Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 15-03-2008, 22:30 Pink Floyd
Wiele zespołów bądź wykonawców jest w stanie zapewnić mi uszorgazm, wiele jest dla mnie synonimem słów "zajebiste", "klimatyczne", "wyśmienite".
Ale tylko jeden potrafi wynieść mnie wyżej - Pink Floyd. Zwłaszcza wczesna, pre-darksajdowa epoka. Uwielbiam zanurzać się w ich rzekach psychodeli pełnych narkotyczno-"wspomnieniowych" prądów wspartych ćpuńskimi instrumentami, w najpozytywniejszym tego słowa znaczeniu.
Płyty takie jak The Piper At The Gates Of Dawn, Ummagumma (dysk pierwszy), Atom Heart Mother, Relics (żeby znawcy się nie czepiali, wiem że toto skuadanka jest) czy The Dark Side Of The Moon na zawsze pozostaną wśród najbardziej lubianych płyt ever.
Przy czym niezbyt przepadam za The Wall. Nadęte, patetyczne, momentami aż niedobrze się od tego robi. Dla mnie krążek będący lepem na miliony nastolatków które potem powiedzą "Słyszałem de łol, słucham lepszej muzyki od ciebie!".
No, a jak sprawa stoi między Wami a flojdziakami? ; )
Kiedyś namiętnie słuchałem Animals, i chyba jest to moja ulubiona płyta.Ale właściwie nie lubię już PF.Ale, trza przyznać, muzyka piewszych lotów.
A na The Wall jest taki mały, cichutki utwór na gitarę: "Is there anybody out there?".Fajny jest.A z 3 części Another Brick in the wall to moją ulubioną jest I-wsza.Aha, i nie wiem, co takiego świetnego jest w "Comfortably numb".
Przymuszany, wręcz maltretowany przez Przemka w sprawie ściągnięcia albumu Pink Floyd'ów wreszcie uległem
A co upolowałem? Albumik Dark Side Of The Moon
Jak usłyszałem od Pyramid'a na GG, że to psychodeliczny klimat to od razu złapałem jakieś dziwne skojarzenie, że ta muzyka będzie dla mnie za ciężka. Najzwyczajniej zdejmę po dwóch, trzech utworach słuchawki i odpuszczę sobie taką męczarnie. Jednakże..
Pierwszy utworek z początku nadal wydawał mi się nieciekawy i czekałem tylko na łup! i od razu jakiś ciężki klimat. A tutaj.. Speak To Me przemówiło łagodnym brzmieniem i ociężałym, ospałym wręcz melancholijnym klimatem. Potem już lekko zaspani przechodzimy do kawałka On The Run, dostajemy po głowie i jak sama nazwa mówi szybko, wręcz biegiem przechodzimy prze kolejny kawałek z tej płyty. Potem przychodzi znów czas na zwolnienie tempa i w Naszych słuchawkach rozbrzmiewa na początku trochę szalone Time, które dobrze nastraja do tego co dostajemy po ponad połowie utworu a mianowicie odnowę ospałego klimatu. Rzekłbym nawet, że ten ospały klimat w tym utworze jest strasznie pozytywny. Robi się on coraz bardziej ciężki i ciężki, i tak przechodzimy do kolejnego utworu jakim jest The Great Gig In The Sky. Na początku otrzymujemy kolejną dawkę melancholii. Stopniowo dochodzi do niej głos męski aż nagle rozbrzmiewa Nam kobiecy krzyk, który brzmi bardzo słodko w porównaniu z tym klimatem. Na pewno akurat ta piosenka, dla kogoś kto nie lubi krzyków i lekkiego za przeproszeniem 'wydzierania się' nie doceni tej piosenki. Krzykami i luźnym, spokojnym rytmem przechodzimy przez cały ten kawałek. Potem następuję stopniowe wyciszenie i spotykamy się z kolejnym kawałkiem o tytule Money. Początkowo otrzymujemy bardzo przyjemne brzmienie, potem dochodzi do tego niebagatelnie miły głos i kawałek może otrzymać miano pozytywnego. Rytm jest zarówno bardzo pozytywny i przeplatany rozmaitymi dźwiękami jednakże utrzymuje klimat, który jest w sam raz do słuchania gdy jesteśmy w fazie takiej jak przemyślenia. Potem zaczyna się jednostronna rozmowa i przechodzimy nią do kawałka zatytułowanego Us and Them. Znowu dostajemy sporą dawkę ospałości brzmień, które znów działają trochę usypiająco. Jednakże w pewnym momencie utwór przyspiesza i rozbrzmiewa w innym stopniu. Tak jest bodaj 2 czy 3 razy. Spokojnie, bez pośpiechu zostawiamy za sobą ten kawałek, którym rozkoszujemy się do samego końca. Przechodzimy tak sobie do utworku Any Colour You Like. Akurat tutaj dostajemy szaloną dawkę rozmaitych dźwięków w wolniejszym tempie. Utwór bez głosów, sama muzyka i bogactwo dla Naszych uszu. Bardzo płynnie skomponowany utworek. Po nim następuje Brain Damage. Na początku już po raz enty uderza Nas melancholijność utworu. Potem znów wchodzi głos i chórek, który dodaje tylko smaczku do tego utworu. Cały utwór przemija melancholijnie i zostawia miłe wspomnienia. Pod koniec zostajemy zaatakowani dawką śmiechu, która wprowadza Nas do ostatniego już kawałka Eclipse. Od początku kawałek jest szybszy i tak utrzymuje się cały czas. Nie trapi uszu, lecz koi je. Pod koniec słuchamy dźwięku bijącego serca (bodajże), które stopniowo zwalnia. Bardzo dobre zwieńczenie całej płyty na którą składa się 9 opisanych przeze mnie pokolei utworków.
No.. To by było na tyle moich wrażeń z płyty Pink Floyd - Dark Side Of The Moon. Podsumowując - jak najbardziej porządna muzyka
Zapomniałem także dodać co PH właśnie przypomniałeś mi na GG Cały album jest bardzo ociężały i wręcz smutny. Kogoś kto lubi takie klimaty (ja bynajmniej lubię ) zachęcam do ściągnięcia i poświęcenia swojego czasu dla tego albumu.
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
SbobekH napisał/a:Podsumowując - jak najbardziej porządna muzyka
30 mln sprzedanych płyt, czyli rekord wszech czasów, do tego najdłużej na Billbordzie etc etc Muzyczne cudo, wstyd nie znać.
SbobekH napisał/a:Cały album jest bardzo ociężały i wręcz smutny.
Dla mnie to jedna z najbardziej pozytywnych, rozluźniających, lekkich płyt jakie słyszałem. Bardziej pozytywnie nastraja mnie tylko moja ukochana Atom heart mother. Jedna i druga to geniusz w czystej postaci.
Jak lubisz dołujące płyty SbobekH, to posłuchaj albumu Like Gods Of The Sun zespołu My Dying Bride.
A co do mnie to Pink Floyd od dawna już w grupie moich ulubionych zespołów Zwłaszcza te dwie płyty, choć The Wall moim zdaniem również wymiata - spójność, klimat, wielowymiarowe przesłanie...
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 16-03-2008, 15:48
Co do darksajda...
O ile samo brzmienie jest bardzo barwne i pozytywne, teksty - traktujące o pesymistycznych stronach życia - są jego zupełnym kontrastem, nie na darmo krążek nosi nazwę DARK Side Of The Moon ; )
Waters wspomniał w którymś wywiadzie, iż są tak proste, że nawet gimnazjalista mógłby naskrobać coś na podobnym poziomie. Ja widzę jednak geniusz w ich prostocie : )
coffinfeeder napisał/a::lol: Dla mnie to jedna z najbardziej pozytywnych, rozluźniających, lekkich płyt jakie słyszałem.
Nie loluj mi tu Coffie bo Cię palne
Jak dla mnie klimat jest momentami ociężały - słucham pierwszy raz Floyd'ów więc można mi wybaczyć moje odczucia Ktoś kto pierwszy raz się z nimi zapozna sądzę, że odbierze to podobnie Teraz słuchając tej płyty bodaj 3, 4 raz (thank's PH za namowę ) wydaje mi się coraz pozytywniejsza. Kwestia jak sądzę - obycia w temacie a ja tutaj zabłysnąć nie mogę
coffinfeeder napisał/a:Jak lubisz dołujące płyty SbobekH, to posłuchaj albumu Like Gods Of The Sun zespołu My Dying Bride.
Może, może.. Niech tylko wujka w domu nie będzie i kompa będzie miał wolnego
Do posta poniżej:
Już się nie tłumacz bo tak czy siak jak Cię spotkam to zagryzę
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Wiek: 19 Dołączył: 20 Maj 2005 Posty: 53 Skąd: Labirynth
Wysłany: 16-03-2008, 20:32
Co do reszty albumów...
A Saucerful Of Secrets - bardzo lubię Let There Be More Light, Remember A Day (ale tylko w wersji z Relics - lepszą jakość ma) i See Saw. Niestety, utwór tytułowy brzmi tutaj dla mnie jak szkic bądź zbiór fragmentów gotowych do złożenia. Na szczęście na Ummagumma mamy jego cudowną i majestatyczną wersję live ; D
More - robota na zlecenie, soundtrack z filmu pod tym samym tytułem. Z wyjątkiem pojedynczych numerów takich jak Cirrus Minor czy Green Is The Colour, robota totalnie chybiona. Brzmi bardziej jak składanka bisajdów i demówek niż pełnoprawny longplay.
Ummagumma - dysk drugi - z wyjątkiem Sysyphus, który swego czasu niezbyt mi przypadł, nie zaglądałem tu więcej. Trzeba będzie nadrobić.
Meddle - Echoes lubię, ale nie szaleję (choć wersja live w Gdańsku niemalże zmiotła mnie z powierzchni ziemi). Z "normalnych" numerów (niemalże) instrumentalne One Of These Days dobrym jest : )
Obscured By Clouds - kolejna robota na zlecenie, na szczęście o niebo lepsza od poprzedniej. Czuć tu zbliżającą się darksajdowość. Jako całość nie powala, ale oddzielnie kawałki są bardzo przyjemne.
Wish You Were Here - obydwie części Shine On You Crazy Diamond to imo ostatnia wielka rzecz, jaką stworzyło Pink Floyd. Ale resztę krążka też lubię, nie podzielam jednak zachwytów milionów słuchaczy nad tytułową balladą.
Animals - w tą płytę zacząłem dopiero niedawno się wgryzać. Na razie słyszę jedynie długie kompozycje z paroma przyjemnymi akcentami.
Po The Wall nie ma we flojdach nic, co bym zapamiętał na dłużej. Rogersowski projekt pod nazwą flojdziaków - The Final Cut - ledwo drasnąłem, nie podobał mi się. Spróbuję dać szansę post-watersowskim albumom, choć nie sądzę, by zawładnęły mną choć w połowie tak jak ich psychodeliczne dzieła.
A, kto nie słyszał, niech próbuje zdobyć The Film, ścieżkę dźwiękową obrazu opartego na znanym dwupłytowcu. Jak dla mnie o wiele ciekawsza od oryginału : )
Dodam jeszcze, że mimo iż stawiam flojdów najwyżej, nie katuję ich 24 godziny na dobę - by psychodela wyśmienicie smakowała, musi być dawkowana odpowiednio.
Ostatnio zmieniony przez Pyramid Head 16-03-2008, 20:33, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum