| FAQ |  Szukaj |  Użytkownicy |  Grupy |  Download | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości |
  Użytkownik: Hasło:

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Devlock
31-08-2007, 03:35
Cmentarz dziecięcej wyobraźni
Autor Wiadomość
Church 

Wiek: 20
Dołączył: 23 Cze 2005
Posty: 6
Wysłany: 23-06-2005, 14:20   Cmentarz dziecięcej wyobraźni

Także stare powiadanko..niedokończone...może kiedyś? :roll:



Cmentarz dziecięcej wyobraźni


Chciała spytać się stojącej obok Barbary, czy możliwym jest, że po całym przepłakanym dniu, z oczu nic już nie wypłynie. Ale w tej sytuacji wydawało jej się to głupie.
Tak samo głupie, jak płacz wszystkich zebranych naokoło ludzi. Zdawali się sztucznymi maszynami, wylewającymi łzy, gdy tylko usłyszą słowo „śmierć”...Bum, dzisiaj płacz jutro śmiech. Jednak, nie mogła mieć do nich o to pretensji, w końcu zamordowanym nie był mąż żadnego ze zgromadzonych. Z wielką, wręcz niemożliwą chęcią, zamieniłaby się z nimi na miejsca. Stałaby wtedy, nad trumną kogoś innego, płacząc najgłośniej ze wszystkich, przy okazji dziękując Bogu, że nie płacze nad trumną nikogo bliskiego. Pragnienie to było tak ogromne, że przez chwilę zdawało jej się nawet, że jest na pogrzebie obcej osoby. Mało brakowało, a krzyknęłaby w przypływie nagłej radości. Ledwo zdołała powstrzymać się, zagryzając wewnętrzne strony policzków. Zrobiła to tak mocno, aż poczuła w ustach metaliczny posmak krwi oraz nieprzyjemne kłucie w okolicach ugryzienia. Mimo woli, język masował delikatnie rany, bawiąc się rozerwaną skórą. Zauważyła, że ból pomagał jej się uspokoić. Był w tej chwili niczym narkotyk...Lekarstwo na zapomnienie. Była teraz jedyną osobą prócz księdza, która nie płakała. Stała, wpatrując się tępo w pozłacany krzyż leżący na białej trumnie, która stała tak blisko wykopanego grobu, że niektórym zdawało się, iż zaraz wpadnie do prosto do środka. Lecz nic takiego się nie zdarzyło. Wszystko szło cały czas swoim, starym, ustalonym torem. Wszystko tak, jak miało być...tylko jej zagubione myśli starały się jakoś przedrzeć przez płacz ludzi, orkiestrę, udający entuzjazm głos księdza, oraz porozrzucane po całym cmentarzu, ciche pojękiwania znudzonych dzieci.
Przypomniał jej się teatr, do którego pierwszy raz, zabrali ją rodzice, gdy miała dziewięć lat. Pamiętała jak weszła na salę, wpatrzona z fascynacją w ogrom krwistoczerwonej kurtyny. Jak przechodząc między rzędami, szukając miejsca, rozglądała się naokoło, wpatrując się we wszystkie te roześmiane pary w wykwintnych strojach. Lecz najbardziej, podobał jej się występ aktorów. Stwierdziła wtedy, że jest to nawet lepsze niż telewizja, co spowodowało głośny śmiech obojga rodziców.
Teraz stojąc nad trumną, oglądając tą całą scenę pustej grozy, zdawało jej się, że widzi ludzi odgrywających jakieś dziwne przedstawienie. Nie zauważyła nawet kiedy trumna, w której leżało dwadzieścia trzy lata jej wspólnego życia z Albertem, znikła w paszczy cmentarnej ziemi. Nie zdążyła ostatni raz się pożegnać, ale teraz jeszcze wolała powrócić do czasów dzieciństwa. Potem, może znowu spojrzy na grób. Odczeka chwilę, która dla niego, będzie dość długą chwilą. A jeszcze tak niedawno, żegnała tutaj swojego syna.
----------------


Jakaś złośliwa istota zawładnęła jego myślami. Zawsze przemawiała tylko i wyłącznie jego głosem. Siedziała w jego głowie, niczym niechciany mol w szafie, zżerający ubrania. Zawsze była gotowa, czekała tylko na odpowiedni moment, potem, oddawała się spokojnie konsumpcji. Siedziała już tak od dawna, a siedział z nią...zamknięty.
„Kim było to dziecko?” „Kimże do cholery było i co robiło w moim domu?”
Dręcząca umysł nawet teraz, dwadzieścia cztery lat później.
Nie wiesz? Nie pamiętasz co ci powiedziało? Nie pamiętasz...ty słuchałeś tylko zrozpaczonego krzyku. Słuchałeś tylko jak wołało swoją matkę. Nadaremnie. I ty o tym wiedziałeś. Lecz nie przeszkadzało to twojemu ciału w przyjęciu ogromnej fali podniecenia.
-Zamknij się już! Zamknij wreszcie tę złośliwą gębę! Nie wiem o czym mówisz! Ja nie chcę...- Ryknął Albert, rzucając się na obita gąbką ścianę– Zwariuję przez ciebie! Błagam! Zamknij się! Zamknij!
Ty już jesteś wariatem Al. Cholernym zboczeńcem, inaczej nie zamknęli by cię tutaj.
Powinieneś się cieszyć, że ci towarzyszę. Zupełnie jak tamto dziecko, tyle, że ja o ciebie dbam.

-Nie jestem wariatem! Rozumiesz?! Nie jestem...nie mogę być.
Ależ gdybyś nie był, to byś nie wracał do domu. Prawda? Nie zabił byś tego chłopca?! Żal jest uczuciem, które następuje po skurwieniu życia. Tylko słabe dupki tak postępują.
Jedynie oczy, wbrew całemu ciału nie były zmęczone. W pokoju, gdzie panował nieprzenikniony mrok, można było usłyszeć tylko rozpaczliwe jęki drobnych promieni światła, usilnie starających wedrzeć się do środka. Gdyby tylko on mógł znaleźć się po drugiej stronie ściany...
Jest pewny, że gdyby tylko opuścił to przeklęte miejsce, opuścił by także gówno, wkradające się do jego głowy. Wszystko zaczęło się gdy tutaj trafił i wszystko się tutaj skończy. Opuści całe robactwo, dziurawiące jego umysł.
Nie ma potrzeby się wysilać Al. Ty już nie masz umysłu, ty masz mnie. Nie możesz od tak sobie mnie zostawić. Wiesz o tym! Po co te nadzieje? Po co to całe gówno?! Stąd nie ma wyjścia. Stąd wychodzą tylko ludzie z mózgiem, a nie jego pozostałościami.
Mężczyzna zachwiał się, wściekłe uczucie bezsilności, jakie nagle nim zawładnęło, rzuciło nim ponownie o ścianę.
-Zabiję cię ty kurwo! –zaskrzeczał, wtapiając swoje nienaturalne paznokcie w skórę, tworząc przy tym na czole znaki w kształcie pół księżyca- wydrapię cię z mojej głowy! Niczym jakiś pieprzony kot!
Więc czemu jeszcze tego nie zrobiłeś? Jestem z tobą już tyle lat...Który to już raz próbowałeś? Nie powinieneś się na mnie denerwować...to nie ja zjadłem twój mózg. Nie ja zjadłem twoje serce. Ja zjadam tylko ciało. Mózg oraz serce są zbyt brudne, ja tylko muszę siedzieć w głowie takiego kogoś jak ty. Ale nie martw się, lubimy się przecież. Nieprawdaż?
Słuchaj...-jęknął zrezygnowany- proszę...nie możesz po prostu odejść? Zostawić mnie tutaj...to będzie wystarczająca kara. Zgniję tutaj sam! Nie podtrzymuj mnie więcej przy życiu!- Mówił jej tak, aby się odczepiła, nie wiedział o co go ciągle oskarżała.
Istota milczała, a może to on nie mówił do siebie w myślach? Sam już nie wiedział...
Każdy dzień, który tu przebywał był niesamowitym koszmarem, a on wciąż żył. Wciąż czuć można wyczuć smród męki, która przepełniała pomieszczenie, w którym się znajdował.
Z którego nie mógł się wydostać. Małe pomieszczenie, czyżby pokój szpitalny, pomyślał Albert gdy znalazł się tu dawno temu. Teraz istota odeszła, wróci jutro...ale to teraz nieważne.
Ma długi czas na rozmyślanie, niezależnie od tego jak brudne będą jego myśli...Niezależnie od tego czy nie będą gorsze od tego złośliwego gówna. Albert myślał teraz tylko o lustrach, cieszył się w duchu, że ściany nie są lustrami, nie chciałby zobaczyć siebie. Nie po tylu latach, a już na pewno, nie w tym momencie. Nie po dniu, w którym spotkał to dziecko. Nie po tym, jak się dowiedział, że coś zżera jego ciało.
Zżera przez tyle lat...
Ile to już razy, jego wypełnione ciemnością oczy, starały się przedrzeć przez pustkę, jaka okrywała wszystko dookoła niego. Nie mógł orientować się w czasie, ale podejrzewał, że przebywał tutaj już bardzo długo. Na tyle długo, aby jego organizm zdecydował się na życie bez żadnych środków.
Wegetacja.
Jego myśli często skierowywane było w tą stronę, był niczym roślinka, której nie trzeba podlewać.
Wegetacja.
Tyle razy już rozmyślał nad wszelkimi możliwymi sposobami samobójstwa, ale o dziwo nie czuł, aż takiej depresji aby się ich podjąć. Ostatnim, najmniej bolesnym na jaki wpadł, było mozolne rwanie żył poszarpanymi paznokciami. Zdarzało mu się nad tym rozmyślać długimi czasy, ale nigdy się tego nie...
Podjąłeś! I całkiem dobrze, musisz tutaj siedzieć. Małe dziecko za karę staje w koncie, albo dostaje po dupie. Odczekaj swoją karę...
W głowie Alberta zatlił się mały płomyk nadziei, a jednak wyjdzie stąd, może nawet niedługo!
Karę dożywocia mój drogi...
----------------


1

Tym razem mroczna płachta, okalająca niewielki skrawek podłogi tuż obok fotela, rzeczywiście się poruszała. Uśmiechała się do niego, złośliwym odbiciem na ziemi. Wiedział, że od podejścia do niego, powstrzymywał ją tylko jego wzrok. Przerażony, pełen bólu, lecz także wzrok, w którym zachowało się wiele radosnych wspomnień. I to właśnie one, powstrzymywały ją, od jakiegokolwiek ruchu. Jego młody umysł działał instynktownie, nie pozwalając im się chodź na chwilę zamknąć. Drgały w rytmie nadawanym im przez płachtę. To nie mógł być...
...zwykły cień gówniarzu! Po to mnie zbudziłeś?!
Nie, zbudził ją po to, aby wreszcie sprawdziła, co naprawdę kryje się za fotelem. Ona zawsze wchodziła, darła się i już jej nie było. Podejrzewał, że sama nie była na tyle odważna, by przesiedzieć dłuższy czas z otwartymi oczyma. Gdyby chodź zajrzała za fotel, w końcu jest starsza od niego...
Ktoś mu kiedyś mówił, że starsi ludzie powinni być odważni, przynajmniej odważniejsi niż dzieci. Jego matka z pewnością miała już za sobą lata młodości.. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. A więc, czemu nie chciała zajrzeć za fotel, czemu zawsze gdy się na niego darła, na jej twarzy nie malowała się pogarda lecz przerażenie? Takie samo, jakie sam teraz odczuwał. Na pewno nie był to zwykły cień, ile razy jego matka zapalała światło, a on znikał...nie słuchała, że po zgaszeniu, już go tam nie było. Czekał, potem pojawiał się znów na swoim miejscu, budząc Danny’ego swymi rozpaczliwymi pojękiwaniami.
Ale...przecież Danny mógłby tam podejść, miałby ciągle otwarte oczy. Tak jak przez kilka ostatnich lat, wtedy chyba byłby bezpieczny...chyba. Gdyby to coś chciało zrobić mu krzywdę, to zapewne nie czekało by tyle lat.
Nie zamknę oczu, nie zamknę ich. Nie przymknę ich nawet na chwilę. Nawet, gdyby matka kazała mi je teraz zamknąć.
Nie wstawał. Gdzieś w głębi umysłu, inny głos, pełen wątpliwości, wymieniał całe masy scenariuszy śmierci, gdy jednak jego oczy zawiodą. Gdyby tylko włącznik światła był tuż obok jego łóżka, natychmiast by je zapalił, nie na długo, jego matka nie lubi, gdy on śpi przy zapalonym świetle, zawsze mówiła, że to dla jego dobra, tak samo jak te siniaki.
Bardzo chciałby już pójść spać, niestety, jego umysł związał mu usta krzykami jego matki uodpornił się na pokusę zawołania jej, nadzieja, która jeszcze niedawno łaskotała jego pękające serce, wyparowała. Czasami myślał, że nienawidziła go przez ten cień, może, gdyby nie pojawił się tamtej nocy, Danny miałby inne, lepsze życie. Miał dopiero dziesięć lat, a życie każdej nocy krzywdziło go coraz bardziej, gdyby tylko mógł tam podejść, zobaczyć to z bliska. Może nawet przekonać się, że naprawdę nic tam nie ma. Wiele było nocy, w których już prawie się na to zdecydował, niestety na tym się wszystko kończyło.
Przymknie oczy, zobaczy jak zareaguje cień, oby tylko nie zasnął, był już tak zmęczony, że zwykłe przymknięcie oczu, mogło do tego doprowadzić. Jeszcze chwilę przyglądał się drzwiom z nadzieją, że ktoś, byle kto, tylko nie jego matka, je otworzy, a potem...potem, mógłby tam podejść za niego. Uderzyła go ta niemoc, rozrywała jego jaźń, niczym dziób sępa, krążącego nad padliną. Przesiąknięte potem palce, zacisnęły się na posiwiałej pościeli, jakby tym gestem chciały dodać powiekom otuchy. Przymknął oczy z nadzieją, że potem powieki nie okażą się za ciężkie. Cisza, każda część jego ciała, każda cząstka, zdawała się nasłuchiwać. Jego ciało podzieliło się na miliony drobniutkich komórek, a każda starała się wyłapać cokolwiek z tej bariery ciszy, jaka nagle zawładnęła całym pomieszczeniem.
Cisza...
...martwa, zupełnie jak cień.
 
 
 
Sietra 
Administrator


Wiek: 24
Dołączył: 25 Sty 2005
Posty: 2056
Skąd: Silent Hill
Wysłany: 24-06-2005, 07:04   

Ciekawe opowiadanko, mam nadzieję, że kiedyś dokończysz ;) I witam na forum.
_________________
Have you seen a little girl around here?
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Style WoW created by Matti
Modified by Devlock for Silent Hill Town Center
Powered by Silent Hill Fever