Z góry mówię, że na pewno nie jeden/jedna z Was wyśmieje mnie za ten temat..14 latek i mówi o miłości..Ale cóż..Bywa :wink:
Tak sobie wpadłem na ten pomysł jakoś, sam nawet nie wiem jak..;>
Niby My tu gadu, gadu w takich klimatach dość strasznych, ale od uczuć typu miłość, zauroczenie nikt się nie wzmaga
Nie proszę (i nie miałem żadnego takiego ukrytego zamiaru pisząc ten topic) o to, żebyście się tutaj zwierzali bo byłoby to bezsensu - chyba, że ktoś bardzo chce to proszę, ja mogę ''posłuchać''..
Ogólnie w tego typu sprawach to sądzicie, że miłość istnieje?
Niektórzy pewnie mówią, że najpierw jest głębokie zauroczenie a potem przyzwyczajenie do osoby..Idę na spotkanie bo po prostu idę..Idę nie dlatego, że chce, myślę ''Znów się z Nią/Nim zobaczę'' i uśmiech się maluje na twarzy, tylko idę bo jak zwykle o tej porze, tego dnia mam się z tym kimś zobaczyć..
Jeszcze inni nie szukają takiego uczucia bo ważny jest dla nich seks..
Z kolei następni są z kimś bo po prostu są.
Dużo jest tych teorii..Bardzo dużo..
Ja chyba pomimo wieku, niedojrzałości zapewne psychicznej uważam, że się zakochałem..
Cokolwiek mi kto powie uważam, że kocham..Jestem z dziewczyną spory kawałek czasu (bynajmniej dla mnie, ale Bartol i tak Cię dogonię ) i jestem szczęśliwy..Myślę o niej prawie nieustannie, ciesze się każdą chwilą z Nią spędzoną, brakuje mi Jej cokolwiek bym nie robił..
Dobra bo doczytaliście dotąd i już pewnie pomyśleliście ''Co za baran''
No to powoli kończę..
Teraz już zależy od Was czy ten temat się rozkręci czy raczej nikt (co uważam za o wiele pewniejsze) się nie wypowie..
Jak coś to go usunę, bo po co zaśmiecać..
[...]
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Mi się temat podoba w gruncie rzeczy - miłość ludzka rzecz, a że forum bardziej mroczne no to nie znaczy że ludzie bez serca tu są
Ja w miłość wierzę (a w ogóle ktoś w nią nie wierzy?), chociaż do tej od pierwszego wejrzenia podchodzę dość sceptycznie. Przede wszystkim dlatego, że jeśli pokochamy kogoś od pierwszego wejrzenia, to raczej będzie to zauroczenie jego wyglądem, a to wiadomo prędzej czy później przeminie.
Osobiście do spraw miłosnych szczęścia za bardzo nie mam niestety I w związku z tym obecnie jestem wolny, chociaż nie powiem że osoba do której coś czuję nie istnieje (niestety bez wzajemności, ale mniejsza z tym ). Poza tym moja filozofia na temat znalezienia miłości trochę też ogranicza. Moim zdaniem nie ma co specjalnie szukać tej jedynej i chodzić z całą masą dziewczyn na zasadzie prób i błędów. Wiem że są takie osoby które myślą 'muszę mieć jakąś dziewczynę' albo 'będę próbował ile się da, w końcu jakaś idealna się trafi'. Ja wychodzę z założenia że prawdziwa miłość jeśli jest to przeznaczone to prędzej czy później się znajdzie.
Jak chodzi o te przykłady które podał SbobekH to wszystko zależy od człowieka, bo każdy szuka u swojego partnera/partnerki czegoś innego - od oparcia w ciężkich chwilach do zaspokojenia potrzeb seksualnych.
Ja już też kończę swoje wypociny Zobaczymy w jakim kierunku pójdzie dalej ten temat.
PS. Poruszyłem troszkę sprawę nieszczęśliwej miłości, więc jeszcze tę myśl rozwinę Bo moim zdaniem też z takiej miłości można czerpać radość - za każdym razem gdy widzi się drugą osobę, gdy spędza się z nią chwilę. Kto wie czy wtedy nie docenia się jej bardziej niż gdy się wie że się ją ma co dzień? Mi się wydaje, że czasem tak jest.
PS2.
Z góry mówię, że na pewno nie jeden/jedna z Was wyśmieje mnie za ten temat..14 latek i mówi o miłości..Ale cóż..Bywa :wink:
No i dobrze że przynajmniej ktoś mówi. A że 14latek to tam nie ma znaczenia, ważne że mówi mądrze
EDIT:
Tak sobie jeszcze pomyślałem, że nazwa tematu mimo że na pierwszy rzut oka jest ok, to przecież ma forum mogą się zdarzyć dziewczyny (co w przeszłości w sumie dziwne nie było:] ), więc można by do niej dopisać 'Miłość, kobiety, mężczyźni..' albo wymyślić coś jeszcze innego (mi osobiście podoba się tytuł filmu który chyba niedługo wchodzi do polskich kin - 'Miłość i inne nieszczęścia' )
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Z góry mówię, że na pewno nie jeden/jedna z Was wyśmieje mnie za ten temat..14 latek i mówi o miłości..Ale cóż..Bywa
Powiem tak, że z perspektywy czasu wydaje mi się to śmieszne, ale prawdę mówiąc sam taki byłem w Twoim wieku
Ale dla zasady - ha ha ha ;p
Miłości prawdziwej nigdy nie doświadczyłem. Znaczy się nie do dziewczyny, bo miłość rodzinna to zupełnie inna sprawa. Co najwyżej zauroczenie, będące jest po prostu naturalnym ludzkim odruchem, które ludzie często mylą właśnie z "zakochaniem się".
Nie będę ukrywał, wiele razy doznawałem takiego "zauroczenia" przebywając z dziewczyną, która wydawała mi się interesująca, w moim typie itp. itd. Jednak na tym się zawsze kończyło gdyż albo potem wychodziły wszelkie nieznane dotychczas strony albo po prostu nie miałem większych szans na powodzenie
Po paru takich przypadkach zdawałem sobie sprawę jakież to jest głupie, może dziecinne, ale mimo wszystko potem zdarzały się ponowne sytuacje. Jest to najwyraźniej czynnik natury, niezależny od zdrowego rozsądku. Choć nie wiem jak logicznie bym sobie wszystko tłumaczył to często jakaś osóbka tkwiła mi w umyśle. Może było to podświadome wyczuwanie ewentualnej szansy?
Ciężko jest napisać coś o czym nie mam pojęcia. Ale jednej rzeczy jestem pewien - ludzie się zmieniają, często dość drastycznie, nieraz nie do poznania. Dlatego też miałbym się na Twoim miejscu SbobekH na baczności, aby ewentualne rozczarowanie nie było zbyt bolesne. Nie abym cokolwiek sugerował, ale na przestrzeni lat po prostu zaobserwowałem jak z niektórych aniołków w moim otoczeniu porobiły się <insert bad words here> a z jakichś szalonych porządne kobity...
Ja chyba pomimo wieku, niedojrzałości zapewne psychicznej uważam, że się zakochałem..
Dobrze dla Ciebie, i naprawdę pogratulować tylko jeśli zdołasz całość utrzymać do końca.
jestem szczęśliwy..Myślę o niej prawie nieustannie, ciesze się każdą chwilą z Nią spędzoną, brakuje mi Jej cokolwiek bym nie robił..
Jedna tylko uwaga, naprawdę mówię teraz śmiertelnie poważnie - ewentualną porażkę przyjmij z rozsądkiem. Niestety, jakkolwiek głupio mogłoby to wyglądać, ale mój kolega niestety popełnił samobójstwo właśnie przez dziewczynę. Powód w moich oczach błachy, ale mimo wszystko nie chcę aby innym w nagłym przypływie emocji (lub alkoholu) podobne pomysły wchodziły do głowy...
Jak coś to go usunę, bo po co zaśmiecać..
Im dłużej tak gadasz tym bardziej robisz z siebie ofiarę Więcej pewności siebie, mniej uległości. Topic dobry, może ktoś zechce się wyżalić albo wyrazić opinie. W końcu miłość uczucie dziwne, różne są jak sam zaznaczyłeś opinie.
Ot wiele ludzi wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Bzdura. Ewentualne zauroczenie nazywają błędnie... wielu z nich zapewne faktycznie ma za zadanie po prostu "zaliczyć i zapomnieć" (godne pożałowania) ale nic na to się nie poradzi.
Moim zdaniem prawdziwa miłość przychodzi w momencie, kiedy najmniej się tego człowiek spodziewa. Z osobą trzeba trochę pobyć, poznać ją bliżej, z różnych stron, zrobić jakiś wypad. I nie wiem czemu tak żmudnie w to wierzę, ale mam wrażenie, że nie należy się na nic nastawiać... nie ulegać zauroczeniu, po prostu poświęcić wszystko losowi a coś z tego wyjdzie lub też nie. Zawsze w razie czego pozostanie dobra znajoma (w przyjaźń między kobietą a mężczyzną nie wierzę).
Może coś dopiszę jeszcze kiedyś, teraz po piwie to tak niezbyt ;p
EDIT:
Tak sobie jeszcze pomyślałem, że nazwa tematu mimo że na pierwszy rzut oka jest ok, to przecież ma forum mogą się zdarzyć dziewczyny (co w przeszłości w sumie dziwne nie było:] ), więc można by do niej dopisać 'Miłość, kobiety, mężczyźni..' albo wymyślić coś jeszcze innego (mi osobiście podoba się tytuł filmu który chyba niedługo wchodzi do polskich kin - 'Miłość i inne nieszczęścia' )
Może po prostu "miłość" Płcie chyba każdy zna
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
No temat wcześniej nie spotykany na tym forum :wink:
Miłość... Psychologowie mówią, że człowiek niedojrzały fizycznie i psychicznie nie może jej w pełni poznać, a wybór partnera jest raczej uwarunkowany jego wyglądam lub pierwszym wrażeniem.
Moim zdaniem prawdziwa miłość przychodzi z czasem. Sam takiej miłości doświadczyłem, bo swoją przyszłą lube znałem przedtem 1,5 roku. Teraz jesteśmy razem już prawie 2,5 roku.
Miłość jest trudna. Na drodze pojawia się wiele przeszkód, którym trzeba sprostać. Najgorszy jest strach i pytanie "co będzie jeśli to nie wyjdzie?". Znam kilka przypadków, gdzie dziewczyna będąc z swoim chłopakiem 2 lata zaczęła go zdradzać i w pół roku związek się rozpadł. A więc i wierność jest ważna.
Ale najważniejsze jest to, aby miłość pielęgnować, rozmawiać z drugą połówką i naprawiać swoje błędy. W praktyce nie jest to łatwe, ale miłość to także poświęcenie.
_________________ Have you seen a little girl around here?
pawcio napisał/a:chociaż nie powiem że osoba do której coś czuję nie istnieje (niestety bez wzajemności, ale mniejsza z tym ).
Znam ten ból...
Suavek napisał/a:Cytat:
Z góry mówię, że na pewno nie jeden/jedna z Was wyśmieje mnie za ten temat..14 latek i mówi o miłości..Ale cóż..Bywa
Powiem tak, że z perspektywy czasu wydaje mi się to śmieszne, ale prawdę mówiąc sam taki byłem w Twoim wieku
Ale dla zasady - ha ha ha ;p
Bardzo łatwo Cię przewidzieć w Twoich wypowiedziach Suavku
Suavek napisał/a:Dlatego też miałbym się na Twoim miejscu SbobekH na baczności, aby ewentualne rozczarowanie nie było zbyt bolesne. Nie abym cokolwiek sugerował, ale na przestrzeni lat po prostu zaobserwowałem jak z niektórych aniołków w moim otoczeniu porobiły się <insert bad words here> a z jakichś szalonych porządne kobity...
Nie tylko Ty to zaobserwowałeś, bo ja też znałem/znam takich ludzi..
Suavek napisał/a:Cytat:
jestem szczęśliwy..Myślę o niej prawie nieustannie, ciesze się każdą chwilą z Nią spędzoną, brakuje mi Jej cokolwiek bym nie robił..
Jedna tylko uwaga, naprawdę mówię teraz śmiertelnie poważnie - ewentualną porażkę przyjmij z rozsądkiem. Niestety, jakkolwiek głupio mogłoby to wyglądać, ale mój kolega niestety popełnił samobójstwo właśnie przez dziewczynę. Powód w moich oczach błachy, ale mimo wszystko nie chcę aby innym w nagłym przypływie emocji (lub alkoholu) podobne pomysły wchodziły do głowy...
Takiego czegoś co Ty opisałeś słowami Ci nie wytłumaczę..Nie potrafię tego nazwać choć teraz jak sobie siedzę próbuje to zrobić..
Na rozczarowanie jestem przygotowany, o to się nie martw..Zwykle jestem pesymistą więc nie mam z tym kłopotu
Chociaż szanse na to, że coś się zepsuje w moim związku są bardzo małe..Jedyną przeszkodą (co chyba Was nie zdziwi) są rodzice i to mojej dziewczyny, nie moi..
Wiecie, było kilka(naście) sytuacji w których mogła mnie zdradzić - czego w życiu bym nie wybaczył bo uważam, że jest to najgorsze co może być - jednakże tego nie zrobiła..
Dziękuję mimo to Suavku, że próbujesz mnie ostrzec lub też udowodnić co innego..
Powiem krótko, że nie jestem na tyle głupi, w życiu miałem dość rozczarowań, żeby pakować się w coś (czyt. związek), który nie ma sensu i przyszłości i można go nazwać ''dziecinną zabawą''.. :wink:
Suavek napisał/a:Cytat:
Jak coś to go usunę, bo po co zaśmiecać..
Im dłużej tak gadasz tym bardziej robisz z siebie ofiarę Więcej pewności siebie, mniej uległości. Topic dobry, może ktoś zechce się wyżalić albo wyrazić opinie. W końcu miłość uczucie dziwne, różne są jak sam zaznaczyłeś opinie.
Wiesz, najbardziej wkurza mnie to, że ludzie na poważnie nie biorą osób w moim wieku..Dobra bywają ludzie głupi z zerową inteligencją, ale nie wszyscy tacy są..Ja mam nadzieję, że to Wam udowodniłem, że dzisiejsza młodzież nie jest taka tępa jak może się zdawać..
Sietra napisał/a:Ale najważniejsze jest to, aby miłość pielęgnować, rozmawiać z drugą połówką i naprawiać swoje błędy. W praktyce nie jest to łatwe, ale miłość to także poświęcenie.
Zgadzam się bo cóż innego mi pozostało.. :wink:
Tak ogólnie to miłość to strasznie pokręcone uczucie..
Ile przy tym radości w poznawaniu kogoś bliżej, spędzaniu z nim czasu..
A ile smutku przy rozczarowaniach, kłótniach..
Ja radze żeby w to wierzyć..Mimo ''przejechania'' się na kilku osobach z którymi się coś próbowało, mimo jakiś głupich kompleksów dotyczących swojej osoby itd..Ja też w to nie wierzyłem do pewnego czasu jak raz się ''przejechałem'' na pewnej osobie..
Ale zapukała do mojego serca kolejna z którą jestem i będę jak tylko długo mogę...
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Ja uważam, że coś takiego jak miłość nie istnieje. Taka miłość o jakiej mówi sie dzisiaj to bzdurny wymysł zapewne średniowicza, rozdmuchany przez romantyków. Bzdura.
Ta "miłość" to kombinacja kilku czynników:
- atrakcyjność fizyczna i seksualna
- szeroko rozumiane podobieństwo (wiek, status społeczny, zainteresowania, osobowość, wspólne doświadczenia itd.)
- możliwość częstego kontaktu ze sobą (bez tego ani rusz... zresztą wiadomo z psychologii, że ludzie lubią bardziej rzeczy bądź osoby, które widzą częściej...)
- do tego dochodzi właśnie przywiązanie -gdy jesteśmy z kimś szczęśliwi, łatwo się do tego (jak do wszystkiego co dobre zresztą) przyzwyczajamy... (dlatego potem jest tak ciężko jak wszystko sie już skończy...)
Nie wszystkie te czynniki muszą występować jednocześnie (np atrakcyjnośc fizyczna), niemniej moim zdaniem to one tworzą właśnie tzw "miłość". Jak sobie jeszcze coś przypone to dopisze
EDIT: - b. ważnym czynnikiem jest tu autowkręt - wmawiamy sobie że ta osoba jest najlepsza, najcudowniejsza itp. (choć podświadomie wiemy, że są inne lepsze osoby).
Ale najgorzej jest gdy sie "zakochamy" nieszczęśliwie i nie widzimy żadnej lepszej alternatywy... Wtedy trzeba po prostu ją znaleźć i zaraz będziemy zdrowi (o ile zwietrzymy tylko szansę na powodzenie) :wink:
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
coffinfeeder napisał/a:Ale najgorzej jest gdy sie "zakochamy" nieszczęśliwie i nie widzimy żadnej lepszej alternatywy...
Niby to nieszczęśliwe zakochanie jest straszne i w ogóle. Sam przez to przechodzę (przeszedłem?). I powiem Wam że trwa to już dość sporo czasu, być może przez to, że czy chcę (a w sumie chcę) czy nie tą jedyną widuję często. Ale wracając do tego czy to takie nieszczęście? Fakt, nic przyjemnego, ale można z tym żyć. Dzięki takim zawodom miłosnym można się w sumie wiele nauczyć, przynajmniej ja się wiele na tym nauczyłem. A co ważniejsze takie coś pozwala bardziej cieszyć się drugą osobą. SbobekH wspomniał, że niektórzy chodzą na spotkania z ukochanym z przyzwyczajenia. A tak gdy się nie ma tej drugiej osoby 'na zawołanie' bardziej docenia się każdą chwilę z nią spędzoną. I nie mówię, że trzeba się z tego cieszyć, bo to by była głupota. Ale pamiętać trzeba, że we wszystkim jest jakiś pozytyw.
Inna sprawa, że niekiedy same staranie się jest lepsze, coś w stylu 'po co łapać króliczka, skoro tak przyjemnie się go goni'. Ale to już jest bardziej syndrom zdobywcy i uciekanie przed związkiem i to na pewno dobre nie jest.
Tak podsumowując moją wypowiedź, morał z niej taki, że w nieszczęśliwej miłości czasem można też znaleźć zalety, wszystko zależy jak na to spojrzeć.
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
No niby masz rację pawcio, ale widząc taką osobę (tez przez to przechodziłem) przeżywamy zwykle ambiwalntne uczucia, niby jesteśmy szczęśliwi, że jest przy nas, ale z drugiej strony jest ten żal, że się z nią nigdy nie będzie bliżej, tak jak by sie chciało... I w sumie to jednak jest ciężkie i może być bardzo wyniszczające i wyjaławiające organizm (ja gorączkowałem). Trzeba sobie wtedy uświadomić, że w gruncie rzeczy sami chcemy byc zakochani w tej osobie, że sami to sobie wkręcamy. I powiedzieć dość! No i rozejrzec sie za kimś innym. Mi pomógł przypadek (impreza ) i wtedy to minęło jak ręką odjął. Naprawdę uważam że nie warto się męczyć. Zwłaszcza, że to w imię czego tak sie męczymy to tylko puste słowo (moim zdaniem). Trzeba żyć i dalej, a o tamtym zapomnieć i tyle.
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
coffinfeeder napisał/a:jest ten żal, że się z nią nigdy nie będzie bliżej, tak jak by sie chciało...
No to też jest kwestia nastawienia - może i ja jestem naiwny, ale ja cały czas wierzę, że kiedyś będzie dobrze. Oczywiście z czasem co raz słabiej, ale to słabnięcie idzie bardzo wolno, a wraz z nim przychodzi godzenie się z porażką więc nie jest źle.
coffinfeeder napisał/a:w gruncie rzeczy sami chcemy byc zakochani w tej osobie
Coś w tym jest, ale to nie jest tak łatwo sobie uświadomić - już próbowałem i z marnym skutkiem.
coffinfeeder napisał/a:No i rozejrzec sie za kimś innym.
Też racja, ale ja się jakoś specjalnie nie rozglądam - tak jak już pisałem w końcu ta osoba się znajdzie. A póki co, póki nie ma nikogo kto był by w stanie przyćmić obecne uczucie pozostaje mi nadal żyć nadzieją
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Holera sam radzę, a teraz będe musiał zastosowac sie do własnych rad chyba...
Czas zdaje sie nadszedł, by wybic sobie kogoś zgłowy... 3, 2, 1 start, od teraz zaczynam
Pawcio Tobie też życze powodzenia w taki czy inny sposób :wink:
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
Wiek: 21 Dołączyła: 30 Sie 2007 Posty: 331 Skąd: Karczew
Wysłany: 04-09-2007, 20:59
Nie jesteście sami
Hmmm... Miłość :
Gdzieś miałam fajny cytat z jakiegoś forum. Tam ktoś pięknie opisał czym jest miłość, ale nie mogę go znaleźć
Ale w każdym razie chodziło o coś w stylu:
Biały człowiek zostaje wysłany do Afryki. Jest zmuszony tam mieszkać do końca swojego życia, nie ma perspektyw na powrót do kraju. Po pewnym czasie w końcu sie zakocha i założy rodzinę.
Przykład bardzo mi sie spodobał Doskonale odzwierciedla sytuacje w której człowiek dostosowuje sie do otoczenia. To że jest sam jeden w obcym miejscu nie znaczy że nie zakocha sie w kimś innej narodowości, wiary czy koloru skóry. To życie "zmusza" nas do wyboru, a także otoczenie w jakim w danej chwili przebywamy
A teraz coś ode mnie Historia prawdziwa, kogo nie interesuje może ominąć trzy akapity
Nieszczęśliwa miłość : I owszem... Wszystko zapowiadało sie pięknie, ale po przeszło roku bycia razem (tuż po wakacjach to było) wyczułam że coś jest nie tak. Coś mi nie grało ale chłopak twierdził że jest wszystko w porządku. Minął wrzesień, październik, listopad... Intuicja cały czas podpowiadała mi że coś nie gra. W końcu nadszedł ten dzień... To było dokładnie 22 grudnia. Chłopak NAPISAŁ mi NA GG że to koniec, że od wakacji zdradza mnie ze swoją najlepszą przyjaciółką i że woli być z nią niż ze mną. Zachował sie bezczelnie... Nie dlatego że mnie zdradził bo to już tylko jego problem (mnie zdradzał to i kolejne tak samo potraktuje), ale dlatego że nie powiedział mi tego prosto w oczy. Nie wiem, bał sie mojej reakcji : Zachował sie jak gówniarz (mimo iż był o te kilka dni ode mnie starszy ).
Co dalej : Było mi przykro, ale nic poza tym... A czemu tylko przykro : Gdyż w tym samym czasie miałam sporo problemów w domu i on o tym wiedział a jednak wybrał właśnie ten moment w którym najbardziej potrzebowałam jego wsparcia. Uznałam że to co on zrobił to mały pryszcz w porównaniu z tym co sie dzieje w domu. Zresztą nie ma sie co nad tym wszystkim rozwodzić Było minęło... Obecnie potrafię z tym gościem rozmawiać (jednak musiało minąć sporo czasu nim odbyła sie pierwsza rozmowa). Na święta wysyłamy sobie życzenia, a rozmowy odbywają sie tylko na GG. Przeważnie jedna na 3-4 tygodnie A co sie dzieje jak sie spotkamy : Nic, po prostu udajemy że sie nie znamy. Ja do niego nie podejdę i nie zagadam bo nie czuje takiej potrzeby... A on sie chyba wstydzi tego co zrobił.
Potem po raz kolejny znowu nic nie wyszło Ale tym razem ja zostawiłam gościa. Związek powinien sie opierać na zaufaniu. A nasz opierał sie na chorobliwej zazdrości. Musiałam być 24/7 pod komórką. W dodatku musiał mieć numery do moich wszystkich znajomych i dzwonił do nich i sprawdzał mnie czy aby na pewno jestem tam gdzie mówiłam mu że będę. Ostrzegałam go że przegina ale nie brał sobie tego do serca. Więc znajomość zakończyłam. Od tamtego czasu minie niedługo rok. Żeby było śmieszniej podziękowałam mu też jakoś 22-23 grudnia. Chłopak przez rok nie mógł sie otrząsnąć, ciągle wydzwaniał, pisał sms-y, maile, na GG. W końcu zaczęłam mieć tego dosyć. Jak sie sprawa skończyła : Jak dzwonił oddałam komórkę tacie... A on na moją prośbę poinformował go że każdy następny jego telefon czy jakakolwiek inna wiadomość zostanie zgłoszona na policje. I jeśli zadzwoni albo napisze znowu pójdę na policje. Od kilku dni mam spokój, jak będzie dalej : Sie okaże... Gość studiuje w sumie niedaleko mojej uczelni...
Ale wywód Hmmm... a co sądzicie o miłości na odległość : Może takowa przetrwać :
_________________ ...Anioły można zabić niszcząc ich marzenia...
Aruna, dokładnie ten sam temat miałam poruszyc!
Miłośc na odległośc - sama jej właśnie doświadczam . Mam chłopaka w... Warszawie, czyli ponad 500 km od mojego miasta. Tam studiuje. Poznałam go w lutym, kiedy z zespołem wokalnym pojechałam na nagranie płyty do stolicy. I cóż, po kilku mile spędzonych dniach nastał czas powrotu do domu. Czułam się okropnie z myslą, że to może jest koniec, więc zawalczyłam.
No i cóż, dzwonimy do siebie codziennie, rozmawiamy po 2 godziny, ale widzimy się raz, dwa razy w miesiącu. Jedynie wakacje spędziłam prawie całe tylko z nim. To jest okropne nie miec przy sobie ukochanej osoby na co dzień, np. w ważnych dla nas momentach, jak zdana matura, albo wręcz odwrotnie - w tych błahych, kiedy zdechł ci chomik, chcesz gdzieś wieczorem wyjśc, uciec od hałaśliwych koleżanek, oglądnąc film.
Ogółem - nie jest to najlepszy przepis na miłośc, ale jeśli istnieje silna więź, zaufanie, dojrzałośc emocjonalna... To się uda . Podobno rozłąka cementuje związek, a wspólnie spędzone chwile bardziej cieszą po dłuższym czasie 'na odległośc'. Tą drugą tezę potwierdzam . Odpowiadając na pytanie - mam nadzieję, że ma szansę przetrwac . Trzeba w to wierzyc, hihi.
Heh, ze mną kiedyś też facet zerwał przez gg... Szczeniak . 'Biedaczek' bał się, że na wakacjach przez wyjazdy i w roku szkolnym przez nawał zajęc muzycznych nie będę miała dla niego czasu i będziemy się widywac tylko w weekendy i ewentualnie 'tylko' godzinę dziennie. Teraz pogardzam takimi chłopaczkami:)
_________________ "They've come to witness the Beginning. The rebirth of Paradise, despoiled by mankind"
Wiek: 21 Dołączyła: 30 Sie 2007 Posty: 331 Skąd: Karczew
Wysłany: 04-09-2007, 21:43
Puty napisał/a:Jasne, że tak, ja zawarłem ślub przez gg
Taaaak, bardzo śmieszne Serio pytam... Nie chodzi mi o "miłość" przez GG gdzie nie znacie osoby z drugiej strony kabla.
Co sądzicie o ludziach którzy sie kochają ale muszą gdzieś wyjechać (np. do pracy na 2-3 miesiące, czasami na dłużej).
Albo o ludziach którzy sie zakochali a dzieli ich odległość 300 km i nie mogą sie za często widywać.
Uważacie że taka miłość ma szanse przetrwać :
_________________ ...Anioły można zabić niszcząc ich marzenia...
Bartol [Usunięty]
Wysłany: 04-09-2007, 21:45
Miłość. Zależy kto jak ją pojmuje. Ja od najmłodszych lat wychowywałem się między dziewczętami. Mam 2 siostry, na osiedlu same dziewczyny były w moim wieku tak więc spędzałem w ich towarzystwie mnóstwo czasu. Może to dziwne ale do teraz dużo lepiej dogaduje się z kobietami niż z facetami. Praktycznie mam niewielu kumpli, z którymi mogę pogadać tak swobodnie jak z koleżankami. Co do miłości to jakieś pierwsze podrygi były u mnie pod koniec podstawówki (dla przypomnienia kończyłem jeszcze starą 8-klasową). To raczej było zauroczenie, podobnie jak jeszcze kilka razy w liceum. Swoją prawdziwą miłość poznałem w dość ciekawy sposób. Mianowicie oglądałem fotki z 18-nastki kumpeli i dla żartów zagadałem "ooo jaka fajna dziewczyna, weź mnie zapoznaj". No i zapoznała Od pierwszego wejrzenia to było coś innego niż do tej pory. U niej zresztą było podobnie. No i dalej już jakoś poszło. Jesteśmy ze sobą już 2,5 roku i poważnie myślimy o wspólnym życiu. Świetnie się dogadujemy i rozumiemy się bez słów. Zresztą moi rodzice ją uwielbiają i vice wersa.
Tak to się ma w moim przypadku. Oczywiście nie omieszkam zarzucić fotkami se ślubu
W starych średniowiecznych poematach, wiele było historii o niewiastach czekających latami na swoich rycerzy .Pozostawały im wierne, choć nie wiedziały nawet czy żyją i czy wrócą...
To nazywa się miłość
...Choć dzisiaj nazwano by to naiwnością
Aruna napisał/a:Hmmm... a co sądzicie o miłości na odległość : Może takowa przetrwać :
Hmmm to zależy jak to ma wyglądać, ale generalnie w coś takiego nie wierzę i nie widzę szans na dłuższą metę dla takich związków. Tym bardziej, że z tych związków które widziałem na odległość wynikło zdecydowanie więcej złego niż dobrego. Jeśli ma to wyglądać tak:
Aruna napisał/a:Albo o ludziach którzy sie zakochali a dzieli ich odległość 300 km i nie mogą sie za często widywać.
to zależy moim zdaniem od tego, czy pod pojęciem zakochali się kryje się 'przez 2-tygodnie świetnie się dogadywali i w ogóle uważali że się bardzo kochają'. czy 'byli ze sobą sporo czasu, ale musieli się rozjechać na pewien czas'. Ta pierwsza opcja moim zdaniem nie ma za dużych szans na coś trwałego. Natomiast ta druga już prędzej, chociaż jest to duże wyzwanie dla obojga i jeśli to przejdą, to na pewno wzmocni to ich związek.
Mathew napisał/a:W starych średniowiecznych poematach, wiele było historii o niewiastach czekających latami na swoich rycerzy .
Taaa, tylko że w tych czasach takie niewiasty nie miały chyba za bardzo wolnej ręki w wyborze faceta, więc myślę, że odejść od niego, nawet jak był na wojnie też za bardzo nie mogły... A czy były wierne? To też bym się zastanowił, bo część na pewno tak, a inne nie - dzisiaj w sumie jest podobnie.
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Czemu nie miały wyboru Wyboru nie miały tylko te, które trafiły na pustaków bez "gestu" ... Czyli tak jak dzisiaj
Oczywiście mowa tutaj o prostych dziewczynach, bo jak wiemy, członkowie rodzin królewskich brali ślub jeszcze w pieluchach . Ot zonk... starzy wybierali
Czy oby na pewno tylko członkinie wyższych sfer nie miały wyboru, to bym nie był taki pewny. Bardziej w tamtych czasach faceci wybierali sobie niewiasty, a one sie musiały dostosować. Ale mniejsza z tym, było, minęło, teraz jest lepiej
_________________ 'The whole world is about three drinks behind.' Humphrey Bogart
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum