Wiem, dziwny temat ale myślę, że każdy z nas ma utwory, które choć trochę poprawiają kiepski nastrój.
Do moich pocieszycieli należy "Sun is shining" Marleya (remix Funkstara), "Wind it up" Prodigy i "Ja to Ja" Paktofoniki. Wszystko słoneczne i pozytywne, na gównianą pogodę idealne.
A czego Wy słuchacie kiedy skończą się żyletki ?
Ja jak mam Doła to puszczam Marilyn Mansona i odrazu chumorek powraca, albo KoRna
_________________ Babble babble bitch bitch
Rebel rebel party party
Sex sex sex and don't forget the violence,
Blah blah blah got your lovey dovey sad-and-lonely. This is the New Shit.
Jak mam doła? Hm a kiedy to ja go nie mam Zawsze jak miałem chandrę to słuchałem dołującej muzyki, żeby ją jeszcze pogłębić i na nic wesołego kompletnie nie miałem ochoty.
A z tych dołujących to między innymi:
Metallica -'Fade to black' (naprawdę dołujący, świetny tekst i kompozycja), 'To live is to die', ewentualnie 'Unforgiven' i 'Nothing else matters', może jeszcze 'One'.
Pink Floyd -'Cluster one' -przepiękne
Black Sabbath -'Solitude'
ostatnio jest to Rotting Christ -'Dying' -jeden z najlepszych tekstów jakie czytałem, poezja, piękny, szczery i dołujący utwór.
Aha bym zapomniał -My Dying Bride -'For my fallen angel' -cudowna ballada, najsmutniejszy utwór, jaki w życiu słyszałem. Cały album jest cudny i raczej dołujący, polecam.
Dalej, przez pewien okres związany z pewnymi przeżyciami był to Manson -'Disassociative', 'Fundamentally Loathsome', 'Man that you fear'. Ale w oderwaniu od tamtych zdarzeń te kawałki nie wydają mi się takie dołujące, choć trochę na pewno.
Hmm pewnie jeszcze coś było, ale w tej chwili sobie nie przypominam.
To były kawałki dobre na "doła", a na wkur... polecam 'Sic' Slipknota, oj pozwala odreagować, po prostu skondensowana nienawiść.
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
Jeśli mam doła to mam doła, raczej nic nie pomoże. Po czasie, gdy już sobie co nieco przemyślę i próbuję nabrać chęci do życia to pomaga mi w tym najnowszy album The Prodigy - Invaders Must Die. Pomagał jak dotychczas, nie wiadomo co będzie dalej bo już się go trochę nasłuchałem...
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
a u mnie w związku ze śmiercią M.Jacksona ostatnio gra Childhood. wiem, że utworek cukierkowy, przypomina piosenki z bajek Disney'a, ale ładny i w jakimś jednym lub mniej procencie rozumiem co czuje piosenkarz (pomijając przemyślenia o tym, czy te wszystkie opowieści o zaginionym dzieciństwie były jedynie opowieściami dla publiki). i nie twierdzę, że mam straszne przeżycia w domu - przeciwnie, lubię sobie wtedy pomyśleć o jednych z najstarszych moich świąt - kiedy żyły moje prababcie a wujek był w miarę zdrowy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum