________ Never Say Never, Because This Is...
Ostra rdzy melodia, uniosła sie jak iskry. Krople węgla potu.
Przygrywana przy wietrzanych piskach,on sam nadał jej status miotu.
Smętnie, ze znużeniem, nadzieją na aplauz żył. Niedorzeczne marzenie.
Publika wygasła, spektakl spalony. Dosłownie. Skazańcze jest to życzenie.
Życzenie, jakoby ze rdzy krzyków, ktoś radość mógł wynosić.
Czy może żwawo wyprostować nogi i o więcej prosić?
O świcie być obecnym, przy melodii narodzeniu.
Przy księżyca blasku, myśleć, o jej nagrodzeniu.
Zgoła o północy, zazdrościć tej części widowni, która nie raz korony drzew odziewała.
Ale życzenie to, wypaliło się. Dosłownie. Niczym iskra, kropla węgla potu...tak nagle. Dosłownie...
Abstrezja.
Widzę cię! Chcę! Nie widzę?! Widzę! Trzymaj się poręczy!
Mrah, Mrah - Cik. to dziwne prawda? Żółty przycisk.
Gdzie? Góra? Teraz wszystko jasne! Wciskaj!
Upadł? Złamałaś nogę taboretu! Napewno nic się nie stanie.
Uważaj na drzwi, uważaj na huk. Dziura w ścianie!
Gdzieżbym śmiał. Usiądź na pufie.
Nie łam długopisu. Nie kradnij landrynek! Zamknij się wreszcie.
Otwierasz drzwi? Kliknij. I?
Spójrz, kłódka, nie wejdziesz. Tyk.Tak.Tyk.Tak. Cik.
Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.Cik.
Czas idzie Kobieto. Księżno. Królowo.
Idź.
Ale kłódka?
Cik. Cik. Mrah.
Spójrz w dół i poznaj dziurę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum