Zauważ, że początek pisałem dosyć dawno. Od tego czasu mój warsztat powinien się nieco polepszyć Pierwszy raz spotkałem się z krytyką, i szanuje to. Cóż, jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził
Zgodzę się z R3DRUM. W ostatniej części pojawiło się sporo błędów. Musisz troszkę bardziej zwracać uwagę na to co piszesz. A;e nadal z ciekawością, czekam na ostatnią część.
_________________ Have you seen a little girl around here?
Oto upragniona - ostatnia część tej opowieści. Zapraszam do czytania, mam nadzieje, że spodoba się wam choć trochę ^^
-Nie musisz się o to martwić, brachu. Wszystko zostało drobiazgowo przygotowane – chłopak poprawił włosy, sprawdzając czy wszystkie stoją równo. – Kluczem jestem ja, a właściwie moja śmierć. Tylko zabicie mnie doprowadzi do wchłonięcia tego miasta i całej ziemi. Przysłowiowy koniec świata hehehehe.
W Chrisie krew się gotowała. Zaciskał dłoń na strzelbie, tak mocno, że aż się cała trzęsła, a opuszki palców były białe. Wstrząsały nim dreszcze. Nerwy. Spoglądał jak jego córka wije się u nogi jakiegoś szaleńca. Jej ból był jego bólem. Odzyskać ją – priorytet.
-Puścisz... ją... czy... nie...? – wycedził przez zęby, kierując swój zimny, pełen nienawiści, wzrok na twarz chłopaka.
Chłopak komicznym ruchem poskubał się po brodzie, jakby zastanawiając.
-Um... Nie!
Chris błyskawicznie uniósł strzelbę, po czym nacisnął spust. Rozległ się cichy trzask uderzenia cyngla o pusta komorę. Chris przeładował szybko, po czym znów nacisnął spust, jednak sytuacja się powtórzyła. Czerwonowłosy parsknął śmiechem.
-Loool co to miało być? – przemówił, po czym uniósł lewą rękę. Chris z wrzaskiem odrzucił broń, która momentalnie stała się cała czerwona i stopiła się na jego oczach.
-Tym mnie nie zabijesz. Potrzebne są stalowe kule z 2% domieszką srebra.
-Zaraz, zaraz... – odezwał się Marcus. – Przecież takich kul używają wszyscy żołnierze z mojego oddziału specjalnego.
-No widzę, że zrozumiałeś. Po to cię tu sprowadziłem...
-Jak się nazywasz? – spytał Marcus.
-Po co ci to?
-Tak o.
-Matka ochrzciła mnie Will, ale sam siebie nazywam Eil – Największy.
-Puść... ją... do... kurwy... nędzy... – powiedział Chris, ledwo co panując nad sobą.
-Tato... – jęknęła Laura.
-Dobra dosyć gadania panowie, trzeba brać się do roboty – powiedział Eil.
Sięgnął za plecy, po czym wydobył zza nich długi wojskowy nóż. Wziął mały zamach i skierował ostrze wprost w szyję Laury. Ostra klinga beznamiętnie wtopiła się w krtań dziewczyny, przebijając ją na wylot i wychodząc po drugiej stronie szyi.
-Nie!!! – krzyknął Chris.
Wszystko co nastąpiło potem nie trwało dłużej niż dziesięć sekund. Chris wrzasnął a następnie skoczył ku Marcusowi i wyrwał mu karabin. Czwórka potworów momentalnie rzuciła się w stronę dwójki, można już ich tak nazwać, przyjaciół. Marcus dał sobie wyrwać broń, po czym sam sięgnął po pistolet, i oddał kilka strzałów w chłopaka biegnącego z prawego narożnika pomieszczenia. Dziewczyna którą spotkał Chris skręciła z toru i rzuciła się z nożem na druga dziewczynę, która trzymała w rękach siekierę. Obaliła ją i zaczęły się szamotać. Ostatni z potworów, chłopak, rzucił się na Marcusa, który sprzedał mu potężną piąchę w twarz, a następnie zaczął kopać na podłodze. Cały ten czas Chris poświęcił na dokładne wycelowanie. Oparł spokojnie broń o ramie, a następnie zamknął oko i zrównał muszkę ze szczerbinką, a następnie oba przyrządy nakierował na głowę Eila. Ten tylko rozwarł dłonie, niczym mesjasz błogosławiący swój lud, a następnie uniósł głowę i zamknął oczy, jak gdyby odpływał, pod wpływem jakiejś przyjemności. Czas jakby zwolnił. Chris nacisnął spust i posłał w jego stronę kilkanaście pocisków , które leciały w zwolnionym tempie. Chris widział wyraźnie ich tor lotu, to jak przecinają powietrze, jak po kolei mkną ku swojemu celowi. Widział jak zagłębiają się w głowie Eila. Widział jak jego głowa powoli pęcznieje, a następnie eksploduje. Powolne szczątki wystrzeliły fontanną powoli do góry. Czas ruszył. Eil padł martwy. Ziemia zaczęła się trząść, a budynek powoli walić. Ogromny huk rozdzierał powietrze kończącego się świata, jednak Chris nie zwracał na to uwagi. Biegł pod balkon i w ostatniej chwili wszedł ślizgiem i złapał spadające ciało córki. Ułożył ja na podołku, a potem spojrzał w to spokojne, zapłakane oblicze.
-Laura... Nie... Proszę... Zabrano mi najpierw twoją matkę, teraz ciebie. Dlaczego? Czy bóg nie zna litości? Och Laura Laura, dlaczemu pojechałaś z nim do tego miasta. To nie musiało się tak skończyć. Teraz leżysz tu obok mnie martwa, a moje serce się kraje. Nie mam po co żyć, życie straciło sens. Już nie wiem co czuje, już w ogóle nic nie czuje.
Tymczasem nad miastem powstała wielka czarna dziura, która zaczęła wsysać samochody, wyrywać drzewa z korzeniami i wchłaniając je, pożerając całe budynki a nawet odrywając kawały ulic.
Ciało Laury powoli się uniosło i jakby lewitowało w powietrzu. Powoli i subtelnie unosiło się do góry i kierowało ku odległej czarnej dziury. Chris spoglądał na nią do samego końca, nie zauważając nawet jakie piekło rozpętało się wokół. Rozwarł szeroko ręce i zamknął oczy. Powoli odrywał się od ziemi. Pozwolił aby go pochłonięto. Już nic nie czuł, pragnął umrzeć.
Nagle poczuł silne szarpnięcie które wyrwało go z transu. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą Marcusa. Ten olbrzym trzymał się jedną ręka wystającej rury z ziemi, a drugą złapał Chrisa za koszulkę.
-Kto jak kto, ale TY nie możesz tak po prostu umrzeć! – wydarł się, przekrzykując chaos otoczenia.
Chris nic nie odparł. Spojrzał na niego po raz ostatni, niewidzącym wzrokiem, po czym zamknął oczy.
Marcus naprężył wszystkie mięśnie. Siła wciągania dziury byłą potężna, wyrywała już rury spod ziemi i całe góry ziemi. Poczuł jak mięśnie pleców zaczynają go boleć. Ścisnął je mocniej, przekazując w nie resztki energii. Przez bicepsy przeszedł rozdzierający ból. Marcus wykrzywił twarz w bólu, a mięśnie zaczynały się powoli rozrywać. Mięśnie na plecach puściły i zaczęły trzaskać, zrywane z potężna siłą. Stawy chrupnęły. Marcus ryknął na całe gardło, na chwilę zapadła idealna cisza, a potem został rozdarty na pół. Połowa jego ciała została, uczepiona rury, a połowa, razem z Chrisem, poleciała prosto do dziury, ciągnąc za sobą długi szal krwi.
Chris otworzył na chwilę oczy. Ujrzał panoramie niszczonego miasta, które momentalnie zalało się miedzy jego oczami, czerwienią. Widział czerwień, która następnie przekształciła się w biel. Potem była już tylko czerń...
Koniec
Ostatnio zmieniony przez BMF 05-02-2008, 16:59, w całości zmieniany 2 razy
Opowiadanie ok
W sumie kilka błędów było itd., ale nie czepiam się bo nijaki ze mnie krytyk
Jak na moje oko, lepiej pisać opowiadanie w ten sposób, że ukończy się całość, potem za kilka miesięcy je przejrzy i dopiero w kawałkach powrzuca Bo takie pisanie 'na szybko' powoduje to, że opowiadanie zawiera błędy
Czekam na jakieś kolejne Miło by było gdyby nie zostało osadzone w klimacie Silent Hill - za ukończenie
_________________ Człowiek może wytrzymać cały tydzień bez picia, dwa tygodnie bez jedzenia, całe lata bez dachu nad głową, ale nie może znieść samotności. To najcięższa tortura.
Zgodzę się z Bobkiem. Trochę zamotałem się podczas czytania walki, ale ogólnie nie jest tak źle. No i te teksty typu "Loool" jakoś nie pasują do reszty. I co prawda spodziewałem się innego zakończenia. Ale jest dobrze, jako jeden z nielicznych zakończyłeś swoją opowieść
_________________ Have you seen a little girl around here?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum