Jako że w ostatnim czasie jestem w nadzwyczaj dobrym (zwłaszcza jak na mnie) nastroju, nie mam ochoty pisać żadnych dołujących wierszy, a innych mi się nie chce
Toteż postanowiłem zamieścić jeden z moich... a może właściwie jedyny mój wiersz, który jest pozytywny, oto on: ;p
Podróż
Gorące powietrze faluje powoli
A połyskujące złotem żelazne wstęgi
Drgają w upale, gdy zastygły czas stoi
W zielonej oazie, gdzie rdzawa sieć się kłębi
Tu wszystko śpi czekając, przez sen szumią drzewa
Słońce rozpala plątaninę bruzd żelaznych
Tu wśród motyli i kwiatów cisza rozbrzmiewa
A zapach smaru przypomina świetność czasów dawnych
W słonecznej pustce słychać głosy ożywione
To grupka przyjaciół, a może dobrych duchów
Dostrzegła trójokie spojrzenie roziskrzone
Łagodnego potwora w powolnym ruchu
Wyłonił się z cienia i przypełzł leniwie
Pociąg niczym ogromny wąż ze stali
Postacie weszły chłonąc chłód wnętrza chciwie
Drgnęło, już domy i drzewa zostały w dali
Przeszli na ostatni wagon, drewnianą platformę
Siedli w kole, zatopieni w blasku słońca
Muskani wiatrem śledzili ruchy drzew pozorne
I zielono-żółte łąki ciągnące się bez końca
W euforii słuchali swoich serc bicia
Cudownie nieustającego, jak stukot kół
Czuli się wieczni, a rzeczywistość pełna życia
Upajała ich zmysły, świat tańczył wokół
Słońce wolno na zachód ich prowadziło
Patrzyli ze wzgórza jak bogowie z olimpu
Na krętą rzeczkę płynącą doliną
I kępy rudych dachów na pagórkach kilku
Wielkie szachownice pól, dróżkami przecięte
Złote łany zbóż w promieniach słońca skąpane
Osady wiejskich chat czasem nietknięte
Tu sarna, tam zając w cieniu drzew schowane
Czerwień słońca twarze naszych przyjaciół mieniła
Roześmiane i szczęśliwe, jak twarze dzieci
Wtem jasność nagłemu mrokowi ustąpiła
Wilgotny zapach lasu ich nozdrza nęci
Cichy szelest liści głaszczących wagony
Stukoczących kół echo między drzewami
Tupot małych nóżek, czy to leśne gnomy?
Świergot ptaków zmieszany z elfimi śpiewami
Błogi szmer strumyczka między drzew korzeniami
Śmiechy nimf kąpiących się u jego źródła
Żywe drzew konary obwisłe nietoperzami
Zielonej magii i cienia kraina cudna
Światła pociągu przeświecają przez liście
Kompani w półmroku rozprawiają wesoło
W gąszczu stwór mlaskając zjada jagód kiście
Lecz las czarów sie kończy, już jaśnieje wkoło
Jaskrawa tarcza słońca chowa się za góry
Pociąg mknie z szumem po szarzejącej równinie
Pomarańczowy blask odbijają białe mury
Ognista łuna nieba stopniowo w mroku ginie
Już łąki i lasy w zupełną ciemność się zlały
Przyjaciele leżą na deskach lecz nie śpią
Patrzą tęsknie w niebo na wóz duży i mały
Gwiazdy tańczą radośnie w noc ciepłą i rześką
Stalowy wąż zwolnił z szacunku dla nocy
Wije się leniwie, gra świerszczy muzyka
Po czarnym nieboskłonie dumny Orion kroczy
Oni wzruszeni słuchają, jak kosmos oddycha
Czas stoi w miejscu; choć śmiertelni to wieczni
Ściskają tę chwilę w płomiennych objęciach
Już wagon jedzie pusty, a oni bezpieczni
Są karawaną gwiazd, co przemierza wszechświat...
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
No..
Super
Bardzo ładny wiersz i nawet go zrozumiałem ;p
A nawet kilka zdań nadaje się na mój opis do gg, bo fajnie brzmią
Nie wiem czy to komplement
Ostatni akapit jest chyba najładniejszy Tak fajnie to podsumowuje
Dobra bo gadam głupoty a się nie znam
Good work
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum