Wakacje. Okres którego z niecierpliwością oczekują ludzie. Czas wypoczynku od szkoły, pracy, stresu. W szczególności czeka na nie młodzież, na te dwa miesiące wolności.
Był początek lipca. Słońce świeciło jasno nad niewielkim miasteczkiem. Sara właśnie wracała pieszo do domu, popijając zimną wodę mineralną.
- Uch... ale gorąco...
Słońce wyraźnie drażniło młodą dziewczynę. Mrużyła oczy i starała się patrzeć w dół. Od dziecka miała światłowstręt a tego dnia akurat nie wzięła okularów. Miała na sobie krótką koszulę i dżinsy. Jednak nawet to nie dawało ulgi w upalny dzień. Odgarnęła z oczu za uszy swoje długie blond włosy i przyśpieszyła kroku. Chciała się jak najszybciej znaleźć w domu.
Jednak przechodząc obok sklepu RTV zaintrygował ją program pokazywany na telewizorze wystawionym na wystawę. Mowa była o jakimś miasteczku z którym nagle, niewiadomo dlaczego stracono całkowicie jakikolwiek kontakt.
- ...wszelki kontakt z miasteczkiem został całkowicie zerwany. Nie są nam znane przyczyny tego dziwnego wydarzenia. Wszelkie osoby które pojechały zbadać sprawę nigdy nie wróciły. Rząd Chicago wysłał właśnie uzbrojony oddział specjalny do...
Sara nie usłyszała nazwy miejscowości gdyż przeszkodził jej jakiś nieznany jegomość.
- No, no, no... Co taka fajniutka dupcia robi sama w takim miejscu? Może przydałoby się panience towarzystwo?
Facet, w wieku może trzydziestu pięciu lat, ubrany w jakieś łachmany zaczepił dziewczynę. Widać było, że jest pod wpływem alkoholu.
- Niech mnie pan zostawi w spokoju – odrzekła Sara.
Gdy właśnie chciała odejść jegomość chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Sara upuściła butelkę wody na ziemie. Ulica była praktycznie opustoszała, większość ludzi siedziała właśnie w domach, więc nikt nie był w stanie pomóc dziewczynie.
- Puszczaj pan, bo zawołam policję!
Facet nie zważał na ostrzeżenia Sary, trzymał ją mocno i mimo oporu dziewczyny nie puszczał jej.
- Mogłaby panienka okazać trochę więcej szacunku...
W tym momencie pijak chwycił dziewczynę za pośladek i zasłonił ręką jej usta.
- To teraz się zabawimy – stwierdził facet próbując zaciągnąć dziewczynę w małą uliczkę obok.
W tym właśnie momencie na ulicy zatrzymał się samochód. Stary, zaniedbany Pickup w kolorze niebieskim, z którego szybko wysiadł jakiś młodzieniec i pobiegł w kierunku dziewczyny i pijaka.
- Puść ją! – krzyknął i szybko uderzył jegomościa w twarz.
Pijak puścił dziewczynę po czym otarł krew płynącą z nosa. Nie czekając długo rzucił się na młodzieńca próbując atakować. Jednak chłopak nie miał problemów z powaleniem go na ziemię.
- Paul. Dzięki bogu! – wykrzyknęła Sara. To był jej chłopak, rok starszy przystojny młodzieniec o krótkich czarnych włosach, ubrany w czarny T-Shirt i czarne dżinsy.
- Chodźmy stąd – odrzekł Paul zabierając dziewczynę do samochodu. Nie zważając na ledwo podnoszącego się z ziemi pijaka odpalił samochód i odjechał.
- Paul. Jak się cieszę, że cię widzę! – wypowiedziała Sara z uradowaniem.
- Nic ci nie jest? – spytał Paul.
- Nie, na szczęście nie.
- Odwiozę Cię do domu. Myślę, że masz dość na dzisiaj przeżyć...
- Nie wiem jak ja ci się odwdzięczę...
Sara spuściła z Paula wzrok. On spojrzał na nią, nie odzywał się. Milczeli oboje przez chwilę wjeżdżając właśnie na osiedle na którym mieszkała Sara. Samochód zatrzymał się tuż przed jej domem.
- Słuchaj... – mruknął Paul pod nosem – Nie chciałabyś się wybrać na małą wycieczkę poza miasto?
- Jak to? Gdzie? – spytała Sara. Podnosząc wzrok na Paula.
- Słyszałem o małym miasteczku niedaleko stąd. Podobno położone w bardzo ładnej okolicy. Jezioro, lasy, bardzo przyjemny klimat.
Na twarzy Sary pojawił się uśmiech po czym rzuciła się Paulowi na szyję.
- Jesteś słodki! Ale...
W tym momencie Sara z powrotem usiadła i w zamyśleniu powiedziała:
- ...ale rodzicie mnie nie puszczą... Powiedzą pewnie, że nie mam jeszcze osiemnastu lat... Poza tym...
- Nie mają do mnie zaufania...?
Sara nic nie odpowiedziała i spuściła głowę w dół.
- Postaw się. – stwierdził Paul.
- Co?
- Powiedz im w końcu „nie”. Albo pojedźmy bez ich wiedzy.
- Paul... ale... ja...
- Mogła byś czasem zrobić coś nie zgodnie z zasadami – powiedział Paul uśmiechając się do Sary.
Na twarzy dziewczyny widać było wyraźne zamieszanie. Zawsze była grzeczną dziewczyną, postępującą według woli rodziców. Zawsze kulturalna, wychowana. Nigdy nie robiła niczego wbrew nim.
- Nie wiem... ja...
- Uwierz mi... będzie fajnie. Wolisz przesiedzieć wakacje w domu? Przecież to tylko kilka dni.
Sara milczała w zamyśleniu. Po dłuższej chwili spojrzała na Paula. Uśmiechnęła się i pocałowała w policzek.
- Jutro o 6:00 rano, podjedź po mnie – powiedziała uśmiechając się i otwierając drzwi. – A co to w ogóle za miasteczko o którym mówiłeś?
- Silent Hill...
Część II
Sara nie mogła spać. Co chwile obracała się z boku na bok leżąc w łóżku. Duży zegar na ścianie pokazywał pierwszą w nocy. Coś ją niepokoiło, coś nie pozwalało spać w spokoju. Rozejrzała się po pokoju. Nic nadzwyczajnego. Duży, ładny, i prosty z wystroju. Jej łóżko stało po środku ściany. Po prawej znajdowało się duże, szerokie okno na całą wysokość pokoju, przez które wbijało się do środka jasne niebieskie światło księżyca. W tym momencie Sara zorientowała się, że okno jest zamknięte i dlatego w pokoju jest strasznie duszno. Wstała z łóżka i je uchyliła, w tym momencie jednak usłyszała jakiś dźwięk zza drzwi. Coś jakby plasknięcie. Spojrzała za siebie w kierunku drzwi, w których znajdowała się szyba, uformowana w różne wzory przez co nie było dokładnie widać co jest po drugiej stronie. Gdy jednak przypatrzyła się dokładniej ujrzała jakąś sylwetkę przechodzącą obok. Nie wiedziała kto to, ubrana była zdaje się na czerwono i się bardzo garbiła. Sara z lekkim niepokojem podeszła do drzwi i uchyliła je. Na przedpokoju było ciemno. Otworzyła drzwi szerzej i wyszła z pokoju. Po lewej znajdował się pokój jej rodziców. Po Prawej kuchnia, łazienka i wyjście. Nadal nikogo nie widziała.
- Jest tu kto...? – zapytała cichym głosem.
Jednak nadal panowała cisza. Po chwili jednak drzwi od pokoju rodziców otworzyły się. W ciemnościach ujrzała sylwetkę swojej matki.
- Mamo, zdawało mi się, że... – w tym momencie zaniemówiła. Z ciemnego pokoju wyszła postać przypominająca z sylwetki jej matkę. Jednak to nie była ona. Postać była cała zakrwawiona, przygarbiona, z jej oczu ściekała krew, całe ubranie było podarte, zniszczone i pobrudzone.
- Mamo...? – z lękiem wypowiedziała Sara robiąc krok w tył.
W tym momencie usłyszała niski głos z prawej:
- Dlaczego...?
Sara spojrzała na prawo. Ujrzała tam postać swojego ojca. Jednak tak samo jak matka nie był on sobą. Zakrwawiony, przygarbiony, tak samo z oczu ściekała krew. Gdy postać podeszła Sara zauważyła na plecach „ojca” jakąś poruszającą się wypustkę. Jakby coś próbowało się wydostać z jego ciała przez plecy. Ponownie dało się usłyszeć pytanie:
- Dlaczego...? – tym razem skierowane od „matki”.
Zszokowana Sara zrobiła kilka kroków w tył z powrotem do pokoju. „Matka i ojciec” szli za nią, ślamazarnie wolno. Jednak po wejściu do pokoju dziewczyna poczuła się niepewnie. Ściany wyglądały jakby miały kilkadziesiąt lat. Ociekały krwią, brudem. W powietrzu unosił się charakterystyczny smród. Dało się też słyszeć dziwne dźwięki, niczym uderzenia w blachę, lub szuranie. Dziewczyna nawet nie wiedziała kiedy ten hałas się rozpoczął.
Wzrok Sary skierował się na ścianę nad łóżkiem. To co zobaczyła przyprawiło ją o odruch wymiotny a zarazem chciała krzyczeć. Na ścianie wisiał Paul. A właściwie jego połowa. Był on przecięty pasie, skąd ciągle spływała krew. Dało się widzieć narządy wewnętrzne. Widać było, że został przecięty jakimś tępym narzędziem. Sara spojrzała mu w twarz. Cała zakrwawiona, oczy miał jednak otwarte a wzrok skierowany był prosto na nią. Nie dawał jednak żadnych oznak życia. Dziewczyna ze łzami w oczach wypowiedziała cicho „nie...” po czym z powrotem skierowała wzrok w stronę drzwi. W tym momencie jakaś postać rzuciła się na nią powalając ją na ziemię. Oczom Sary ukazał się ten sam mężczyzna który poprzedniego dnia ją molestował. Jednak on także zdawał się być inny. Taki sam wygląd jak „rodziców”. Jednak w przeciwieństwie do nich nie posiadał on oczu. Siedział on na Sarze, a jego głowa była skierowana na nią. On także wypowiedział słowa „dlaczego...?” po czym swoje ręce położył na biuście dziewczyny. Chciała ona walczyć, jednak nie miała żadnej kontroli nad ciałem. Postać która wczoraj zdawała się zwykłym człowiekiem nadal molestowała Sarę. Z ust postaci wysunął się długi język. Dziewczyna chciała krzyczeć, jednak nie mogła. Ciało kompletnie odmawiało jej posłuszeństwa. Postać włożyła język do ust dziewczyny. Ta mogła tylko leżeć bezwładnie. Jej wzrok ponownie skierował się ku ścianie nad łóżkiem. Paul nie dawał żadnych oznak życia. Jednak jego wzrok nadal był skierowany na twarz dziewczyny. Sara mocno zamknęła oczy oczekując najgorszego. Po chwili jednak zorientowała się, że postać gwałciciela znikła. Powoli otworzyła oczy, jej oczom ukazał się sufit w którym znajdowała się masa zakrwawionych ostrzy, które nagle zaczęły na nią spadać. Sara krzyknęła głośno.
Jej oczom ukazał się jej pokój. Jednak wszystko było w jak najlepszym porządku. Światło księżyca ładnie świeciło przez okno po prawej. Sara leżała w łóżku. Zegar na ścianie wskazywał godzinę trzecią piętnaście w nocy.
- Więc... to był tylko sen...? – spytała się Sara samą siebie.
W tym momencie drzwi od pokoju się otworzyły. Sara o mało co nie podskoczyła z łóżka.
- Kochanie? Wszystko w porządku? Zdawało mi się, że krzyczałaś.
Była to matka Sary. Kobieta w wieku czterdziestu dziewięciu lat, o czarnych kręconych włosach. Jej oczy skierowane były na dziewczynę, po czym szybko przeleciała wzrokiem cały pokój.
- N... Nie... wszystko w porządku – odpowiedziała Sara.
- Jesteś pewna?
- Tak...
- To śpij dobrze. Dobranoc.
- Dobranoc...
Drzwi się zamknęły. Sara nadal leżała na łóżku. Po chwili szybko odwróciła głowę na ścianę za nią. Nic tam nie było. Wszystko w porządku.
- Czy ja zwariowałam...? – zapytała sama siebie.
Ponownie się położyła. Jednak nie mogła już zasnąć do rana.
Część III
Budzik zadzwonił punktualnie o piątej rano. Sara jednak nie spała. Obawa przed nocnym koszmarem nie pozwalała jej z powrotem zasnąć. Na dworze robiło się już jasno. Nagle Sara przypomniała sobie o dzisiejszym wyjeździe zupełnie zapominając o koszmarze. Szybkim ruchem ręki wyłączyła hałaśliwy dźwięk aby nie obudzić rodziców. Decyzję podjęła już poprzedniego dnia – pojedzie bez ich zgody. Zabrała z szafki mały plecak i wrzuciła tam kilka najpotrzebniejszych rzeczy – ubrania na zmianę, kosmetyki, portfel, dokumenty itp. Cicho udała się do łazienki gdzie szybko umyła się z wierzchu. Wszystkie te czynności zajęły jej w sumie jakieś pół godziny.
- Paul podjedzie o szóstej... – pomyślała.
Czas jaki jej pozostał postanowiła przeznaczyć na napisanie krótkiej notki dla rodziców. Czym prędzej wzięła z szafki kawałek kartki i długopis i zaczęła pisać:
„Wyjechałam z Paulem na kilka dni poza miasto. Wiem, że się Wam to nie spodoba, lecz gdybym się spytała nie zgodzilibyście się. Nie chciałam spędzać całych wakacji w mieście, i Paul dał mi taką możliwość. Wiem, że nie darzycie go sympatią, ale to naprawdę miły chłopak. Jestem pewna, że w jego obecności nic mi nie grozi. Tak więc przepraszam was ale już postanowiłam. Do zobaczenia za kilka dni. Całuję.”
Kilka ostatnich zdań Sara pisała powoli, jakby sama jeszcze nie była do końca pewna tego co robi. W końcowym efekcie kartka znalazła się w kuchni na stole. Sara po cichu ubrała buty, zabrała z szafki na wszelki wypadek kurtkę przeciwdeszczową i wyszła z domu. Było za piętnaście szósta, ale samochód już na nią czekał na parkingu. Sara czym prędzej podbiegła do niebieskiego Pickup’a. Paula jednak nie było w środku a drzwi były zamknięte. Dziewczyna rozejrzała się dookoła ale nikogo nie widziała. Na dworze panowała cisza, słychać było tylko lekki szum wiatru.
- To na pewno jego wóz... – pomyślała.
W tym momencie Sara poczuła, że coś dotyka jej ramienia. Szybko odwróciła się powstrzymując się od krzyku.
- Paul !
- Sara. Nie myślałem, że tak wcześnie wyjdziesz.
- Ale mnie wystraszyłeś! – odrzekła zdyszana dziewczyna.
- Przepraszam. Nie miałem takiego zamiaru.
W tym momencie Sara przytuliła się do Paula.
- Wiem... przepraszam... – wymówiła cicho.
Paul uśmiechnął się i przytulił jej głowę do siebie po czym stwierdził:
- Byłem kupić jakieś jedzenie na drogę. Mało, ale na razie starczy.
Chłopak otworzył drzwi do samochodu od strony pasażera i pomógł Sarze wsiąść. Następnie sam zasiadł za kierownicą i odpalił samochód.
- Rodzice się zgodzili? – zapytał.
- Nie powiedziałam im...
Paul uśmiechnął się tylko do niej po czym wyjechał z osiedla.
- Silent Hill jest kilka godzin drogi stąd. – stwierdził.
- Byłeś tam już kiedyś? – zapytała Sara.
- Nie. Dowiedziałem się o tym miejscu z ulotki reklamowej. Znalazłem miasteczko na mapie i stwierdziłem, że moglibyśmy tam miło spędzić czas.
Paul włączył cicho radio. Leciała jakaś spokojna muzyka rockowa.
- Pasuje ci? – spytał Paul. Jednak Sara zasnęła. Jej głowa spoczywała na ramieniu. Nie przespana noc przyniosła efekt. Chłopak popatrzył na nią przez chwilę z uśmiechem i zajął się prowadzeniem.
Sara obudziła się po kilku godzinach. Otworzyła lekko oczy po czym zasłoniła się ręką od rażącego słońca.
- Dzień dobry! Jak samopoczucie? – spytał Paul.
- Ile spałam... – zapytała Sara próbując dojść do siebie.
- Jakieś trzy godziny. Nic cię nie obudziło.
- Przepraszam... miałam ciężką noc...
- Nie masz za co przepraszać. Słodko wyglądasz jak śpisz.
Sara zarumieniła się po czym spytała:
- Daleko jeszcze do tego misteczka?
- Nie wiem dokładnie. Pomyliłem wcześniej drogę i musiałem zawracać. Według mapy jeszcze jakieś dwie, może trzy godziny.
- Zjadłabym coś...
- Zerknij do siatki z tyłu, coś na pewno znajdziesz.
Tak też Sara zrobiła. Wyjęła ze środka świeżą bułkę i butelkę wody mineralnej.
- Ciężka noc? – spytał Paul.
- Można tak powiedzieć... miałam straszny sen...
- Aha...
Tu chwila ciszy.
- Opowiesz mi go?
Twarz Sary przybrała dziwny wyraz, niczym zszokowany a zarazem przestraszony. Milczała.
- Nie musisz mówić jeśli nie chcesz. – stwierdził Paul.
- Wolałabym o tym nie mówić...
- Jasne. Nie ma sprawy.
Podróż mijała przyjemnie. Parka rozmawiała na różne tematy. Dzięki temu Sara na chwilę zapomniała o nocnym koszmarze. Minęły niecałe dwie godziny. Dało się widzieć znak pokazujący, że do Silent Hill jeszcze 70km. Im dalej jechali tym na drogach był mniejszy ruch. W pewnym momencie całkowicie siadło radio.
- Co jest...? – powiedział Paul próbując regulować radio.
- Zepsuło się?
- Raczej nie... ale niczego nie odbiera. No trudno.
W tym momencie dało się słyszeć z radia dziwny szum i skwierczenie... Jakby ktoś skrobał kawałkiem szkła o asfalt.
- Coś odbiera? – zapytała Sara.
- Nie wiem... nigdy czegoś takiego nie miałem... może faktycznie się zepsuło. Najlepiej je wyłączę.
Tak też Paul uczynił całkowicie wyłączając radio. Jechali dalej i nawet nie zauważyli jak niebo zrobiło się szare.
- Zdaje się, że będzie padać – stwierdziła Sara.
- Spokojnie, za chwilę będziemy na miejscu.
Ulica była kompletnie pusta. Po prawej zauważyli tabliczkę wskazującą, że właśnie wjechali do miasteczka. Przejechali małym mostem przez niewielką rzeczkę, aż dojechali do ulicy Nathan Ave. Widoczność była niewielka gdyż pojawiła się spora mgła. Dało się widzieć jednak małą ilość ludzi.
- Zatrzymamy się w jakimś hoteliku. – zaproponował Paul. – Na tej ulotce była reklama jednego. Niejaki Wood Side Apartment.
- Wiesz gdzie to jest?
- Nie, ale się kogoś zapytamy.
Paul zatrzymał samochód obok jakiegoś przechodnia. Sara otworzyła okno i się zapytała:
- Przepraszam pana, którędy musimy jechać by dotrzeć do Wood Side Apartment?
Mężczyzna którego się pytali wyglądał na jakieś czterdzieści lat. Miał on czarne włosy, ubrany był w brązową marynarkę i spodnie tego samego koloru. Popatrzał on na dziewczynę nie wymawiając ani słowa.
- Przepraszam pana! Wood Side Apartment. Wie pan gdzie to jest? – Ponownie zapytała Sara.
Mężczyzna nic nie odpowiadał. Sara już miała dać sobie z nim spokój gdy ten odpowiedział:
- Prosto... Lewo... Prawo...
- Prosto, potem w lewo, następnie w prawo? Dziękujemy panu bardzo! – z uśmiechem odpowiedziała Sara. Wtedy dostrzegła, że mężczyzna ma dość podkrążone oczy. Paul pojechał przed siebie. Dziewczyna zamykając okno dostrzegła, że mężczyzna stoi w miejscu i się na nich nadal patrzy.
- Dziwny... – pomyślała.
Paul jechał tak jak wskazał przechodzeń. Dojechali tym sposobem do Wood Side Apartment.
- To chyba tutaj – stwierdził Paul, spoglądając na trzypiętrowy budynek. Dość prosty z wyglądu, niczym się nie wyróżniający.
- Zdaje się, że zaraz zacznie padać, zaparkuj gdzieś szybko i wchodźmy do środka.
Tak też uczynili. Ledwo weszli do recepcji gdy dało się słyszeć grzmot pioruna.
- Nieźle nam się udało – stwierdził Paul.
Oboje rozejrzeli się dookoła. Było pusto i cicho.
- Poczekaj tutaj, wynajmę jakiś pokój. – oznajmił chłopak podchodząc do biurka.
Stał tam mały dzwonek. Paul wcisnął guzik jednak nie było nic słychać. Powtórzył czynność kilkukrotnie jednak nie było słychać żadnego dźwięku.
- Może zepsuty... – pomyślał.
W tym właśnie momencie z drzwi obok wyszedł mężczyzna w wieku pięćdziesięciu lat. Łysawy, ubrany w normalną koszulę i czarne spodnie.
- Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał spokojnym głosem nie podnosząc wzroku na chłopaka.
- Tak. Chcieliśmy wynająć pokój. Macie jakieś wolne? – spytał Paul.
- Mamy wiele wolnych pokoi. – oznajmił mężczyzna biorąc pierwszy lepszy klucz z półki i kładąc go na stół.
- Tak... więc... ile kosztuje doba?
- Ależ proszę się tym nie przejmować. Czujcie się jak u siebie w domu. – ze spokojnym, opanowanym głosem stwierdził recepcjonista.
- Ale... jak to?
- Uznajcie to jako promocje... – powiedział mężczyzna podsuwając chłopakowi klucz do pokoju.
Recepcjonista spokojnie podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę. Po czym odwrócił się i wyszedł. Sara dostrzegła, że on także miał dziwnie podkrążone oczy.
- Pokój 206... to zdaje się na drugim piętrze. – stwierdził Paul.
Oboje poszli na górę. Panowała całkowita cisza. Ani żywej duszy. Mimo wszystko Sara miała wrażenie, że ktoś ich obserwuje.
- To tutaj, pokój 206.
Weszli do środka. Przyzwoity prosty pokoik. Po lewej łazienka, na wprost dwa duże okna. Pod ścianą po prawej stronie pokoju stało duże podwójne łóżko. Resztę pokoju wypełniały jakieś szafki, stolik i krzesła. Za oknem mocno padał deszcz uderzając o parapet.
- Zdaje się, że resztę dnia jesteśmy zmuszeni spędzić tutaj. – oznajmił Paul.
- Trochę dziwne miejsce... nie wydaje ci się? – zapytała Sara.
- Dlaczego?
- Jakoś tu... nie wiem... ci ludzie... otoczenie...
- Daj spokój. Widziałaś jaki w porządku facet. Pokój za darmo, to jest coś. Mam tylko nadzieje, że nie ma w tym żadnego haczyka.
- Ale mimo wszystko... ta atmosfera...
- A tam. Przesadzasz. To przez tą pogodę, nie najlepiej nam się trafiło. Ale zobaczysz, jutro będzie lepiej.
- Która godzina?
- Siedemnasta osiemnaście... w sumie jeszcze wcześnie.
- Pójdę się umyć.
- Ok.
Sara zabrała swoją kosmetyczkę i poszła do łazienki. Ta była mała ale zadbana. Po lewej znajdowała się wanna. Obok umywalka a sedes po prawej. Dziewczyna odkręciła wodę po czym spojrzała w lustro nad umywalką. Nie przespana noc i pół dnia w samochodzie zrobiło swoje. Mimo swojej urody dziewczyna nie wyglądała najlepiej. Jej długie blond włosy były rozczochrane, a niebieskie oczy wyraźnie zaspane. Rozebrała się, ubranie położyła na półce przy umywalce po czym weszła do wanny. Tego właśnie potrzebowała – długiej gorącej kąpieli...
Część IV
Łazienka była okupowana przez prawie godzinę, co powoli zaczęło irytować Paula. Sara nie śpieszyła się z wyjściem. Po głowie plątały się jej różne myśli dotyczące ostatnich wydarzeń przez co straciła poczucie czasu. W ostateczności sama nie wiedziała co o tym myśleć i postanowiła nie zaprzątać sobie tym tyle głowy. W końcu opuściła łazienkę wycierając włosy ręcznikiem. Paul leżał na łóżku czytając jakąś ulotkę.
- Co czytasz? – zapytała.
- Znalazłem reklamówkę miasta, podobną do tej którą czytałem wcześniej. Tyle, że tutaj jest opis całego miasta. Zapowiada się ciekawie. Mają tu całą masę interesujących miejsc, sama zobacz: Piękny park z widokiem na jezioro, cała masa kawiarenek i restauracji, dwa piękne kościoły, centra handlowe, park rozrywki nad jeziorem, małą przystań, okoliczne lasy... nie wiem jak Tobie ale mnie już się podoba.
- Faktycznie. Patrząc na to miejsce nigdy bym nie pomyślała, że to takie miasteczko turystyczne.
Deszcz nadal głośno bił o parapet, dochodziła godzina dziewiętnasta. Na dworze w dalszym ciągu utrzymywała się tajemnicza mgła.
- Ale dzisiaj nie mam ochoty nigdzie wychodzić – oznajmiła Sara siadając na łóżku obok Paula.
- Nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy zapewnili sobie rozrywkę tutaj...
Paul podniósł się do pozycji siedzącej i przysunął się do Sary. Patrzył jej się prosto w oczy.
- Co...? – zapytała z lekkim uśmiechem.
On nic nie odpowiedział tylko pocałował Sarę, najpierw delikatnie w policzek, a następnie w usta. Objął ją delikatnie i zaczął całować. Sara z początku trochę zmieszana po chwili nie stawiała żadnego oporu. Do czasu jak ręka Paula spoczęła na guzikach jej koszuli. Odepchnęła go lekko ręką i odwróciła wzrok.
- Paul... Ja... – wydukała. - ... nie wiem czy jestem na to gotowa.
- Rozumiem... wszystko w swoim czasie – odpowiedział Paul delikatnie całując ją w policzek i wstając z łóżka.
- Teraz ja się wykąpie. – oznajmił i udał się do łazienki.
Sara siedziała nadal na łóżku zmieszana. Ponownie nie była pewna słuszności swojej decyzji. Z jednej strony wszystko stało się tak nagle i nie była na to gotowa, z drugiej nie wie co pomyślał o niej Paul. Zawsze była typem grzecznym i przyzwoitym. Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji. Jej głowa spoczęła na poduszce, nogami nadal dotykała ziemi. Ponownie zaczęła rozmyślać nad ostatnimi wydarzeniami – wyjeździe bez zgody rodziców, teraz to.
Leżała i rozmyślała tak przez jakieś dziesięć minut. W tym momencie za oknem dało się słyszeć jakieś chrobotanie i stukanie. Jakby ktoś ciągnął jakiś duży kawał metalu po ziemi. Wstała z łóżka i spojrzała za okno. Dźwięk stawał się coraz cichszy. Mgła nie pozwalała jednak niczego dojrzeć. Sara otworzyła okno i spojrzała w stronę z której dochodził dźwięk. Szuranie całkowicie ucichło. Jedyne co dostrzegła to jakąś posturę oddalającą się od hotelu. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie sposób poruszania się tej postaci. Jakby była w pewien sposób czymś skrępowana. Sara zamknęła okno i postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. „Jakiś pijak” – pomyślała, i z powrotem usiadła na łóżko.
Dochodziła godzina dwudziesta. Sarę zaczęła nagle mocno boleć głowa. Położyła się na łóżku z nadzieją, że jej to pomoże. Ból jednak utrzymywał się przez kilkanaście minut. Zaczęła nagle się zastanawiać dlaczego Paul jeszcze nie wychodzi z łazienki. Nie wstawała jednak by to sprawdzić. Leżała tak jeszcze przez kilka minut. Deszcz na dworze przestał już padać. Jednak na niebie nadal utrzymywały się szare chmury oraz mgła. Mijało właśnie półtorej godziny odkąd Paul wyszedł do łazienki. Sara postanowiła zajrzeć co się u niego dzieje.
Ledwo wstała z łóżka a na korytarzu hotelu dało się słyszeć czyjeś kroki. Sara wyraźnie rozpoznała, że to buty na obcasach.
„Czyżby inni lokatorzy?” – pomyślała. Drzwi pokoju nie posiadały wizjera więc dziewczyna mijając łazienkę postanowiła wyjrzeć na zewnątrz. Uchyliła lekko drzwi jednak nikogo nie zauważyła. Ku jej zdziwieniu światło było zgaszone. Jedyne okno przez które wpadała mała ilość światła znajdowało się na końcu korytarza. Jednak Sara nic tam nie widziała.
- Halo? Jest tu kto? – zawołała.
Odpowiedzi nie uzyskała. Na korytarzu panowała głucha cisza. Sara weszła z powrotem do pokoju zamykając za sobą drzwi. W łazience było zapalone światło więc Paul nadal tam siedział. Dziewczyna zapukała w drzwi, jednak nie uzyskała żadnej odpowiedzi.
- Paul? Jesteś tam?
Nadal panowała cisza.
- Paul. Nie wygłupiaj się. Wchodzę do środka.
Otwierając drzwi Sara zamknęła oczy na wypadek jakby Paul był nago.
- Paul. Co z tobą? – zapytała nadal trzymając oczy zamknięte.
W tym momencie poczuła dziwny zapach. Właściwie to smród.
- Paul...? – wypowiedziała Sara powoli otwierając oczy.
Jej oczom ukazał się przerażający widok. Ściany pokryte żywą, pulsującą tkanką, zamiast podłogi znajdowały się zardzewiałe, zamazane jakąś mazistą substancją kraty, w powietrzu unosił się zapach zgnilizny i stęchlizny. Pomieszczenie rozświetlało światło przygasającej żarówki. Dziewczyna rozejrzała się po łazience dokładniej. W otwartym sedesie znajdowała się dziwna lekko pulsująca substancja koloru czerwono czarnego, wyglądem przypominająca trochę wymioty. Wanna natomiast zdawała się ociekać krwią. Nie było w niej wody ale podobnie jak reszta pomieszczenia, była cała pokryta dziwną mazią. Sarę wzięło na wymioty, zakryła dłonią usta i jakoś się powstrzymała. Kiedy już zebrało ją na odwagę by wejść do środka zauważyła, że z kranu kapie czerwona substancja a w rurach daje się słyszeć dziwne syczenie i skwierczenie. Gdy podeszła bliżej by zobaczyć co to jej wzrok nagle utknął na lustrze. Zobaczyła za swoim odbiciem dużą czarną sylwetkę zbliżającą się do niej. Czym prędzej się odwróciła a gdy zobaczyła postać dokładnie to krzyknęła. Istota miała posturę ludzką, jednak cała pokryta była i ociekała jakąś całkowicie czarną substancją przypominającą ropę. Sara nie miała jak uciec. Łazienka była mała więc przyległa do ściany przy lustrze. Istota stała tuż przed nią. Dziewczyna nie wiedziała co począć. Jej ręka spoczęła na wannie gdzie leżała jakaś butelka. Nie myśląc długo chwyciła za nią i uderzyła potwora po głowie. Tego tylko lekko odrzuciło. Sara zaczęła bić coraz intensywniej krzycząc przy tym. Istota nadal przed nią stała z obróconą na lewo głową. Gdy z powrotem skierowała ją na Sarę ta dostrzegła znajomą twarz. Dopiero po chwili zorientowała się, że to twarz Paula.
Jej krzyk rozległ się na cały pokój...
- Sara? Sara, co jest?
- Nieeeeeee!!
- Sara!! – Paul szarpnął ją mocno.
Dziewczyna spojrzała chłopakowi w oczy z przerażeniem. Gdy rozejrzała się dookoła zorientowała się, ze leży w łóżku, w pokoju hotelu.
- Sara? Co z tobą? Wszystko w porządku? – spytał Paul, który leżał obok niej.
Ona jednak nic nie odpowiedziała. Z przerażeniem rozglądała się po pokoju ciężko dysząc. Po chwili znowu spojrzała w oczy Paula. Wciąż jednak nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
- Powiedz coś do mnie! Co z tobą? Sara! – krzyknął Paul chwytając dziewczynę za dłonie.
- Paul... – wydukała Sara. Po czym rzuciła mu się na szyję.
On delikatnie przytulił ją do siebie.
- Co się stało? – spytał.
- Która godzina...?
- Prawie pierwsza w nocy. Spałaś jak wyszedłem z łazienki więc nie chciałem cię budzić.
Faktycznie, Sara spojrzała za okno. Było już całkiem ciemno.
- Paul... to było straszne... ja... ty... – próbowała ułożyć jakieś zdanie, jednak nie potrafiła.
- Już wszystko w porządku. Uspokój się. Podać ci coś?
- Nie...
- Chcesz o tym porozmawiać?
- N... Nie...
- Spokojnie więc. Jestem tutaj, nic ci nie będzie.
Oboje siedzieli tak przez kilka minut przytuleni do siebie.
- Może chcesz wrócić do domu?
Sara chwilę milczała po czym odpowiedziała:
- Nie... przepraszam...
- Wiesz co. Pójdziemy dzisiaj do wesołego miasteczka. Podobno jest jedno niedaleko. Na pewno Ci to lepiej zrobi.
Sara popatrzyła chwilę na Paula i uśmiechnęła się.
- Przepraszam... – powiedziała.
- Przecież nic się nie stało. A teraz kładź się spać. Wszystko jest w porządku.
Oboje się położyli przytuleni do siebie. Paul szybko zasnął, Sara jednak nie mogła. Leżała sztywno rozglądając się po pokoju, jednak nic nadzwyczajnego nie dostrzegła. Sen nie dawał jej spokoju. „Wszystko było takie realne...” – myślała. Jednak po godzinie zasnęła. Nic więcej się jej tej nocy już nie śniło.
C.D.N(może...)
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Ostatnio zmieniony przez Suavek 06-06-2005, 23:19, w całości zmieniany 1 raz
Na razie zamieściłem tylko prolog, w którym jest zarys dwóch postaci i wstęp do dalszej fabuły. Dalszą część zamieszcze w przeciągu kilku następnych dni.
Z góry uprzedzam, że jest to moje pierwsze opowiadanie jakie kiedykolwiek pisałem, więc proszę o wyrozumiałość
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Ostatnio zmieniony przez Suavek 06-06-2005, 23:20, w całości zmieniany 1 raz
Bartol [Usunięty]
Wysłany: 14-03-2005, 01:29
Musze przyznać, że naprawde jestem pod wrażeniem. Od strony technicznej opowiadanko jest bardzo dobre (właściwy dobór słów, profesjonalne dialogi ), a i od strony merytorycznej zapowiada sie ciekawie. Czekam na dalszy ciąg z niecierpliwością!!!
Dam sobie uciąć... paznokcia, że jest to moje pierwsze opowiadanie Jedyne co pisałem to do szkoły na J. polski .
Właśnie dodałem drugą część opowiadania. Nie jest długa. Postaram się niedługo dodać część trzecią.
[ Dodano: 2005-03-14, 20:22 ]
Dodałem trzecią część opowiadania. Nie wiem czy nie za szybko no ale...
Ale kolejnych części nie spodziewajcie się tak szybko
Ogólnie czekam na wszelkie opinie i uwagi (te negatywne przede wszystkim).
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Bartol [Usunięty]
Wysłany: 15-03-2005, 01:46
Jak już wspominałem opowiadanie naprawde mnie wciągnęło. Nie jestem żadnym krytykiem i nie zauważyłem jakichś rażących błędów. Jedynie co możesz poprawic to zdanie: "Im dalej para jechała tym na drogach był mniejszy ruch", które według mnie brzmi troche dziwnie. Możnaby je zastąpić np. "Im dalej jechali..." lub czymś w tym stylu. Jeszcze sprawa z numerem pokoju. 206 raczej bardziej kojarzy mi sie z 2 piętrem a nie z pierwszym. Nie żebym sie czepiał, ale sam chciałeś negatywne uwagi :wink:
Zdanie zmienie. A co do pokoju. Hotel miał dwa piętra + parter. Na parterze znajdowały się pokoje o o numerze sto, na pierwszym piętrze dwieście a na drugim trzysta. Mógłbym faktycznie potraktować parter jako pierwsze piętro ale u nas to raczej się liczy także parter. Tak więc nie uważam tego za pomyłkę. Ale dzięki.
Ogólnie mało się na razie dzieje gdyż chciałem trochę rozbudować charakter bohaterów oraz wstępny zarys sytuacji. Nie chciałem od razu dawać jakiegoś nieznanego bohatera w środku koszmarnych wydarzeń z których nie wiadomo jak wyjdzie. Dlatego staram się iść powoli. Mam nadzieje, że wyjdzie to opowiadaniu na dobre.
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Bartol [Usunięty]
Wysłany: 15-03-2005, 11:48
Hotel miał dwa piętra + parter. Na parterze znajdowały się pokoje o o numerze sto, na pierwszym piętrze dwieście a na drugim trzysta. Mógłbym faktycznie potraktować parter jako pierwsze piętro ale u nas to raczej się liczy także parter.
Oczywiście ta forma też jest dobra tylko, że na zachodzie nie ma czegoś takiego jak parter. Tam parterem jest pierwsze piętro itd. Z tego co wnioskuje akcja rozgrywa sie gdzieś w USA i wg mnie lepiej by było posługiwać się tamtejszymi miarami (np. mile zamiast km)
Jak już mówiłem to nie jest jakiś błąd więc może zostać tak jak jest
No cóż troszkę za duże...no takie bezpośrednie nawiązania do SH. Przysdałoby się troszkę pokazać inne, nie znane wcześniej części miasta. Ale gusta są różne
_________________ Have you seen a little girl around here?
Wszystko jeszcze może się zmienić . To co napisałem do tej pory ledwo co mogę nazwać wstępem. Osobiście wolę się rozpisać i polać wodę przez co chociaż w części ukarzę jakiś lepszy obraz danej sytuacji (zależy mi na rozwinięciu postaci, przede wszystkim głównej bohaterki). Póki co wykorzystałem już trochę znanych motywów gdyż było to łatwiejesze dla mnie a zarazem łatwiejsze w odbiorze. Zobaczymy co wyjdzie później
[ Dodano: 2005-03-21, 00:47 ]
Kolejna część opowiadania dodana.
Jednak dochodzę do wniosku, że mi to kiczowato idzie Bardziej mi z tego wychodzi love story niż horror, chociaż przyznam, że wszystko co piszę nie jest wyssane z palca ale ma na celu przedstawienie sytuacji bądź charakteru bohaterów. Niemniej jednak mam nadzieje, że następne części będą ciekawsze niż dotychczasowe, tym bardziej, że jako taki plan już mam.
No nic... to ja miłego czytania życzę... nie zaśnijcie po drodze
Ale kurcze jednak taka forma podziału na topic z opowiadaniem i topic z komentarzami się nie sprawdza przez to automatyczne łączenie postów... Przez to nie mogę dać wam w żaden sposób znać, że jest kolejna część, bo mi tylko edytuje poprzedniego (aby chociaż dawało znać ogólnie, że zostało coś dodane by było dobrze). Ale dobra, zostanę już przy tym, najwyżej nikt nie przeczyta (może to i dobrze... ).
[ Dodano: 2005-03-21, 22:51 ]
Test dupa001
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
A tak serio. Po pierwsze czas, po drugie ochota, a po trzecie moje zdolności... Muszę więcej książek poczytać zanim wezmę się za pisanie bo zbyt proste i prymitywne słownictwo mam. Prędzej spodziewajcie się dalszej częsci (Not so) Silent Hill niż tego
_________________ "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." - Stanisław Lem.
Ja przechwytuję wszystkie nalewy co pocztą idą Musicie haracz zapłacić :wink:
[ Dodano: 2005-05-11, 18:17 ]
Oczywiście haracz też w nalewkach :wink: Sory za offtop, ale nam tu nowa waluta powstała - nalewa. Cena przy kupnie = ok. 5 zł, cena sprzeaży do ustalenia
_________________ 'I need someone to show me the things in life that I can't find,
I can't see the things that make true happiness, I must be blind'
fajne.Moje zastrzerzenia to numer pokoju.Odrazu kojarzy się z sh 2.Przecierz trzeba być oryginalnym.Ja mam pierdolca,niesłuchaj mnie.opowiadanie bardzo ciekawe.Radze ci pisać dalej bo rozwścieczony tłum potrafi zrobić wszystko ;p
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum