Wiek: 23 Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Kingdom of Heaven
Wysłany: 21-05-2005, 13:30
asd napisał/a:Wydaje mi się ,że fabuła z psychiatrykiem i zeshizowanym pacjentem jest najbardziej trafna i mam nadzieję ,że Konami przy nim zostanie...
Gdybyś czytał news'y Konami wiedział byś, że:
-Konami pracuje obecnie nad dwoma grami, SH 5 o którym narazie nic nie wiemy i drugą grą, której bohaterem będzie pacjęt szpitala psychiatrycznego, a ta informacja, że tak ma być z SH 5 była WWWWWWWIIIIIIIEEEEEEEEEELLLLLLLKKKKKKKKĄĄĄĄĄĄĄĄ gafą wypuszczoną przez daremną, beznadziejną gazetę ( specjalnie napisałem gazetę, a nie czasopismo, bo na takie miano zasługuje) jaką jest CDA
_________________ What dosent kill you makes you stronger !
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 27-05-2005, 13:21
No dobra, to pora na mój scenariusz, muahahahahaha!
Jednak zanim zaczniecie go czytać zaliczcie to oto opowiadanie, inaczej nie zrozumiecie głównych kwestii - Gniew (Made by Fałszywy Prorok)
Zaznaczam także że było toto pisane jakiś czas temu - Napisałem w sumie 11 części tego czegoś - Będę wrzucał kawałkami i niewykluczone że będę kontynuował pisanie, by dociągnąć sprawę do końca.
SILENT HILL 5: Wrath
Lekarz sądowy stanu Louisiana orzekł że morderczyni nie jest w pełni stabilna psychicznie. Powodem mordu były halucynacje i głosy które wyobrażała sobie sprawczyni w wyniku schizofrenii na którą choruje. Sąd stanu Louisiana skazał Heather Bowden za zamordowanie swego męża, Harrego Bowdena na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Sprawa zamknięta 2004-09-30
Heather obudziła się z koszmarnego snu. Jej ciało drżało zlane zimnym potem... Spojrzała na szary sufit swojej celi...
Od paru miesięcy znajdywała się w szpitalu psychiatrycznym niedaleko Silent Hill... Sąd miał skazać ją na dożywotni pobyt, jednak po jakimś czasie uznano, że jest stabilna psychicznie. Czas pobyto zmieniono więc do dwóch lat... Po odbyciu leczenia, miała zostać skierowana do więzienia stanowego w Luizjanie...
Heather Bowden zamordowała swojego męża...
Słyszała głosy w głowie, które kazały jej to zrobić. Setki potępieńczych głosów... Była zbyt słaba, żeby się przeciwstawić...
W końcu, 15 lipca 2004 roku wróciła do domu. Harry oglądał mecz... Byki kontra Lakersi... Ci pierwsi wygrywali...
Heather wzięła z garażu młotek do wbijania gwoździ, po czym weszła do środka...
Ciężki młotek, który wyjęła przed kilkoma minutami ze skrzyni na narzędzia, która znajdowała się w garażu, ściskała w prawej dłoni. Po drewnianym trzonie spływały strużki potu, jej własnego potu.
Harry siedział w fotelu przed telewizorem. Dźwięki meczu skutecznie zagłuszały odgłosy kroków za jego plecami. Mecz pochłaniał całą jego uwagę. Byki kontra Lakersi. Ci pierwsi przegrywali kilkoma punktami. Na ekranie Jordan właśnie rzucił z połowy, zdobywając trzy punkty. Trybuny, na których znajdowali się kibice bullsów ożyły, zamieniając się w falę złożoną z ludzkich rąk. Harry sam krzyknął ‘dobrze’. Bykom kibicował już od kilku lat. Jordan zaś był jego bożkiem.
Na płaskim kineskopie telewizora pojawiło się odbicie twarzy Heather.
- Przyszłaś przepr… - Odwracając głowę, urwał w pół słowa.
Uderzenie młotka pozbawiło go nosa. Na jego miejscu pojawiła się pulsująca przeraźliwym bólem strzaskana mieszanina mięsa i kości.
- Ty kurwo! - Wysyczał mężczyzna przez zaciśnięte z bólu zęby, upadając na podłogę.
Kobieta przeszła obok fotela, w którym przed chwilą siedział jej mąż, który w tej chwili zwijał się z bólu na podłodze. Klęczał podpierając się jedną ręką o ziemie. Krew zalewała jego twarz, i podłogę wokół niego. Zaszła go od tyłu.
-Tak! Jeszcze raz…!- Wrzeszczały głosy w jej głowie.
Przykucnęła, poczym z całej siły uderzyła młotkiem w plecy męża. Harry krzycząc z bólu padł na ziemię. Stracił czucie w nogach. Kręgi kręgosłupa, w które Heather uderzyła były zmiażdżone.
- Nie, proszę. Zostaw mnie.- Błagalny głos wydarł się z gardła mężczyzny. Zaczął się czołgać w stronę kuchni. Byle dalej od niej. Od swego oprawcy. Każdy zdobyty milimetr był dla niego sukcesem. Każdy ruch sprawiał mu niewyobrażalny ból. Ciągnąc po ziemi swe od pasa w dół sparaliżowane ciało zostawiał za sobą krwawy ślad. Potok krwi z twarzy płynął nieustannie, zalewając podłogę. Na twarzy kobiety wykwitł ironiczny uśmiech.
- Widzisz kochanie jak to role mogą się odwrócić.- Powiedziała ciągle się uśmiechając.
Ruszyła wolnym krokiem za posuwającym się powoli do przodu mężczyzną. Harry widząc z jeszcze większym zapałem ruszył w stronę kuchni. Jednak siły powoli go opuszczały. Wiedział, że to koniec. Wczołgał się do kuchni.’ Czy to nie śmieszne’- pomyślał-‘ Role mogą się odwrócić’.
Kobieta stanęła nad nim.
- Kocham Cię- Powiedziała, poczym młotek spadł na głowę mężczyzny.
Harrego ogarnęła ciemność.
Po śmierci Harry'ego głosy ustały. Nikt potem nie wierzył jej opowieściom.
30 września 2004 roku trafiła do szpitala psychiatrycznego im. Fredrika Kingwalla. Od tej pory prawie co noc dręczą ją koszmarne sny... Nie może wyrzucić z pamięci momentów, gdy dręczył ją jej mąż... Bił... Poniżał... Znęcał się... Mimo tego, Heather żałowała tego co zrobiła...
***
- Uff... To był tylko sen...
Wstała z łóżka po czym poszła do łazienki, żeby przepłukać twarz. Gdy wyszła z łazienki, oniemiała.
Bowiem drzwi jej celi były otwarte. W piżamie wymknęła się na korytarz... To była jej szansa na ucieczkę... Nie mogła jej zaprzepaścić...
Korytarze były puste... Zdziwiło to Heather, ponieważ pielęgniarki co pół godziny robiły obchód...
Jej zmysły były wyostrzone... Musiała być gotowa na szybką ucieczkę w razie napotkania siostry...
Jednak, po kilku minutach tułaczki po korytarzach nie napotkała nikogo. Właściwie miała wrażenie, że w szpitalu oprócz niej nie ma żadnej istoty ludzkiej...
Nagle, usłyszała kroki... Dochodziły z korytarza C.
Gdy weszła tam, o mało co nie zwymiotowała. Na podłodze były ślady krwi i mięsa.
-"Co się tutaj dzieje, do cholery?!" - pomyślała.
Ze strachem zaczęła podążać za śladami... Te prowadziły do gabinetu lekarskiego na końcu. Chciała z krzykiem stąd uciec, jednak coś zmuszało ją żeby iść za śladami... Jej pierwszą myślą było, że jakiś pacjent próbował uciec i teraz się wykrwawia.
-"Nie, to niemożliwe. Przecież wykrwawiając się nie może zostawiać kawałków mięsa...".
Ze strachem, Heather Bowden otworzyła drzwi do gabinetu lekarskiego...
Hmm hmm PH mi sie bardzo podoba . Wciąga i jest ładnie napisane, tak że dobrze sie czyta . Wrzucaj dalsze części i dokończ to opowiadanie, bo chciałabym je kiedyś doczytać do końca, na razie zaliczyłam tylko 5 części chyba .
_________________ "They've come to witness the Beginning. The rebirth of Paradise, despoiled by mankind"
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 28-05-2005, 16:08
...całe jej ciało drżało jak w agonii. Każdy mięsień był napięty...
Po lewej stronie znajdywał się stary zlew z wygiętą rurą, która sprawiała wrażenie, że zaraz złamie się i spadnie na podłogę. Na środku gabinetu stało biurko lekarza. Po jego lewej stronie stała biała stara lampka, a po prawej stos papierów, z pewnością kartoteka pacjentów.
Heather rozejrzała się. Nie zauważyła więcej śladów krwi.
Już miała wyjść, kiedy nagle usłyszała trzask.
Przerażona odwróciła się.
Zaczęła szukać źródła dźwięku.
Po paru sekundach rozglądania się jej uwagę przykuła duża, drewniana szafa.
Heather bała się, wiedziała, że coś strasznego się stanie. Trzaskanie było coraz głośniejsze...
-"Uciekaj stąd... Uciekaj..." - usłyszała jakby cichy szept w głowie.
Przerażona zaczęła cofać się w kierunku drzwi. Jej oblane potem gołe stopy jakby samoczynnie kierowały się do wyjścia...
Gdy ręka Heather dotknęła klamki, walenie ustało. Bowden odetchnęła z ulgą.
-"Co to do diabła było?"
Nie chciała jednak tego sprawdzać.
Odwróciła się i nacisnęła klamkę.
TRZASK!
-Aaaaaaaaah!!! - zawyła z przerażenia Heather.
Bowiem z szafy wyskoczyło coś przerażającego. Coś nieludzkiego. Takiego czegoś Heather nie widziała nawet w swoich najgorszych koszmarach.
Kupa długich połamanych kości i wiszących strzępków żył i mięśni, a wyżej masa mięsa owinięta w okrwawiony materiał przypominający solidny kaftan bezpieczeństwa. Po prawej stronie wystawała umięśniona obdarta ze skóry ręka zakończona ostrymi pazurami. W miejscu, gdzie maszkara powinna mieć głowę była ruszająca się kupa pulsującego mięsa i kawałków kości obrośniętych żyłami.
Bestia wydała dźwięk przypominający skrzyżowanie ryku nosorożca oraz ostatnich oddechów umierającego człowieka, po czym powoli zaczęła iść w kierunku Heather.
Ta, przerażona jak nigdy wcześniej nacisnęła klamka.
Jednak drzwi były zamknięte!
- T... Trzymaj się z daleka... Z dala ode mnie, do kurwy nędzy!
Bowden podbiegła do zlewu i chwyciła za rurę. Ta wyrwała się bez najmniejszego problemu.
Była gotowa do walki, do ocalenia własnego życia.
Monstrum zrobiło jeszcze parę kroków.
Heather uniosła rurę i uderzyło ją w miejsce, gdzie bestia powinna mieć głowę.
Potwór zaryczał i zachwiał się.
Heather ponownie zadała cios. Bestia upadła, jednak wciąż żyła.
Bowden zaczęła z całej siły okładać maszkarę po całym ciele. Po paru ciosach rura cała była w krwi i zgniłym mięsie.
Gdy bestia była martwa, Heather kopnęła ją z całej siły, żeby upewnić się, że na pewno nie żyje.
Nie żyła już.
- Co tu się do cholery dzieje?!
* * *
Bartol [Usunięty]
Wysłany: 28-05-2005, 17:30
Hmmm no całkiem fajne. Tylko ja bym to wrzucił do działu Fanart a nie tu (no co ja też chce troche ponarzekać :wink: )
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 01-06-2005, 03:31 SH5 - Moje plany
Wpierw wiadomość do Suavka zanim mnie opieprzy "TO DO FANARTU!!!" - Zamieszczam moje "dzieło" w dziale SH5, bowiem nie będzie to zwykłe opowiadanie - Będzie to mieszanka opowiadania oraz opisu lokacji, zagadek etc. Więc proszę bez krzyków i przenoszenia tego na siłę do sekcji FANART
OK pora wrzucać ten szajs i iść spać :mrgreen:
W jednym poście trzy części! :mrgreen:
!!!WAŻNE!!! Wpierw czytnijcie opowiadanie Proroka - GNIEW , bowiem bez tego nie zrozumiecie fundamentalnych kwestii fabuły!!!
O i jeszcze uwaga dla czepialskich - Zanim zaczniecie się pytać dlaczego nie wymyśliłem tego sam tylko rozwijam czyiś pomysł powiem wam jedno - BARDZO podobało mi się to opowiadanie. :mrgreen:
---
SILENT HILL 5: Wrath
Lekarz sądowy stanu Louisiana orzekł że morderczyni nie jest w pełni stabilna psychicznie. Powodem mordu były halucynacje i głosy które wyobrażała sobie sprawczyni w wyniku schizofrenii na którą choruje. Sąd stanu Louisiana skazał Heather Bowden za zamordowanie swego męża, Harrego Bowdena na dożywotni pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Sprawa zamknięta 2004-09-30
Heather obudziła się z koszmarnego snu. Jej ciało drżało zlane zimnym potem... Spojrzała na szary sufit swojej celi...
Od paru miesięcy znajdywała się w szpitalu psychiatrycznym niedaleko Silent Hill... Sąd miał skazać ją na dożywotni pobyt, jednak po jakimś czasie uznano, że jest stabilna psychicznie. Czas pobyto zmieniono więc do dwóch lat... Po odbyciu leczenia, miała zostać skierowana do więzienia stanowego w Luizjanie...
Heather Bowden zamordowała swojego męża...
Słyszała głosy w głowie, które kazały jej to zrobić. Setki potępieńczych głosów... Była zbyt słaba, żeby się przeciwstawić...
W końcu, 15 lipca 2004 roku wróciła do domu. Harry oglądał mecz... Byki kontra Lakersi... Ci pierwsi wygrywali...
Heather wzięła z garażu młotek do wbijania gwoździ, po czym weszła do środka...
Ciężki młotek, który wyjęła przed kilkoma minutami ze skrzyni na narzędzia, która znajdowała się w garażu, ściskała w prawej dłoni. Po drewnianym trzonie spływały strużki potu, jej własnego potu.
Harry siedział w fotelu przed telewizorem. Dźwięki meczu skutecznie zagłuszały odgłosy kroków za jego plecami. Mecz pochłaniał całą jego uwagę. Byki kontra Lakersi. Ci pierwsi przegrywali kilkoma punktami. Na ekranie Jordan właśnie rzucił z połowy, zdobywając trzy punkty. Trybuny, na których znajdowali się kibice bullsów ożyły, zamieniając się w falę złożoną z ludzkich rąk. Harry sam krzyknął ‘dobrze’. Bykom kibicował już od kilku lat. Jordan zaś był jego bożkiem.
Na płaskim kineskopie telewizora pojawiło się odbicie twarzy Heather.
- Przyszłaś przepr… - Odwracając głowę, urwał w pół słowa.
Uderzenie młotka pozbawiło go nosa. Na jego miejscu pojawiła się pulsująca przeraźliwym bólem strzaskana mieszanina mięsa i kości.
- Ty kurwo! - Wysyczał mężczyzna przez zaciśnięte z bólu zęby, upadając na podłogę.
Kobieta przeszła obok fotela, w którym przed chwilą siedział jej mąż, który w tej chwili zwijał się z bólu na podłodze. Klęczał podpierając się jedną ręką o ziemie. Krew zalewała jego twarz, i podłogę wokół niego. Zaszła go od tyłu.
-Tak! Jeszcze raz…!- Wrzeszczały głosy w jej głowie.
Przykucnęła, poczym z całej siły uderzyła młotkiem w plecy męża. Harry krzycząc z bólu padł na ziemię. Stracił czucie w nogach. Kręgi kręgosłupa, w które Heather uderzyła były zmiażdżone.
- Nie, proszę. Zostaw mnie.- Błagalny głos wydarł się z gardła mężczyzny. Zaczął się czołgać w stronę kuchni. Byle dalej od niej. Od swego oprawcy. Każdy zdobyty milimetr był dla niego sukcesem. Każdy ruch sprawiał mu niewyobrażalny ból. Ciągnąc po ziemi swe od pasa w dół sparaliżowane ciało zostawiał za sobą krwawy ślad. Potok krwi z twarzy płynął nieustannie, zalewając podłogę. Na twarzy kobiety wykwitł ironiczny uśmiech.
- Widzisz kochanie jak to role mogą się odwrócić.- Powiedziała ciągle się uśmiechając.
Ruszyła wolnym krokiem za posuwającym się powoli do przodu mężczyzną. Harry widząc z jeszcze większym zapałem ruszył w stronę kuchni. Jednak siły powoli go opuszczały. Wiedział, że to koniec. Wczołgał się do kuchni.’ Czy to nie śmieszne’- pomyślał-‘ Role mogą się odwrócić’.
Kobieta stanęła nad nim.
- Kocham Cię- Powiedziała, poczym młotek spadł na głowę mężczyzny.
Harrego ogarnęła ciemność.
Po śmierci Harry'ego głosy ustały. Nikt potem nie wierzył jej opowieściom.
30 września 2004 roku trafiła do szpitala psychiatrycznego im. Fredrika Kingwalla. Od tej pory prawie co noc dręczą ją koszmarne sny... Nie może wyrzucić z pamięci momentów, gdy dręczył ją jej mąż... Bił... Poniżał... Znęcał się... Mimo tego, Heather żałowała tego co zrobiła...
***
- Uff... To był tylko sen...
Wstała z łóżka po czym poszła do łazienki, żeby przepłukać twarz. Gdy wyszła z łazienki, oniemiała.
Bowiem drzwi jej celi były otwarte. W piżamie wymknęła się na korytarz... To była jej szansa na ucieczkę... Nie mogła jej zaprzepaścić...
Korytarze były puste... Zdziwiło to Heather, ponieważ pielęgniarki co pół godziny robiły obchód...
Jej zmysły były wyostrzone... Musiała być gotowa na szybką ucieczkę w razie napotkania siostry...
Jednak, po kilku minutach tułaczki po korytarzach nie napotkała nikogo. Właściwie miała wrażenie, że w szpitalu oprócz niej nie ma żadnej istoty ludzkiej...
Nagle, usłyszała kroki... Dochodziły z korytarza C.
Gdy weszła tam, o mało co nie zwymiotowała. Na podłodze były ślady krwi i mięsa.
-"Co się tutaj dzieje, do cholery?!" - pomyślała.
Ze strachem zaczęła podążać za śladami... Te prowadziły do gabinetu lekarskiego na końcu. Chciała z krzykiem stąd uciec, jednak coś zmuszało ją żeby iść za śladami... Jej pierwszą myślą było, że jakiś pacjent próbował uciec i teraz się wykrwawia.
-"Nie, to niemożliwe. Przecież wykrwawiając się nie może zostawiać kawałków mięsa...".
Ze strachem, Heather Bowden otworzyła drzwi do gabinetu lekarskiego... Całe jej ciało trzęsło się jak w agonii. Każdy mięsień był napięty...
Po lewej stronie znajdywał się stary zlew z wygiętą rurą, która sprawiała wrażenie, że zaraz złamie się i spadnie na podłogę. Na środku gabinetu stało biurko lekarza. Po jego lewej stronie stała biała stara lampka, a po prawej stos papierów, z pewnością kartoteka pacjentów.
Heather rozejrzała się. Nie zauważyła więcej śladów krwi.
Już miała wyjść, kiedy nagle usłyszała trzask.
Przerażona odwróciła się.
Zaczęła szukać źródła dźwięku.
Po paru sekundach rozglądania się jej uwagę przykuła duża, drewniana szafa.
Heather bała się, wiedziała, że coś strasznego się stanie. Trzaskanie było coraz głośniejsze...
-"Uciekaj stąd... Uciekaj..." - usłyszała jakby cichy szept w głowie.
Przerażona zaczęła cofać się w kierunku drzwi. Jej oblane potem gołe stopy jakby samoczynnie kierowały się do wyjścia...
Gdy ręka Heather dotknęła klamki, walenie ustało. Bowden odetchnęła z ulgą.
-"Co to do diabła było?"
Nie chciała jednak tego sprawdzać.
Odwróciła się i nacisnęła klamkę.
TRZASK!
-Aaaaaaaaah!!! - zawyła z przerażenia Heather.
Bowiem z szafy wyskoczyło coś przerażającego. Coś nieludzkiego. Takiego czegoś Heather nie widziała nawet w swoich najgorszych koszmarach.
Kupa długich połamanych kości i wiszących strzępków żył i mięśni, a wyżej masa mięsa owinięta w okrwawiony materiał przypominający solidny kaftan bezpieczeństwa. Po prawej stronie wystawała umięśniona obdarta ze skóry ręka zakończona ostrymi pazurami. W miejscu, gdzie maszkara powinna mieć głowę była ruszająca się kupa pulsującego mięsa i kawałków kości obrośniętych żyłami.
Bestia wydała dźwięk przypominający skrzyżowanie ryku nosorożca oraz ostatnich oddechów umierającego człowieka, po czym powoli zaczęła iść w kierunku Heather.
Ta, przerażona jak nigdy wcześniej nacisnęła klamka.
Jednak drzwi były zamknięte!
- T... Trzymaj się z daleka... Z dala ode mnie, do kurwy nędzy!
Bowden podbiegła do zlewu i chwyciła za rurę. Ta wyrwała się bez najmniejszego problemu.
Była gotowa do walki, do ocalenia własnego życia.
Monstrum zrobiło jeszcze parę kroków.
Heather uniosła rurę i uderzyło ją w miejsce, gdzie bestia powinna mieć głowę.
Potwór zaryczał i zachwiał się.
Heather ponownie zadała cios. Bestia upadła, jednak wciąż żyła.
Bowden zaczęła z całej siły okładać maszkarę po całym ciele. Po paru ciosach rura cała była w krwi i zgniłym mięsie.
Gdy bestia była martwa, Heather kopnęła ją z całej siły, żeby upewnić się, że na pewno nie żyje.
Nie żyła już.
- Co tu się do cholery dzieje?!
* * *
LOKACJA: SZPITAL PSYCHIATRYCZNY IM. FREDRIKA KINGWALLA
Szpital, do którego trafiła nasza bohaterka po zamordowaniu męża.
Korytarze byłyby klaustrofobicznie ciasne (Coś podobnego do Woodside, tyle że w bardziej szpitalnym klimacie). Zdarzałyby się i owszem normalne korytarze przypominające te z Brookhaven (Tyle że dłuższe), jednak byłoby ich niewiele.
Oczywiście byłyby tu smaczki w stylu notatek o pojebach, pamiętników wariatów, napisów nabazgranych krwią itp.
Centralnym punktem lokacji byłoby duże pomieszczenie z mnóstwem drzwi prowadzących do różnych sekcji szpitala. Byłoby też tam wyjście, ale niestety, okaże się, że "It's look the lock is broken. I can't get this doors open"... Tak więc, Heather musi jakoś inaczej się stąd wydostać...
W pierwszej lokacji nie byłoby żadnej zagadki logicznej. Owszem, byłoby parę miejsc, w którym trzeba znaleźć klucze i pootwierać różnych drzwi, ale rzeczy takich jak monety z apartamentów czy odgadnięcie kodu nie byłoby.
A jeśli o potworki chodzi, to Heather spotykała by na razie tylko "Pacjentów"
W końcu, Heather ponownie wróciłaby do korytarza, gdzie była jej cela (Po znalezieniu klucza do niego...)
* * *
...Heather otworzyła kluczem drzwi do korytarza, gdzie znajdowała się jej cela. Jakaś siła mówiła jej, żeby tam wróciła. Bowden nie wiedziała, czy po prostu nie potrafiła się jej przeciwstawić czy też czuła, że powrót do jej celi sprawi, że stanie się coś, co pozwoli jej uciec z tego miejsca...
Na korytarzu tym nie napotkała żadnego z tych koszmarnych potworów. Nie mogła wyrzucić z pamięci obrazów tych cierpiących, zdeformowanych owiniętych w kaftan ciał...
Znalazła się w swojej celi... Wzięła leżące na szafce obok łóżka ubranie [W tym momencie zmienia się strój głównej bohaterki - Zamiast piżamy wdzieje szare spodnie dżinsowe i czarny sweter - dop. aut].
Po chwili, weszła do łazienki... Znowu musiała przemyć twarz...
- Heather... Dlaczego...
Bowden przerażona odsunęła się od lustra. Bowiem, w nim zamiast jej twarzy widziała... Zmasakrowaną twarz Harry'ego!
- Ahhh! - Heather potwornie rozbolała głowa. Ból był potworny, miała wrażenie, że zaraz jej głowa rozerwie się i kawałki szarej substancji pokryją ściany łazienki. Było to uczucie, jakby ktoś wiercił jej dziury w mózgu...
Po chwili zemdlawszy, upadła na ziemię...
---
Jak skomentujecie co nieco wrzucę resztę (To brzydko stawiać posty jeden za drugim )
A teraz pora spać.
DOBRANOC PAŃSTWU!!! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
sama historia ciekawa i dobrze opowiedziana, ale momętami bliźniaczo podobna do Silent Hilla 2(motyw zabicia współmałżonka, a czytając opis spodkania z pierwszym potworem miałem wrazenie jakbym znowu widział Jamesa idącego po sladach krwi do małego pomieszczenia z kąd wyrywa on deske w celu unicestwienie potwora który przeciez tez chodził jakby miał kaftan i pluł gazem:p)
_________________ "Bombs are flying.
People are dying.
Children are crying, politicians are lying, too.
Cancer is killing.
Texaco's spilling.
The whole world's gone to hell, but how are you?"
No, więc historia zaczynałaby się w miasteczku sąsiadującym z Silent Hill(nie chce mi się wymyślać nazw, więc przyjmijmy ze owe miasto nazywa się ”zabita dechami dziura ” :p)
W owym miasteczku żyje sobie szczęśliwa rodzina. Matka, ojciec, 17 letni syn imieniem Kurt i 15 córka. Pewnego dnia Kurta nawiedza koszmar, śni mu się, ze jest w Sileni Hill nawiedzonym przez 3 potwory. Chłopak pokonuje monstra, jednak po śmierci potwory zamieniają się w jego matkę, ojca i siostrę, z krzykiem zrywa się ze snu, w tym momęcie do jego pokoju wpada oddział policyjny i zgarnia go na komisariat pod zarzutem brutalnego morderstwa swojej rodziny.
Na komisariacie przesłuchiwany jest przez młodą (dodajmy ze atrakcyjną dwudziesto letnią) policjantkę Alice (skojarzenia z pewną psychodeliczną gierką mile widziane :p). Nagle w Sali przesłuchań zaczyna migać światło, zaniepokojona Alice wychodzi żeby sprawdzić co się dzieje, jej oczom ukazuje się przerażający widok, okazuje się ze prawie wszyscy zostali wymordowani przez dziwne monstra. Niewiele myśląc Alice skuwa Kurta kajdankami, bierze jakąś broń i razem uciekają do radiowozu, zaczynają uciekać przed pojawiającymi się z nikąd potworami, nie wiedząc, co się dzieje oboje uciekają, pech chciał ze wszystkie drogi są tajemniczo zamknięte, prócz jednej, drogi prowadzącej do Sileni Hill…..
Na miejscu spostrzegają(jak zresztą wszyscy niedzielni turyści trafiający w to miejsce) ze miasto jest całkowicie wyludnione, nie licząc potworów, Kurt nalega na wypuszczenie, jest zdeterminowany dowiedzieć się, kto zabił jego rodzinę, a wygląda na to, że odpowiedzi skrywa to opuszczone miasto. Alice (nie chętnie) zgadza się, gdyż pomimo czynu, który, rzekomo uczynił, Kurt wzbudza w niej zaufanie, nie wygląda na psychopatę i może posługiwać się bronią.
Co to za potwory? Czy Kurt naprawdę zabił swoją rodzinę? Co za tajemnice czekają na dwójkę samotnych bohaterów? Odpowiedzi poznacie jak będzie mi się chciało pisać dalej:p
Jeszcze kilka słów wyjaśnień: Kurt jak większość nastolatków nadużywałby wulgaryzmów(na komisariacie na widok stworów nie mówiłby „o nie to okropne”, ale raczej „CO to ma do kurwy nędzy być”) i bardzo często wykazywałby się lekkomyślnością. Alice początkowo nie ufna powoli zaczęłaby ufać Kurtowi. Morderca jego rodziny pozostaje zagadką, tak właściwie to gracz miałby do końca nie być pewny czy to Kurt zabił, czy ktoś inny, czy może ktoś zesłał na niego wizje żeby on pozabijał swoją rodzinę lub chłopak zrobił to z zimną krwią, gracz miałby być niepewny, co do wszystkiego, a najdziwniejsze było by to ze potwory w jakiś sposób starają się skierowac Kurta i jego towarzyszkę w odpowiednie miejsca(przykładowo zagradzają wszystkie drogi po za tą do Silent Hill by ci udali się właśnie tam). Jeszcze jedno, to tylku suche przedstawienie fabuły które wymagało by jeszcze doszlifowania przez panóiw z Konami:p
_________________ "Bombs are flying.
People are dying.
Children are crying, politicians are lying, too.
Cancer is killing.
Texaco's spilling.
The whole world's gone to hell, but how are you?"
Kenny napisał/a:No, więc historia zaczynałaby się w miasteczku sąsiadującym z Silent Hill(nie chce mi się wymyślać nazw, więc przyjmijmy ze owe miasto nazywa się ”zabita dechami dziura ” :p)
W owym miasteczku żyje sobie szczęśliwa rodzina. Matka, ojciec, 17 letni syn imieniem Kurt i 15 córka. Pewnego dnia Kurta nawiedza koszmar, śni mu się, ze jest w Sileni Hill nawiedzonym przez 3 potwory. Chłopak pokonuje monstra, jednak po śmierci potwory zamieniają się w jego matkę, ojca i siostrę, z krzykiem zrywa się ze snu, w tym momęcie do jego pokoju wpada oddział policyjny i zgarnia go na komisariat pod zarzutem brutalnego morderstwa swojej rodziny.
Na komisariacie przesłuchiwany jest przez młodą (dodajmy ze atrakcyjną dwudziesto letnią) policjantkę Alice (skojarzenia z pewną psychodeliczną gierką mile widziane :p). Nagle w Sali przesłuchań zaczyna migać światło, zaniepokojona Alice wychodzi żeby sprawdzić co się dzieje, jej oczom ukazuje się przerażający widok, okazuje się ze prawie wszyscy zostali wymordowani przez dziwne monstra. Niewiele myśląc Alice skuwa Kurta kajdankami, bierze jakąś broń i razem uciekają do radiowozu, zaczynają uciekać przed pojawiającymi się z nikąd potworami, nie wiedząc, co się dzieje oboje uciekają, pech chciał ze wszystkie drogi są tajemniczo zamknięte, prócz jednej, drogi prowadzącej do Sileni Hill…..
Na miejscu spostrzegają(jak zresztą wszyscy niedzielni turyści trafiający w to miejsce) ze miasto jest całkowicie wyludnione, nie licząc potworów, Kurt nalega na wypuszczenie, jest zdeterminowany dowiedzieć się, kto zabił jego rodzinę, a wygląda na to, że odpowiedzi skrywa to opuszczone miasto. Alice (nie chętnie) zgadza się, gdyż pomimo czynu, który, rzekomo uczynił, Kurt wzbudza w niej zaufanie, nie wygląda na psychopatę i może posługiwać się bronią.
Co to za potwory? Czy Kurt naprawdę zabił swoją rodzinę? Co za tajemnice czekają na dwójkę samotnych bohaterów? Odpowiedzi poznacie jak będzie mi się chciało pisać dalej:p
Jeszcze kilka słów wyjaśnień: Kurt jak większość nastolatków nadużywałby wulgaryzmów(na komisariacie na widok stworów nie mówiłby „o nie to okropne”, ale raczej „CO to ma do kurwy nędzy być”) i bardzo często wykazywałby się lekkomyślnością. Alice początkowo nie ufna powoli zaczęłaby ufać Kurtowi. Morderca jego rodziny pozostaje zagadką, tak właściwie to gracz miałby do końca nie być pewny czy to Kurt zabił, czy ktoś inny, czy może ktoś zesłał na niego wizje żeby on pozabijał swoją rodzinę lub chłopak zrobił to z zimną krwią, gracz miałby być niepewny, co do wszystkiego, a najdziwniejsze było by to ze potwory w jakiś sposób starają się skierowac Kurta i jego towarzyszkę w odpowiednie miejsca(przykładowo zagradzają wszystkie drogi po za tą do Silent Hill by ci udali się właśnie tam). Jeszcze jedno, to tylku suche przedstawienie fabuły które wymagało by jeszcze doszlifowania przez panóiw z Konami:p
Właśnie nad takim czymś myślałem, za***ista sprawa, takie sh 5 chciałbym widzieć. Kurde może by im taki pomysł wyslać albo cus
Od moderatora: Nie cytuj całych postów znajdujących się bezpośrednio nad twoim! W dodatku takich długich... Poprawić to proszę
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 01-06-2005, 15:08
- Heather! Co ty robisz z tym mięsem?!
- Gotuję obiad kochanie...
- Ale obiad jeszcze nie gotowy.
- Jak to nie gotowy? Co to ma znaczyć?
- To człowiek haruje całymi dniami... żeby suka miała dobrze, żeby miała, co żreć, kocha, szanuje. A ona tak mu się odwdzięcza!
- Zaraz cię nauczę mnie szanować...
- Nóż...
- Co do cholery ro... Aaaaaaah!!! Ty suko!
- ...nie! Nie... Zostaw mnie, błaga...
* * *
Heather obudziła się. Nadal bolała ją głowa, jednak ból był o wiele mniejszy. Nie oznacza, to, że jej nie dokuczał. Przed oczami, miała mgiełkę... Jednak przez nią mogła zauważyć, że wszystko wyglądało inaczej niż wcześniej...
- Aaaaaaaah!
Tam gdzie powinno stać lustro wisiały zmasakrowane obdarte ze skóry zwłoki. Heather spojrzała pod nogi. Zamiast podłogi wyłożonej linoleum stała na metalowej zakrwawionej kracie. A pod nią czarna, bezdenna otchłań...
Rozejrzała się wokoło.
Zamiast białych ścian ujrzała brązowe z plamami krwi... Świeżej, ściekającej krwi...
- Co do cholery się stało?! Czy to wszystko to kolejny koszmar?! Chcę się obudzić!
* * *
Tylko ci, którzy nie grali w SILENT HILL nie wiedzą, że chodzi o...
* * *
LOKACJA: Zmieniony szpital psychiatryczny imienia Fredrika Kingwalla
No to coś o wystroju. Korytarze przypominałyby w pewnych miejscach alternatywny szpital Brookhaven w SH3. W pewnych miejscach ściany byłyby brązowe, w innych krwistoczerwone, a inne byłyby pulsującym czerwonym mięsem. Na szerszych korytarzach leżałyby wózki z przykrytymi ciałami... W wielu miejscach także wisiałyby przytwierdzone do ściany obdarte ze skóry ciała. Niektóre jeszcze by się ruszały i od czasu do czasu zajęczały ...
Jeśli chodzi o nowe potwory, to do normalnych pacjentów dołączyła by ich większa wersja, która w łapie dzierży dużą, obdartą ze skóry głowę na sznurze złożonym z pozlepianych fragmentów zgniłych kości, rozkładającego się mięsa, żył... Potwory te miałyby wytrzymałość mniej więcej na tym samym poziome co Closer. Byłyby również tak ślamazarne i powolne... Czyli najlepszą taktyką po prostu byłaby ucieczka...
Jeśli chodzi o nową broń, to mowa tu o pistolecie. Leżałby na łóżku Heather, a obok dwa magazynki.
Natomiast centralne pomieszczenie byłoby prawdziwym koszmarem. Na suficie wisiałoby mnóstwo zmasakrowanych ciał, niektóre w klatkach a'la Fresh Lips.
Tym razem, drzwi wyjściowe zamknięte byłyby na poczwórny zamek. Żeby go otworzyć trzeba byłoby przesunąć wajchy w czterech miejscach szpitala psychiatrycznego.
A jeśli chodzi o jakiś smaczek...
Otóż w normalnym szpitalu psychiatrycznym w którymś tam pokoju byłaby notatka o jakimśtam pacjencie, który nocami wali się wyłożone poduszkami ściany swojej izolatki, czasem też próbował popełnić samobójstwo.
No to przechodząc obok tej izolatki słyszelibyśmy potępieńcze wrzaski i dźwięki kolesia obijającego się o ściany. Po wejściu nie byłoby tam nikogo, ale gdyby Heather zbliżyła się do drzwi, z sufitu nagle spadłby powieszony na sznurze trup. Oprócz niego, spadłby także jego pamiętnik - Oczywiście niekompletny i z wieloma notatkami, które świadczyłyby, że lokator izolatki był totalnym wariatem. W pamiętniku Heather znalazłaby klucz (Key of Suicide) niezbędny do otworzenia jakichś ważnych drzwi.
Po rozwiązaniu zagadki z drzwiami, Heather wraca do głównego pomieszczenia...
* * *
Heather była już blisko postradania zmysłów... Ale również zbliżała się do wyjścia z tego koszmarnego miejsca. A jeśli świat na zewnątrz jest równie koszmarny? Bowden na razie o tym nie myślała. Chciała jak najszybciej wydostać się stąd.
Była już blisko drzwi prowadzących do pomieszczenia głównego, które teraz przypominało wielką rzeźnię... Dziesiątki ciał pozawieszanych na sznurach, stalowych klatkach... Heather dziwiła się, że jeszcze nie popełniła samobójstwa, byleby uciec od tego koszmaru... Nawet piekło byłoby lepszym miejscem...
TRZASK!
Bowden z wrzaskiem zrobiła kilka kroków do tyłu. Przed nią bowiem upadła klatka ze zmasakrowanymi zwłokami, które jednak były ubrane... Ubranie to wyglądało jak strój Harry'ego w dniu, gdy Heather go zamordowała...
Nagle, zwłoki lekko podniosły głowę:
- Dlaczego? Dlaczego to zrobiłaś?...
- Aaaaah!
Heather złapała się za głowę. Znowu rozsadzał ją ten sam straszny ból... Znowu upadła na podłogę...
* * *
- G... Gdzie ja jestem?
Bowden wstała i rozejrzała się. Szpital wyglądał normalnie - Te same białe ściany, ta same kafelki na podłodze...
- To przecież ten sam szpital psychiatryczny... Ale teraz wygląda normalnie...
Heather otworzyła drzwi naprzeciwko. Znalazła się w głównym pomieszczeniu. Na suficie nie wisały już ciała, podłoga była normalna. Skierowała się do wyjścia.
- "Proszę, otwórz się..."
Nacisnęła na klamkę...
Drzwi ustąpiły...
Heather nareszcie opuściła to koszmarne miejsce... Jednak to dopiero początek jej drogi przez koszmar...
Wiek: 23 Dołączył: 13 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Kingdom of Heaven
Wysłany: 01-06-2005, 15:10
O cholera, jak czytałem to, myślałem, że UMRĘ...ze śmiechu
Dobrze że nie pracujesz w Konami, bo jakby tak wyglądało SH 5, to było by to równoznaczne ze śmiercią tej serii, to jest fabuła dobra na "Scary Movie 4: Zemsta Kiczów" :mrgreen: , sory nie obraź się ale napisałem to co myślę
_________________ What dosent kill you makes you stronger !
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 01-06-2005, 15:53
Heather odetchnęła z ulgą. Po kilkudziesięciu sekundach, wyszła przez otwartą furtkę i opuściła teren szpitala.
Mgła... Gęsta i ograniczająca widoczność do kilku metrów... Mimo mgły Heather zorientowała się, że znajduje się w lesie.
Nagle, usłyszała cichy jęk i kroki kilka metrów przed sobą. Jęk sprawił, że podskoczyła. Po chwili uzbrojona w pistolet, zaczęła podążać leśną ścieżką.
Po kilkunastu krokach, ujrzała postać kilka metrów dalej. Z ulgą Heather zorientowała się, że ma człowiecze kształty.
Postać we mgle przeszła o kilka kroków dalej. Bowden zaczęła biec w jej kierunku.
- Hej! Poczekaj!
Człowiek jednak nie słuchał tego. Dalej szedł powolnym krokiem.
- Gdzie są wszyscy ludzie? Skąd tu taka mgła! Wyjaśnij mi do cholery, co się dzieje!
* * *
LOKACJA: Las
Po pierwsze, będzie mgła (Jak wcześniej wspomniałem )! DUŻO MGŁY!!!Oczywiście w tym lesie byłoby ograniczenie ruchu, niestety. Heather poruszałaby się wyznaczonymi ścieżkami (Każda próba zejścia z nich zakończyłaby się tekstem typu: "Wolę nie schodzić ze ścieżki. Nie chcę zabłądzić w tej mgle"). "Technika" poruszania się po lesie przypominałaby nieco tą w BWP. Ścieżki w pewnych miejscach rozwidlałyby się i łączyły z innymi.
* * *
Oki, Heather więc podąża za tajemniczą postacią we mgle, jednak ta po jakimś czasie znika. I wtedy zaczyna się jazda z potworami...
* * *
Nie będą to jednak "Pacjenci". Potwory z lasu nazwę "Drwale". Będą to człowiecze kreatury, których wygląd będzie kojarzył się z "bulwiastymi pielęgniarkami" z SH1. Ofkoz, "Drwale" będą bardziej zdeformowane (Mimo tego będzie dało się zauważyć cechy ludzkie). Na ich zdeformowanych twarzach będą (też zdeformowane ) zaszyte oczy i usta. Dodam także, że potwory będą miały dosyć spore piąchy, hehe. Jednak, oprócz piąch, niektóre bedą używały wielkiej siekiery obrośniętej pulsującymi żyłami, którą jednak będą atakowały szybciej niż nie-uzbrojeni drwale. Dodam także, że potwory będą poruszały się szybciej od ślamazarnych wariatów z wariatkowa...
* * *
No więc Heather po jakimś czasie natknie się na zniszczony most, a długą ścieżką, która jest niedaleko mostu dotrze do chatki leśniczego (Evil Dead? Nieeee... ) Tam znajdzie mapę lasu oraz pamiętnik leśniczego. Po zejściu do piwnicy (Gdzie nieoczekiwanie wyskoczy Drwal, żeby nas przestraszyć), natknie się na jakąś układankę. Obok będzie notatka z podpowiedzią. Po prawidłowym ułożeniu układanki, Heather usłyszy trzask na górze.
Znów pojawi się postać i oczywiście znów zacznie spierdalać. Dobiegniesz z nią do wcześniej zniszczonego mostu, który tym razem jest... cały! WOOOW!!!
OK. Teraz celem będzie dostanie się do SH. Trzeba będzie samemu znaleźć dobrą ścieżkę - Wiele z nich będzie zablokowanych...
* * *
A co do Metatrona i jego zdaniu że to kicz... Jeszcze sporo się tu tego znajdzie więc przygotuj się na duży atak śmiechu No ale zaznaczam że wszystko pisałem lekko na szybko bez wysilenia czerepu (Nie usprawiedliwiam się po prostu piszę jak było :mrgreen: ). No ale obiecuję że jak będę pisał coś nowego (Na razie wrzucam stary stuff) postaram się wymyśleć coś oryginalnego :wink:
no ja nad tą historią myslałem całe(o nie az tyle!!) 15 minut!! Ludzie z Konami mieli więcej czasu więc moze wymyslą cos jeszcze bardziej powalonego:p
_________________ "Bombs are flying.
People are dying.
Children are crying, politicians are lying, too.
Cancer is killing.
Texaco's spilling.
The whole world's gone to hell, but how are you?"
No z pewnością. To przecież tylko powierzchowne plany, a trzeba pomysleć nad szczegółami, np" jakiś artykuł w gazecie związany z wydarzeniami z poprzednich części itp.
_________________ Have you seen a little girl around here?
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 01-06-2005, 19:46
Hehe widzę że zamiast poważnych planów wyszła z tego swoista parodia... No ale i tak wrzucam, w końcu warto poprawiać ludziom humor :mrgreen:
Ah Metatron o ile wcześniej się zlewałeś, tu po prostu wybuchniesz ze śmiechu
* * *
Drzew i krzaków było coraz mniej. Duszę Heather rozdzierały dwa uczucia - Cieszyła się, że opuszcza ten koszmarny labirynt, ale też obawiała się, co czeka ją dalej.
Po kilkunastu krokach, kilka metrów przed sobą zauważyła tabliczkę. Podeszła do niej.
"PÓŁNOCNE SILENT HILL WITA"
* * *
Silent Hill... Miejsce, gdzie 34 lata temu, o godzinie 17:16, 3 lutego 1970 roku w szpitalu Alchemilla na świat przyszła Heather Fowler.
Jej matka zmarła 2 miesiące po porodzie z powodu wylewu.
Zawsze, gdy mała Heather pytała się taty, gdzie jest mamusia, ten odpowiadał jej:
- W niebie, córeczko... I pilnuje, żeby nic złego ci się nie stało.
Ojciec Heather, Chris kochał ją bardzo. Była oczkiem w jego głowie... Zawsze, gdy miała jakieś problemy, tata pomagał jej, a gdy była smutna, zawsze pocieszał.
Mimo śmierci matki, Heather miała wspaniałe dzieciństwo przypominające bajkę. Otoczona była mnóstwem przyjaciół, z którymi spędzała mnóstwo czasu. Z nauką też nie miała problemów - Zawsze na koniec roku miała wysoką średnią.
W wieku 17 lat w drugiej klasie liceum zdarzyło się coś, co na zawsze odmieniło jej życie... Poznała jego... Harry'ego Bowdena. To była miłość od pierwszego wejrzenia... Zresztą z wzjajemnością...
Był zabójczo przystojny, mądry, inteligenty... Po prostu idealny, jakby stworzony dla Heather...
* * *
Dnia 15 sierpnia 1994 roku, Heather wróciła wieczorem do domu po zakupach z przyjaciółkami...
- Tato, wróciłam do domu... Kupiłam też tę rzecz, o którą mnie prosiłeś...
- Tato...
Odpowiedziała jej cisza...
- Tato?
- Tato?!
Heather weszła do sypialni ojca.
W tym momencie, jej ciało przeszył impuls przerażenia. Nogi się pod nią ugięły, o mało nie straciła przytomności...
Bowiem na łóżku w kałuży krwi leżał jej ojciec.
- Tato!!!
Podbiegła do łóżka. Christopher Fowler miał przeciętą tętnicę.
- Tato!!!
Heather klęknęła obok ciała martwego ojca, oparła głowę o jego zimną i dłoń i zapadła w głęboką rozpacz.
* * *
Późniejsze śledztwo wykazało, że był to napad rabunkowy. Bowiem zostały wyniesione telewizor w pokoju Heather, odtwarzacz płyt CD oraz kilka złotych pucharów, które wcześniej Christopher zdobył w olimpiadach szkolnych. Sprawców nigdy nie odnaleziono.
Parę miesięcy po tym zdarzeniu, Heather wyprowadziła się wraz z Harry'm z Silent Hill. Daleko, od tego miejsca, które teraz było dla niej synonimem smutku i rozpaczy po śmierci ojca.
Obydwaj zamieszkali w domu z garażem na przedmieściach Morton, półmilionowego miasteczka.
* * *
18 lipca 1996 roku Heather wzięła ślub z Harry'm. Zmieniła nazwisko Fowler na Bowden. Przez pierwszych kilka miesięcy jej życie z mężem toczyło się jeszcze normalnie. Lecz rok później, nieoczekiwanie zamieniło się w koszmar...
* * *
- Witaj ponownie, Heather... Miło cię znowu spotkać...
Spokojny, męski głos wyrwał ją z zamyślenia. Kilka metrów przed sobą zobaczyła ubranego w niebieskie spodnie dżinsowe i szary polar człowieka. Z jego twarzy można było wywnioskować, że był po pięćdziesiątce. Wydawała się ona Heather dziwnie znajoma...
- Dzięki Bogu, nareszcie jakiś człowiek! Czy możesz powiedzieć mi, co tu się dzieje?
- Ale o co chodzi Heather? - głos mężczyzny nadal był spokojny.
- Wszyscy ludzie zniknęli! Pojawiły się jakieś dziwne monstra! No i ta mgła! Skąd się wzięła?
- Niech nie interesuje cię mgła... Pomówmy co nieco o tobie...
- Kim ty do cholery jesteś?! - Zachowanie tego człowieka wydawało się Bowden co najmniej dziwne. Ta wszechobecna mgła, dziwne zniekształcone kreatury... Doprowadzało ją to do szału, a tym czasem mężczyzna był spokojny, jakby nie zauważył tego, co dzieje się wokół nich.
- Nie pamiętasz mnie?
- Czy to wszystko? Czy to cała historia?
- Tak doktorze
- A głosy? Czy nadal je słyszysz?
- Ustały. Wtedy gdy Harry zginął, zniknęły.
- Dlaczego to zrobiłaś Heather? Dlaczego...
- B... Był pan moim psychiatrą w szpitalu Henill...
- Tak... Doktor Jonathan Steinberg... A jednak pamiętasz mnie...
Heather momentalnie odsunęła się od niego, mimo, że był prawdopodobnie jedynym człowiekiem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Pamiętała jego szaleńczy wzrok i przeraźliwy śmiech, gdy skończyła opowiadać swoją historię.
- N... Niech się pan do mnie nie zbliża!
- Co się stało, Heather? Dlaczego jesteś taka zdenerwowana.
- "To popieprzony człowiek!" - pomyślała Heather. - "Na pewno ma złe zamiary"
Po chwili, zaczęła biec jak szalona w kierunku Silent Hill.
- Czekaj! Jeszcze nie skończyłem z tobą rozmawiać!
Jednak, Heather tego nie usłyszała. Biegła ile sił w nogach. Chciała uciec od tego szaleńca. Już wolała być sama w tym miejscu niż z takim człowiekiem, jak doktor Steinberg.
* * *
LOKACJA: Północne Silent Hill
Jak dotąd, w Silent Hill poruszaliśmy się po czterech obszarach Silent Hill:
- Old Silent Hill
- Central Silent Hill
- Resort Area
- South Vale (Podzielone na dwie części)
Teraz, do listy tej możemy dodać piątą lokację:
- North Silent Hill
Ulice przypominałyby te z South Vale i Old Silent Hill. Dużo byłoby jednorodzinnych domów sąsiadujących z blokami mieszkalnymi (Ofkoz, nie dało by się do nich wejść, ale to szczegół).
W wielu miejscach stałyby porzucone samochody. Bohaterka też napotykałaby się na dziury, jednak nie na aż tak wielkie, żeby blokowały drogę - Po prostu mają stanowić "ozdobę" dla tego miasta. Oczywiście, zdarzałyby się te, przez które nie można przejść.
Jeśli chodzi o wrogów, to po ulicach łaziłyby Stompery (Pomysł by Abaddon) - Nie miałyby one nóg, zamiast nich zwisałoby mnóstwo jelit. Potwory te łaziłyby na swoich umięśnionych łapach. Dodam tylko, że te przyjemniaczki atakowałyby na dwa sposoby - Z bliskiego dystansu łapami, a z dalekiego wyciągałyby w kierunku Heather swoje zwisające flaki, żeby ją udusić (Pomysł denny wiem :mrgreen: )
Powróciłyby także pieski. Zamiast normalnej głowy byłaby kupa mięsa i kości, a z nią sąsiadowałaby wystająca nieco czaszka psa.
* * *
Mapkę dam w następnym poście :mrgreen:
Ostatnio zmieniony przez Pyramid Head 01-06-2005, 19:56, w całości zmieniany 2 razy
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 01-06-2005, 20:16
Po 1-sze - W poście tym wogóle nie będzie opowiadania, tylko sam opis.
Po 2-gie - Mapka Północnego Silent Hill (Created by me )
Po 3-cie - Ci którzy chcą się polewać i śmiać się z mojej pracy - Polewajcie się (Nie ma to jak lecieć na szybko i wyrywać zdania z kontekstu no nie? :wink: ). Ci którzy chcą czytać (Mimo faktu że to zlepek wielu rzeczy) i znajdywać tu jakieś plusy - Czytajcie.
Po 4-te - Zanim zaczniecie robić sobie jaja, sami wymyślcie coś oryginalnego.
Po 5-te - K*rwa ale ze mnie męczennik
---
Tak więc, Heather rozpoczyna na zachodnim końcu Olson Street. Na razie nie spotyka żadnych bestii. Więc biegnie do skrzyżowania Olson-Giddens. Idąc na południe ulicą Giddens słyszy dziwne dźwięki z bocznej uliczki Javior. Wchodzi tam w zaułek za otwartą bramą siatkową (Nie wiedziałem, jak to opisać). Mimo, że to tylko mały zaułek, nadal jest tam gęsta mgła. Widzi tylko zarysy postaci. Ta ucieka dalej i znowu znika. Jak się okazuje, uciekła stąd tylnym wyjściem budynku. Heather wraca, kiedy nagle z przerażeniem orientuje się, że brama jest zamknięta. Nagle, słyszy głośny szum radia. Wraca do drzwi, a na niebieskiej beczce obok nich leży radyjko. Heather bierze je.
Nagle, drzwi z hukiem otwierają się i wypadają z nich dwa psy.
Po zabiciu ich, Heather wchodzi do budynku. Idzie krótkim korytarzem, ale niestety, kolejne drzwi na jego końcu są zamknięte.
Po wyjściu stamtąd orientuje się, że brama jest otwarta.
Nagle, z jednego z okien wyskakuje postać.
- Poczekaj! - krzyczy Heather, ale postać biegnie dalej.
Heather ścigając postać biegnie w dół ulicy Gidden, po czym skręca na zachód w ulicę Cloud.
W pewnym momencie, postać zbiega schodami w dół na stację metra. Heather też zbiega, ale... Jest tam siatka blokująca dalszą drogę... Jak ten ktoś mógł tu wejść mimo tej siatki???
Teraz, Heather wraca do zaułka, gdzie wcześniej spotkała postać. Wchodzi do tamtych drzwi w zaułku. Tym razem na drzwiach na końcu korytarza wisi kartka z treścią: LORKON STREET - Garaż #4. Heather zakreśla na mapie rząd prostokątnych budynków przy ulicy Lorkon.
Teraz, jej celem jest tam dotrzeć. Po dotarciu tam, wchodzi do Garażu #4 (Jako jedyny z garaży jest otwarty). Tam znajduje kombinerki potrzebne jej do przecięcia kraty.
Teraz, wraca na stację metra, używa kombinerek, przecina kraty i wchodzi do środka...
Mówiłem ze to tylko zarys fabuły mogący równie dobze znalesc się w zapowiedzi. Zacznimy od nawiązan do porzednich częsc, poprzez smaczki i powiązania z obecną popkulturą, po jakies sensowne rozwinięce fabuły(kto zabił rodzine Kurta i dlaczego) ale ciesze się ze przynajmniej jednej osobie się podoba:](jak na pierwszą prace pisemą nie obowiązkową to i tak plus)
_________________ "Bombs are flying.
People are dying.
Children are crying, politicians are lying, too.
Cancer is killing.
Texaco's spilling.
The whole world's gone to hell, but how are you?"
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 01-06-2005, 20:59
Dobra ponieważ czepiacie się moich planów - Że to zrzynka i parodia - Ja czepię się planów Kenny'ego
Pewnego dnia Kurta nawiedza koszmar, śni mu się, ze jest w Sileni Hill nawiedzonym przez 3 potwory. Chłopak pokonuje monstra, jednak po śmierci potwory zamieniają się w jego matkę, ojca i siostrę, z krzykiem zrywa się ze snu [...].
Po pierwsze to koszmary nawiedzają raczej w nocy. Po drugie - Motyw z wyrżnięciem potworów i przemianą ich na normalnych ludzi był obecny w BWP1 - Wpierw bohaterka wyrżnęła całe miasto, a potem przemienili się w ludzi.
Nagle w Sali przesłuchań zaczyna migać światło, zaniepokojona Alice wychodzi żeby sprawdzić co się dzieje, jej oczom ukazuje się przerażający widok, okazuje się ze prawie wszyscy zostali wymordowani przez dziwne monstra.
Toż to początek a'la SUFFERING - Bohater jako skazany, a obok niego ludzie masakrowani przez potwory.
Czy Kurt naprawdę zabił swoją rodzinę?
Natomiast to już jest istny plagiat z SUFFERINGA - "Czy główny bohater zabił swoją rodzinę czy to ktoś inny?"
No i to by było na tyle mojego pitolenia :mrgreen:
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum